Dla nas błoto, dla nich złoto. Mateusz Cieślak o gigantycznym przekręcie z węglem

Dla nas błoto, dla nich złoto. Mateusz Cieślak o gigantycznym przekręcie z węglem

28 czerwca 2026 Wyłączono przez Redakcja Katowice Dziś

Mateusz Cieślak, redaktor naczelny Katowice Dziś, opisuje w „Tygodniku Przegląd” kulisy gigantycznego przekrętu z węglem. Chodzi o zakupy prowadzone w czasie kryzysu energetycznego, ogromne straty państwa i pytanie, kto naprawdę zarobił na błocie sprowadzonym do Polski jako węgiel.

„Dla nas błoto, dla nich złoto” — pod takim tytułem ukazał się w „Tygodniku Przegląd” artykuł Mateusza Cieślaka, redaktora naczelnego Katowice Dziś. To tekst o jednej z najbardziej bulwersujących spraw związanych z importem węgla do Polski po wybuchu wojny w Ukrainie.

Sprawa dotyczy zakupów prowadzonych w czasie, gdy w kraju narastał strach przed brakiem opału. Efekt? Do Polski trafiły ogromne ilości surowca bardzo złej jakości. Państwo zapłaciło za to gigantyczne pieniądze, a koszty tej operacji są ponoszone do dziś.

Gigantyczny przekręt z węglem

Pod koniec kwietnia Centralne Biuro Antykorupcyjne poinformowało o zatrzymaniu trzech osób. Wszystkie miały usłyszeć zarzuty korupcyjne. Jedną z nich był współpracownik Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. Kolejne dwie miały handlować węglem.

Zatrzymania wiązały się ze śledztwem prowadzonym przez oddział Prokuratury Krajowej w Katowicach. CBA podało, że jeden z zatrzymanych działał z upoważnienia prezesa RARS. Miał wpływać na taki przebieg transakcji zakupu węgla przez agencję, aby zamówienia trafiły do konkretnej spółki.

Według ustaleń przywołanych w artykule Mateusza Cieślaka RARS kupowała ogromne ilości węgla od firmy z siedzibą w Warszawie, która nie miała doświadczenia w handlu tym surowcem. Straty związane tylko z interesami prowadzonymi z tą jedną spółką miały przekroczyć pół miliarda złotych.

Do Polski zwieziono błoto zamiast dobrego węgla

Skutki tej operacji odczuli zwykli ludzie. Do Polski sprowadzono surowiec, który często nie nadawał się do tego, do czego miał służyć. W mediach społecznościowych pojawiały się nagrania z prób podpalenia węgla kupionego na opał. Na części z nich widać było czarną kupkę, do której przykładano palnik. I nic się nie działo.

Ten obraz dobrze oddaje sens tytułu artykułu Mateusza Cieślaka: „Dla nas błoto, dla nich złoto”. Dla ludzi miał to być opał na zimę. Dla tych, którzy zarobili na tej operacji, była to okazja do wielkiego biznesu.

„Bo ludzie zamarzną”

Mateusz Cieślak przypomina w „Tygodniku Przegląd” atmosferę roku 2022. Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę cała Europa obawiała się kryzysu energetycznego. Rosja straszyła ograniczaniem dostaw gazu. W Polsce narastał również problem z węglem, bo po embargu na surowiec z Rosji trzeba było szybko znaleźć nowe źródła dostaw.

To był moment, w którym państwo miało działać sprawnie, odpowiedzialnie i z wykorzystaniem tych instytucji oraz spółek, które znały się na handlu węglem. Zamiast tego — jak wynika z opisywanej sprawy — doszło do decyzji, których skutki liczone są w setkach milionów złotych.

Najważniejsze pytanie: kto pozwolił na ten mechanizm?

W płatnej części artykułu Mateusz Cieślak szerzej opisuje kulisy tej historii. Nie chodzi tylko o sam fakt sprowadzenia węgla złej jakości. Kluczowe jest pytanie, dlaczego w czasie kryzysu pomijano podmioty mające doświadczenie w handlu węglem, a ogromne pieniądze publiczne trafiały do firm, które — według informacji przywoływanych w sprawie — nie miały odpowiedniego przygotowania.

W tekście opisano również, jak wyglądały decyzje podejmowane po wybuchu wojny, jak rozdzielano zadania, kto miał zajmować się sprowadzaniem węgla i dlaczego część rozsądnych rozwiązań nie została wykorzystana.

Najmocniej wybrzmiewa jednak inna kwestia: skala tej operacji była tak ogromna, że trudno traktować ją jak zwykłą nieudolność. Jeżeli jedna firma, bez odpowiedniego doświadczenia i zaplecza, miała otrzymać zamówienia warte setki milionów złotych, to trzeba pytać, kto stworzył jej takie możliwości.

Straty nie skończyły się na samym zakupie węgla

Ta historia nie kończy się na pieniądzach zapłaconych za surowiec. W artykule pojawiają się także wątki dotyczące dalszych kosztów tej operacji. Chodzi między innymi o przechowywanie niewykorzystanego węgla, jego transport oraz konsekwencje dla państwowych spółek.

To ważne, bo pokazuje, że rachunek za tamte decyzje nie zamknął się w dniu zakupu węgla. Koszty rozlały się szerzej. Dotknęły państwowe firmy, budżet i pośrednio obywateli.

Artykuł w „Tygodniku Przegląd”

Tekst „Dla nas błoto, dla nich złoto” ukazał się w „Tygodniku Przegląd”. Jego autorem jest Mateusz Cieślak, redaktor naczelny Katowice Dziś.

Bezpłatnie dostępny jest fragment artykułu. Pełna wersja znajduje się w części płatnej. To właśnie tam opisano więcej szczegółów dotyczących mechanizmu, decyzji podejmowanych w czasie kryzysu i ludzi, którzy mogli wiedzieć, jak bardzo kosztowna będzie ta operacja.

O sprawie będziemy pisać również w naszej obszerniejszej publikacji. Szczegóły są więcej niż bulwersujące. Do tematu wrócimy.

 

Więcej ważnych i interesujących artykułów znajdziesz klikając w jeden z dwóch klawiszy poniżej prowadzących do naszych rubryk:

Masz ważną informację lub widzisz problem w Katowicach i okolicy? Napisz: [email protected] albo wyślij wiadomość na Facebooku Katowice Dziś.

Redaktor naczelny Katowice Dziś: Mateusz Cieślak.

 

Najczęstsze pytania o aferę z węglem

Czego dotyczy artykuł „Dla nas błoto, dla nich złoto”?

Artykuł opisuje kulisy interwencyjnego importu węgla do Polski po wybuchu wojny w Ukrainie. Chodzi o surowiec złej jakości, ogromne publiczne pieniądze i pytanie, kto zarobił na tej operacji.

Kto jest autorem artykułu?

Autorem tekstu jest Mateusz Cieślak, redaktor naczelny Katowice Dziś.

Gdzie ukazał się artykuł?

Artykuł ukazał się w „Tygodniku Przegląd”.

Dlaczego sprawa jest ważna?

Bo dotyczy ogromnych pieniędzy publicznych, zakupów prowadzonych w czasie kryzysu energetycznego oraz decyzji, które mogły narazić państwo na straty liczone w setkach milionów złotych.

Czy cały artykuł jest dostępny bezpłatnie?

Nie. Bezpłatnie dostępny jest fragment. Pełna wersja znajduje się w części płatnej „Tygodnika Przegląd”.

 

Fot. KPRM