Już w 2012 r. Mariusz Wołosz był alarmowany o gromadzeniu i ukrywaniu odpadów w Bytomiu. Rozpaczliwe apele mieszkańców i radnego. A w odpowiedzi kłamstwo.

Mieszkańcy Bobrka
adres kontaktowy:
Zdzisława W. 41-905 Bytom, os. Pod Brzozami.

Do:

Piotr Koj, prezydent.
Mariusz Wołosz, zastępca prezydenta.
Andrzej Panek, naczelnik Wydziału Ekologii.
Radny Józef Potępa. Radni Rady Miejskiej Bytomia.

Tekst apelu:

"Wobec ukarania mandatem firmy N., a tym samym przyznania, że łamała prawo, prosimy o odpowiedź:

Czy do tej pory miasto podjęło jakieś kroki, aby firma ta usunęła te zanieczyszczenia na swój koszt i w jak najkrótszym czasie?

Szkody społeczne wynikające z gromadzenia odpadów degradujących środowisko są nadal tolerowane i powodują spustoszenie i degradację środowiska oraz zmuszają mieszkańców do ponoszenia konsekwencji tegoż nikczemnego i niekończącego się procederu. (...)

W związku z tym prosimy o szybką interwencję w sprawie usunięcia nadal istniejącego zagrożenia i odpowiedź".

Do tego mieszkańcy dołączyli artykuł autorstwa Bartłomieja Wnuka: "Bytom i "ekologia" idą w parze?" Ekologia w cudzysłowie. Fotokopia dokumentu - link pod tekstem.

Kluczowa jest data. To 7 marca 2012 r. Tymczasem Mariusz Wołosz był wiceprezydentem od 20 grudnia 2010 r.

Miał czas, żeby posprzątać. Nie wiadomo tylko, od czego Mariusz Wołosz powinien zacząć. Od 20 grudnia 2010 r. do momentu referendum w 2012 r., kiedy Wołosza i Koja odwołano, podlegający Wołoszowi urzędnicy (Anna Selwet i Andrzej Panek) zdążyli podpisać wiele zezwoleń na składowanie ton odpadów w Bytomiu.

Takich zezwoleń znaleźliśmy 30 - wydanych w ciągu 1,5 roku nadzorowania przez Wołosza Wydziału Ekologii. A już wiemy o kolejnych.

Następna sprawa bulwersuje jeszcze bardziej. 16 kwietnia 2012 r. radny Jerzy Rogowski zgłosił oficjalną interpelację:

"Od dłuższego już czasu mieszkańcy dzielnicy Bobrek, a konkretnie osiedla Pod Brzozami, monitują mi, iż na terenie dawnych hałd, z których wybrano materiał, prawdopodobnie do budowy dróg, składowane są różnego typu odpady. Nie są to tylko odpady z gospodarstw domowych nielegalnie tam składowane, ale pojemniki z substancjami niewiadomego pochodzenia, odpady medyczne i inne.

Tego typu dzikie wysypisko to ekologiczna bomba z opóźnionym zaplonem. Skaża bowiem glebę, wody podziemne, a w konsekwencji zagraża roślinom, zwierzętom i ludziom. Czyżby władze miasta, nie reagując na monity ze strony mieszkańców, czekały aż dojdzie do tragedii?

To nie jest przesada. Wraz z grupą mieszkańców udałem się na przegląd wskazanych przez nich miejsc, naprawdę widok był szokujący. Mieszkańcy są przerażeni tym bardziej, że usiłuje się zamaskować cały problem, zasypując to śmietnisko zwałami ziemi przywożonej przez ogromne ciężarówki.

Ciekawe na czyje polecenie? Czyżby ktoś miał w tym jakiś interes?

Przykrycie problemu niczego jednak nie zmienia, ekologiczne zagrożenie nadal pozostaje. Czy ta zapomniana przez Boga i władze miejskie dzielnica musi ulec degradacji, aby rządzący zrozumieli, co zrobili?

Jako radny reprezentujący mieszkańców tej dzielnicy wzywam władze miasta do bezwzględnego zajęcia się tym problemem i powołania komisji, która w sposób kompetentny i kompleksowy zbada i zlikwiduje to ekologiczne zagrożenie". (Link pod tekstem).

I wiecie, co radnemu odpowiedziano? Że to nie jest terytorium Bytomia lecz Zabrza. Tyle że nie była to prawda.

Bez komentarza.

Link do kopii dokumentów: MIESZKAŃCY I RADNY ALARMUJĄ - 2012 ROK