Zielony Ład, wojna i śląski węgiel. Dlaczego spór o energię wraca dziś z nową siłą

Zielony Ład, wojna i śląski węgiel. Dlaczego spór o energię wraca dziś z nową siłą

17 maja 2026 Wyłączono przez Redakcja Katowice Dziś

Przed zapowiadaną demonstracją w Warszawie przeciwko Zielonemu Ładowi wraca pytanie, którego przez lata unikano albo sprowadzano je do prostego hasła: zamykać czy bronić kopalń. Dziś kontekst jest inny. Za wschodnią granicą trwa wojna, Polska zwiększa wydatki na obronność, Europa mówi o odbudowie własnego przemysłu, a Unia Europejska równocześnie szuka surowców krytycznych i próbuje uniezależnić się od zewnętrznych dostawców. W takim świecie węgiel, huty, energia i przemysł ciężki nie są już tylko tematem regionalnym. Dla województwa śląskiego to sprawa miejsc pracy i przyszłości miast. Dla państwa — część pytania o bezpieczeństwo.

Protest przeciwko Zielonemu Ładowi. To już nie tylko spór o klimat

AktualnościPolecamy

20 maja w Warszawie ma odbyć się duża manifestacja organizowana przez NSZZ „Solidarność” i wspierana przez inne środowiska związkowe oraz rolnicze. W zapowiedziach protest przedstawiany jest jako sprzeciw wobec Zielonego Ładu, rosnących kosztów energii, zwolnień, osłabiania przemysłu i decyzji podejmowanych bez realnej zgody społecznej. WZZ „Sierpień 80” również zapowiada udział w tej demonstracji, a Bogusław Ziętek, przewodniczący związku, w rozmowie w Radiu Katowice mówił wprost, że jego środowisko popiera ideę referendum w sprawie Zielonego Ładu.

To ważne, bo protest nie dotyczy już wyłącznie rolników, górników czy jednego związku zawodowego. W tle jest znacznie szerszy spór o to, jak ma wyglądać polska gospodarka w czasie wojny, rosnących wydatków obronnych i narastającej konkurencji o energię oraz surowce. Zielony Ład, jeszcze kilka lat temu opisywany głównie jako projekt klimatyczny, dla wielu środowisk przemysłowych stał się symbolem kosztów, których skutki odczuwają zakłady, pracownicy i gospodarstwa domowe.

Śląsk nie jest tylko regionem transformacji

Województwo śląskie od lat opisywane jest przez pryzmat transformacji energetycznej. Mówi się o zamykaniu kopalń, końcu węgla, odejściu od przemysłu ciężkiego i potrzebie nowego modelu rozwoju. To wszystko są realne procesy. Problem w tym, że taki opis jest niepełny.

Śląsk nie jest wyłącznie regionem, który trzeba „przestawić” z jednej epoki na drugą. To jeden z najważniejszych obszarów przemysłowych Polski. Tu znajdują się kopalnie węgla kamiennego, zakłady związane z węglem koksowym, huty, energetyka przemysłowa, zaplecze techniczne i kadry, których nie da się odtworzyć z dnia na dzień. W czasie pokoju można było udawać, że jest to głównie problem kosztów i emisji. W czasie wojny za wschodnią granicą ten sposób myślenia staje się zbyt płytki.

Wojna w Ukrainie przypomniała Europie coś, o czym przez lata mówiono niechętnie: państwo potrzebuje własnych zdolności przemysłowych. Potrzebuje energii, stali, hut, zakładów remontowych, surowców, transportu, inżynierów, spawaczy, górników, energetyków i techników. Bez tego zbrojenia pozostają w dużej mierze zakupem gotowego sprzętu za granicą, a nie budową trwałej odporności państwa.

Zbrojenia oznaczają stal, energia oznacza paliwo

Polska zwiększa wydatki na obronność, a cały Sojusz Północnoatlantycki przesuwa się w stronę znacznie większych nakładów na bezpieczeństwo. W 2025 roku sekretarz generalny NATO Mark Rutte mówił o nowym celu sięgającym 5 proc. PKB na obronność, z podziałem na klasyczne wydatki wojskowe i szersze inwestycje związane z bezpieczeństwem.

