Chuligański wybryk zagrażał zdrowiu i mieniu ludzi. Wśród poszkodowanych jedna poważnie ranna osoba. Trafiła do szpitala.

Chuligański wybryk zagrażał zdrowiu i mieniu ludzi. Wśród poszkodowanych jedna poważnie ranna osoba. Trafiła do szpitala.

8 maja 2019 Wyłączono przez administrator

Możliwe, że kierowcy przestaną wreszcie rozjeżdżać Strefę Kultury. Powrót do pomysłu sprzed lat.

To miał być jeden z kolejnych rutynowych i spokojnych patroli straży miejskiej. Okazało się jednak, że strażnicy musieli zmierzyć się z krewkim mężczyzną, celującym kamieniami w ludzi i samochody.

Funkcjonariusze patrolowali ulicę Waleriana Pańki. Wówczas otrzymali sygnał, że po drugiej stronie Rawy, w rejonie Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego, ktoś rzuca kamieniami w siedzących na ławce ludzi i zaparkowane przed uczelnią samochody.

Kolejny dramat na drodze. Mimo wysiłków świadków wypadku, kobieta spłonęła w samochodzie.

Od razu udali się w rejon ulic Wodnej i Pawła, przy których znajduje się wspomniana uczelnia. Niebezpieczny chuligan ciągle się tam kręcił. Jak się okazało ma on 36 lat, nigdzie nie jest zameldowany.

Na miejscu strażnicy znaleźli też rannego. Chuligan trafił jedną z obrzuconych kamieniami osób w głowę.

– Udzieliliśmy pomocy przedmedycznej, zakładając na głowę opatrunek, wezwaliśmy też pogotowie ratunkowe – poinformował jeden ze strażników.

Ranny został przewieziony do szpitala na obserwację i specjalistyczne badania. Agresor – przekazany policji.

Wypadek motocyklisty na DTŚ. Policja udostępniła zdjęcia oraz nagranie działań Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

***
Niektóre wcześniejsze publikacje – niżej.
Inne informacje i artykuły: https://katowicedzis.pl/
Dla facebookowiczów utworzyliśmy grupę: https://www.facebook.com/groups/GrupaKatowiceDzis
Jej członkom wyświetlają się wszystkie nasze facebookowe posty.

***

Odnaleziono matkę martwego noworodka.

 

 

 

Tym razem to nie wygłup. Prawdziwy alarm w Katowicach. To była potężna bomba.

 

 

 

Kierowca samochodu zatrzymał się, aby przepuścić pieszą. W rezultacie ucierpiało jego auto a przechodząca przez ulicę kobieta trafiła do szpitala.

 

 

 

Gaja była głodzona a wreszcie została zakatowana. Następnie Ewa zakleiła jej pysk taśmą izolacyjną ? by Gaja nie wyła, a co najwyżej piszczała. Tą samą taśmą skleiła i skrępowała jej nogi. Po czym utopiła w stawie. Sąd: ?to nie było szczególne okrucieństwo?.

 

 

 

O niebywałym szczęściu może mówić matka czterolatka, który wypadł z trzeciego piętra sosnowieckiego bloku. Dziecko, pomimo sporej wysokości, nie odniosło poważnych obrażeń.