Bieda czyli skuteczność. W zarządzaniu miastem my jesteśmy lepsi. A ci, którzy nam nie klaszczą, ci plotą bzdury, kpią z inteligencji i sieją dezinformację.

Bieda czyli skuteczność. W zarządzaniu miastem my jesteśmy lepsi. A ci, którzy nam nie klaszczą, ci plotą bzdury, kpią z inteligencji i sieją dezinformację.

26 sierpnia 2019 Wyłącz przez administrator

***
Wszystkie nasze informacje i artykuły: https://katowicedzis.pl/
Regularnie tu zaglądaj – nie wszystko publikujemy na Facebooku.
Dla facebookowiczów utworzyliśmy grupę: https://www.facebook.com/groups/GrupaKatowiceDzis
Jej członkom wyświetla się więcej naszych facebookowych postów.
Pamiętaj! Komplet naszych artykułów i informacji tylko na WWW.
***

Nasza nowa usługa. Ogłoszenia. Całkowicie bezpłatne – dla każdego.

***

Były oficer Centralnego Biura Śledczego Policji bez wątpienia wykrył aferę. W bezpośrednim pobliżu obszaru zespołu przyrodniczego, wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO, w Tarnowskich Górach powstało nielegalne wysypisko odpadów. Odpady zwoziły tam ciężarówki przedsiębiorstwa zajmującego się sprzątaniem bytomskich ulic.

Były oficer CBŚ znalazł tam odpady organiczne (np. trawę), ale także popioły, odłamki asfaltu, gruz i inne. Po ujawnieniu afery na miejsce udał się m.in. przedstawiciel bytomskiego magistratu, który stwierdził, że nic złego się nie stało. Na nielegalnym wysypisku zauważył bowiem tylko trawę, a resztę przeoczył.

O sprawie pisaliśmy w piątek: Odpady zebrane na ulicach jednego miasta są podrzucane do miasta sąsiedniego. Wiceprezydent tego pierwszego miasta donosicielem nazywa osobę, która ten proceder wykryła. 

Poprosiliśmy o stanowisko wiceprezydenta Bytomia Michała Biedę. Zadaliśmy mu bardzo proste pytania:

Dlaczego Pan Borosz został usunięty z Urzędu Miasta Bytomia – i czy miało to związek z wykryciem przez niego wspomnianego procederu? (Dodać należy, że wspomniany były oficer CBŚ to Marcin Borosz, który jeszcze niedawno był zastępcą naczelnika Wydziału Inżynierii Środowiska Urzędu Miasta Bytomia).

Dlaczego osobę, która ujawnia tego rodzaju proceder nazywa Pan donosicielem?

Przygotowanie odpowiedzi na te dwa pytania zajęło wiceprezydentowi Biedzie aż trzy dni. Otrzymaliśmy ją dopiero w poniedziałek wieczorem i niestety nie całkiem na temat.

Pan Bieda nie wyjaśnia, dlaczego nazwał byłego oficera CBŚ donosicielem. Podkreśla jedynie, że nazywając tego – godnego najwyższego szacunku człowieka – donosicielem, użył cudzysłowu. Miało być to bowiem określenie ironiczne.

Czy „donosiciel” to wyraz ironii? Oceńcie sami.

Słownik Języka Polskiego zgoła inaczej definiuje ironię. Jest to zawoalowana kpina, np. „chylę czoła przed Pańską inteligencją”.

Ważne jest również, co wiceprezydent Bytomia sądzi o nielegalnym składowaniu odpadów na terenie sąsiedniego miasta. Twierdzi on, że nie ma żadnych dowodów, by odpady te były zwożone z Bytomia. Informuje również czytelników Katowice Dziś, że teren został uprzątnięty.

Nasuwają się dwa pytania. Skoro pan wiceprezydent wie, że teren został uprzątnięty, to dlaczego nie informuje czytelników Katowice Dziś, gdzie ostatecznie trafiły odpady? Może tym razem pojechały do Katowic?

I drugie pytanie. Skoro pan wiceprezydent wie, że teren został uprzątnięty, to dlaczego nie napisał, w jaki sposób to sprawdził? Bo gdyby sprawdzał, jaka jest sytuacja na miejscu, to może zauważyłby nawiezione tam świeże warstwy ziemi? Być może przykryto nią odpady (ponieważ cały teren podniósł się o mniej więcej dwa metry w górę).