AktualnościPolecamy

To nie jest abstrakcyjna informacja z międzynarodowej konferencji. Jeżeli państwo ma się zbroić, musi mieć przemysł. Jeżeli ma mieć przemysł, musi mieć stal. Jeżeli ma mieć stal, potrzebuje hutnictwa i dostępu do surowców. Jeżeli chce mieć zakłady przemysłowe, potrzebuje stabilnych i możliwie przewidywalnych cen energii. Tu właśnie zaczyna się śląski kontekst.

Huta Częstochowa stała się w ostatnich miesiącach przykładem tego, że przemysł ciężki wraca do rozmowy o bezpieczeństwie. Węglokoks i Agencja Mienia Wojskowego zgłosiły do UOKiK zamiar utworzenia wspólnego przedsięwzięcia wokół Huty Częstochowa. Według informacji o tej transakcji AMW miałaby mieć mniej niż połowę udziałów, a Węglokoks co najmniej większościowy pakiet.

Nie chodzi przy tym wyłącznie o ratowanie jednego zakładu. Huta Częstochowa jest ważna, bo według branżowych informacji posiada szczególne kompetencje w produkcji blach grubych, w tym na potrzeby przemysłu zbrojeniowego. To pokazuje, że ciężki przemysł nie jest tylko reliktem. W określonych warunkach staje się częścią bezpieczeństwa państwa.

Węgiel energetyczny i węgiel koksowy to nie to samo

W debacie publicznej bardzo często wrzuca się cały węgiel do jednego worka. To błąd. Węgiel energetyczny, spalany w elektrowniach, ma inną rolę niż węgiel koksowy używany w hutnictwie. Oba są związane z górnictwem, ale ich znaczenie dla państwa jest inne.

Węgiel energetyczny pozostaje paliwem obciążonym kosztami emisji, polityką klimatyczną i presją odchodzenia od źródeł wysokoemisyjnych. Nie można tego udawać. Ale równocześnie w polskim systemie elektroenergetycznym węgiel kamienny i brunatny nadal odgrywają ogromną rolę. Dane Polskich Sieci Elektroenergetycznych pokazują, że mimo szybkiego wzrostu odnawialnych źródeł energii zawodowe elektrownie cieplne oparte na węglu nadal pozostają jednym z filarów krajowego systemu.

Węgiel koksowy jest jeszcze inną kategorią. To surowiec potrzebny do produkcji stali. Nieprzypadkowo znalazł się w unijnym myśleniu o surowcach krytycznych. Ministerstwo Klimatu i Środowiska informowało, że dla Polski ważne jest utrzymanie statusu surowca krytycznego dla węgla koksowego, a także uznanie miedzi za surowiec strategiczny i krytyczny dla UE. W obu przypadkach Polska ma istotne znaczenie jako producent.

Dla województwa śląskiego to kluczowe rozróżnienie. Można dyskutować o tempie odchodzenia od węgla w elektroenergetyce. Trudniej jednak uzasadnić politykę, która odcinałaby dostęp do surowca potrzebnego hutnictwu, jeśli równocześnie państwo mówi o rozwoju przemysłu obronnego i własnych zdolnościach produkcyjnych.

Europa sama zaczęła mówić językiem surowców

Jeszcze niedawno w europejskiej debacie dominował język dekarbonizacji. Dziś pojawiło się drugie słowo kluczowe: surowce. Komisja Europejska przyjęła listę 47 projektów strategicznych dotyczących surowców, aby zwiększyć zdolności wewnętrzne UE i ograniczyć zależność od dostaw zewnętrznych. Na tej liście znalazły się także dwa projekty z Polski: rozwój zakładu rafinacji pierwiastków ziem rzadkich w Puławach oraz projekt recyklingu baterii i odzysku surowców krytycznych w Zawierciu.

