Atak psów w Sosnowcu. Nowa relacja świadka o dramatycznej walce o życie 8-latki
4 lipca 2026Atak dwóch psów na 8-letnią dziewczynkę w sosnowieckiej Dańdówce wywołał setki komentarzy i skrajnych ocen. Wśród nich pojawiła się relacja kobiety, której mąż miał uczestniczyć w ratowaniu dziecka i jego ojca. Opisuje ludzi stojących z boku, walkę z atakującymi zwierzętami oraz obraz, po którym jej mąż wrócił do domu zapłakany.
Psy zaatakowały 8-letnią dziewczynkę w Sosnowcu
Do dramatycznego ataku doszło w piątek 26 czerwca na terenie jednej z firm w sosnowieckiej Dańdówce.
Mężczyzna przyszedł tam razem z dwiema córkami w wieku 8 i 10 lat. Jak wynikało z informacji przekazanych przez policję, miał nakarmić psy znajdujące się na posesji. Rodzina znała zwierzęta od dłuższego czasu. Wcześniej psy nie miały zachowywać się wobec niej agresywnie.
Tym razem rzuciły się na młodszą dziewczynkę.
Ojciec natychmiast próbował ją ratować. Zasłonił córkę własnym ciałem i sam został pogryziony. Na pomoc ruszyli ludzie znajdujący się w pobliżu. Psy udało się odgonić.
8-latka została przewieziona do szpitala z poważnymi ranami. Jej ojcu udzielono pomocy. Starszej córce nic się nie stało.
Zwierzęta trafiły na obserwację do schroniska.
Setki komentarzy po ataku psów w Dańdówce
Po ujawnieniu informacji o ataku w mediach społecznościowych rozpoczęła się burzliwa dyskusja. Pod publikacjami pojawiły się setki komentarzy.
Jedni domagali się uśpienia psów. Inni bezwarunkowo bronili zwierząt. Część osób obwiniała właścicieli firmy, a część ojca dziewczynki.
W wielu komentarzach pojawiały się także przypuszczenia dotyczące warunków, w jakich przebywały psy. Internauci pisali o możliwym braku wody, cienia lub właściwej opieki.
Problem polega na tym, że zdecydowana większość komentujących nie była na miejscu i nie znała ani dokładnego przebiegu ataku, ani warunków, w jakich wcześniej przebywały zwierzęta.
Te kwestie powinni ustalić policjanci i prokuratura, a nie osoby wydające wyroki na podstawie pojedynczych zdjęć, krótkich wpisów i własnych przypuszczeń.
Relacja żony jednego z mężczyzn, którzy ruszyli na pomoc
Wśród setek opinii pojawił się wpis kobiety, której mąż — jak twierdzi autorka — był na miejscu i uczestniczył w ratowaniu poszkodowanych.
Według jej relacji mężczyzna usłyszał krzyk kobiety. Gdy podbiegł bliżej, zobaczył leżącego ojca i psy, które nadal miały go atakować.
Mężczyzna wraz z kolegą ruszył, aby odgonić zwierzęta. Autorka wpisu twierdzi, że inni ludzie początkowo stali w pewnej odległości i obserwowali to, co się działo. Dopiero później mieli dołączyć do akcji, wykorzystując gaśnice.
Nie wiadomo, dlaczego świadkowie nie zareagowali wcześniej. Mogli obawiać się agresywnych zwierząt i nie wiedzieć, jak bezpiecznie udzielić pomocy.
Ojciec zasłonił dziecko własnym ciałem
Z opisu kobiety wyłania się dramatyczny obraz ojca, który leżał na ziemi i własnym ciałem osłaniał córkę przed kolejnymi ugryzieniami.
Autorka relacji opisała również poważne rany dziewczynki. Widok dziecka i poranionego ojca miał wywrzeć ogromne wrażenie na jej mężu.
Jak napisała, po powrocie do domu mężczyzna płakał i długo nie mógł dojść do siebie po tym, co zobaczył.