Ale zdaniem wiceprezydenta Biedy (cała jego odpowiedź poniżej):

* „manipuluje się mieszkańcami Bytomia” (z pewnością także Tarnowskich Gór, Katowic i innych części aglomeracji),

* to „wyimaginowana afera”,

* „sieje się dezinformację”,

* „kpi z inteligencji czytelników”.

Dodajmy, że w swojej odpowiedzi wiceprezydent Bieda protestuje przeciwko pisaniu o „setkach ton tych odpadów”. Oraz przeciwko twierdzeniu, że „Centralne Biuro Śledcze Policji kogokolwiek zatrzymało w tej sprawie”.

Tyle że obu tych stwierdzeń, ani w naszej poprzedniej publikacji, ani w tej obecnej nie ma.

Te stwierdzenia wiceprezydenta Biedy każą postawić kolejne pytania:

Czyżby miał on wiedzę o tym, ile ton odpadów zwieziono na nielegalne składowisko? Czy po prostu tak pisze, byleby coś napisać? Zamiast rzetelnie zająć się sprawą i ją wyjaśnić? Również w interesie bytomian.

***

Odpowiedź pana wiceprezydenta Bytomia Michała Biedy:

„Umowa o pracę z panem Marcinem Boroszem była umową na czas określony. Rozwiązanie umowy nastąpiło na podstawie art. 30 & 1 pkt.2 Kodeksu pracy tj.rozwiązanie umowy o pracę za wypowiedzeniem z zachowaniem okresu wypowiedzenia. W ocenie Zastępcy Prezydenta Bytomia Waldemara Gawrona, który nadzoruje Wydział Inżynierii Środowiska, pan Borosz nie wykazał się wystarczającymi efektami pracy na stanowisku zastępcy naczelnika tego wydziału. Podobna była ocena mieszkańców Bytomia, którzy zmienili władzę, która nie radziła sobie z nielegalnymi odpadami na taką, która radzi sobie z tym problemem znacznie skuteczniej. Wypowiedzenie umowy miało miejsce kilka miesięcy temu.

Z przeprowadzonej przy udziale pracowników Wydziału Inżynierii Środowiska UM w Bytomiu, Urzędu Miejskiego w Tarnowskich Górach wizji lokalnej wynika, że teren, którego dotyczy zawiadomienie nie znajduje się na terenie Bytomia, a także nie były na tym terenie deponowane odpady niebezpieczne. Sprawę składowania gałęzi, trawy i materiałów budowlanych na jednej z tarnogórskich działek wyjaśni ostatecznie tarnogórska policja. Teren został uprzątnięty.

Co do użytego sformułowania. Słowo „donosiciel” zostało w moim poście użyte w cudzysłowie. Przykro mi, że Pan Borosz nie rozumie, że zgodnie z regułami gramatyki języka polskiego cudzysłów służy m.in. do wyodrębnienia wyrazów obcych stylistycznie lub użytych ironicznie. Z jeszcze większym zdziwieniem przyjąłem artykuł na stronie https://katowicedzis.pl bo pokazuje, że Państwo również mają podobny problem.

Nie stoję po stronie żadnej firmy, żadnej z nich nie bronię. Reaguję za to na manipulowanie mieszkańcami Bytomia poprzez wmawianie im, że skoszoną trawą z Bytomia zaśmieca się inne miasta. Nie przedstawiono żadnych dowodów na to, że trawy, gałęzie i materiały budowlane składowane na działce firmy Orfin i działce właściciela firmy pochodziły z Bytomia. Okraszanie tej informacji bzdurą, że Centralne Biuro Śledcze Policji kogokolwiek zatrzymało w tej sprawie pokazuje, że ktoś na siłę chce przekonać bytomian o wyimaginowanej aferze. Pisanie o setkach ton tych odpadów jest sianiem dezinformacji i kpiną z inteligencji czytelników. Szkoda, że poprzedni zastępca naczelnika Wydziału Inżynierii Środowiska ? pan Marcin Borosz nie wykazał się taką gorliwością w skutecznym unieważnianiu decyzji na składowanie uciążliwych odpadów w Bobrku wydanych przez poprzedniego prezydenta Bytomia Damiana Bartylę. Przypomnę nieudolność poprzednich władz w walce z naprawdę niebezpiecznymi odpadami w tym liczne sprawy przegrywane przed Samorządowym Kolegium Odwoławczym”.