To relacja przekazana przez żonę osoby, która miała uczestniczyć w akcji. Jest zgodna z najważniejszymi informacjami podanymi wcześniej przez policję: dziewczynkę zaatakowały dwa psy, ojciec zasłonił ją własnym ciałem, a na pomoc ruszyli świadkowie.
Dlaczego ojciec przyszedł na teren firmy?
Według autorki wpisu ojciec dziewczynki miał dobre intencje. Przyszedł na posesję, aby podczas upału nakarmić i napoić psy.
Rodzina miała znać te zwierzęta od lat. Psy wcześniej nie miały wykazywać wobec niej agresji. Z tego powodu mężczyzna prawdopodobnie nie spodziewał się, że wizyta może zakończyć się atakiem.
Dlaczego zachowanie zwierząt nagle się zmieniło? Na razie nie wiadomo.
To może zależeć od wielu czynników: stanu zdrowia psów, sposobu ich utrzymywania, warunków panujących na posesji oraz wydarzeń bezpośrednio poprzedzających atak.
Policja ustala, kto odpowiadał za psy
W tej sprawie kluczowe będzie ustalenie, kto był właścicielem zwierząt i kto odpowiadał za ich codzienną opiekę.
Policjanci powinni również wyjaśnić, czy teren firmy był odpowiednio zabezpieczony, czy psy były prawidłowo szczepione oraz czy wcześniej pojawiały się sygnały dotyczące ich agresywnego zachowania.
Istotne będzie także ustalenie, czy dzieci mogły bez przeszkód wejść w miejsce, w którym znajdowały się zwierzęta, oraz czy osoby odpowiedzialne za posesję zachowały wszystkie wymagane środki bezpieczeństwa.
Dopiero pełne ustalenia pozwolą ocenić, czy doszło do jakichś zaniedbań i kto byłby za nie odpowiedzialny.
Rodzina potrzebuje spokoju, nie internetowych wyroków
Autorka opublikowanej relacji zwróciła uwagę na sytuację poszkodowanej rodziny. Podkreśliła, że dziewczynka i jej ojciec przeżyli ogromną traumę.
Jej zdaniem zamiast pochopnych oskarżeń i bezpodstawnych ocen potrzebują teraz spokoju, wsparcia oraz czasu na leczenie i powrót do normalnego życia.
Najważniejsze jest to, że mimo bardzo poważnego ataku dziewczynka i jej ojciec przeżyli. Policja nadal wyjaśnia wszystkie okoliczności zdarzenia.
Więcej ważnych i interesujących artykułów znajdziesz klikając w jeden z dwóch klawiszy poniżej prowadzących do naszych rubryk:
Masz ważną informację lub widzisz problem w Katowicach i okolicy? Napisz: [email protected] albo wyślij wiadomość na Facebooku Katowice Dziś.
Redaktor naczelny Katowice Dziś: Mateusz Cieślak.
Najczęstsze pytania o atak psów w Sosnowcu
Gdzie doszło do ataku psów?
Do ataku doszło na terenie jednej z posesji firmowych w sosnowieckiej Dańdówce.
Kiedy psy zaatakowały dziewczynkę?
Psy zaatakowały 8-letnią dziewczynkę w piątek 26 czerwca.
Co zrobił ojciec dziecka?
Ojciec natychmiast ruszył córce na pomoc i zasłonił ją własnym ciałem. Sam również został pogryziony.
W jakim stanie była dziewczynka?
Dziecko zostało poważnie pogryzione i przewiezione do szpitala.
Co stało się z psami?
Lekarz weterynarii zdecydował, że zwierzęta trafią na obserwację do schroniska.
Czy wiadomo, dlaczego psy zaatakowały?
Nie. Przyczyny zachowania zwierząt oraz warunki, w jakich przebywały, są wyjaśniane.
Czy relacja świadka została potwierdzona?
Wpis opublikowała kobieta, której mąż miał uczestniczyć w ratowaniu poszkodowanych. Nie wszystkie opisane przez nią szczegóły zostały niezależnie potwierdzone.