To jest moment przełomowy. Unia Europejska, która przez lata naciskała na transformację energetyczną, sama zaczyna przyznawać, że bez własnych surowców, przetwórstwa i przemysłu nie będzie odporna na globalne kryzysy. Nie wystarczy mieć panele fotowoltaiczne, turbiny wiatrowe, samochody elektryczne i baterie. Trzeba jeszcze mieć dostęp do metali, komponentów, recyklingu, hut, zakładów chemicznych i energii.

W tym sensie spór o Zielony Ład nie jest dziś prostym konfliktem między „nowoczesnością” a „węglem”. To raczej pytanie, czy Europa potrafi połączyć politykę klimatyczną z polityką przemysłową i obronną. Jeśli nie potrafi, może doprowadzić do sytuacji, w której emisje zostaną wypchnięte poza Europę, a wraz z nimi miejsca pracy, huty, kopalnie, produkcja i kompetencje.

AktualnościPolecamy

Polska nie może budować bezpieczeństwa na samym imporcie

Po rosyjskiej agresji na Ukrainę Europa przekonała się, czym kończy się wygodna zależność od tanich surowców z zewnątrz. Gaz z Rosji przez lata był traktowany jako racjonalny wybór ekonomiczny. Po 2022 roku okazał się narzędziem nacisku politycznego i gospodarczego. Ten sam błąd może powtórzyć się w innych obszarach: stal, metale ziem rzadkich, komponenty baterii, nawozy, paliwa, amunicja, części zamienne.

Dlatego pytanie o własne zasoby paliwowe nie jest dziś wyłącznie pytaniem o rachunek ekonomiczny jednej kopalni. Oczywiście, nierentowne wydobycie nie może być utrzymywane bez końca bez reform i bez sensownego planu. Ale równie ryzykowna jest polityka, w której własne zasoby likwiduje się szybciej, niż powstaje realna alternatywa.

W przypadku województwa śląskiego paliwem i surowcem jest przede wszystkim węgiel kamienny, w tym węgiel koksowy. Węgiel brunatny ma ogromne znaczenie dla polskiej elektroenergetyki, ale jego główne centra znajdują się poza województwem śląskim, przede wszystkim w rejonie Bełchatowa i Turowa. Śląsk jest natomiast regionem węgla kamiennego, hutnictwa, przemysłu energochłonnego i zaplecza technicznego.

Zielony Ład jako problem społeczny

Zielony Ład jest w dokumentach unijnych projektem klimatycznym i modernizacyjnym. W wielu miejscach Polski odbierany jest jednak jako projekt kosztowy. Dla mieszkańców regionów przemysłowych nie jest to spór o abstrakcyjne wskaźniki emisji. To pytanie o pracę, rachunki, ceny energii, przyszłość kopalń, przyszłość hut, przyszłość zakładów kooperujących i sens życia zawodowego całych rodzin.

W województwie śląskim górnictwo nigdy nie było tylko branżą. Było częścią społecznego porządku. Wokół kopalń powstawały miasta, osiedla, szkoły, zakłady usługowe, kluby sportowe, związki zawodowe i lokalna tożsamość. Dlatego transformacja, jeśli ma być skuteczna, nie może być prowadzona językiem księgowego zamykania kolejnych zakładów. Musi odpowiadać na pytanie, co realnie powstanie w zamian.

To właśnie w tym miejscu argument związkowców trafia na podatny grunt. Kiedy Bogusław Ziętek mówi, że bez odrzucenia Zielonego Ładu Polska i Europa „znikną” albo „zginą”, używa języka ostrego i politycznego. Ale za tym językiem stoi realny lęk: że decyzje podejmowane pod hasłem ochrony klimatu doprowadzą do osłabienia przemysłu, utraty miejsc pracy i większej zależności od importu.

Transformacja tak, ale nie przez rozbrojenie gospodarcze

Największy błąd polegałby dziś na ustawieniu sporu w prostym schemacie: albo Zielony Ład, albo węgiel; albo klimat, albo przemysł; albo nowoczesność, albo Śląsk. Rzeczywistość jest bardziej skomplikowana.

Polska musi zmniejszać emisyjność energetyki. Musi rozwijać OZE, sieci elektroenergetyczne, magazyny energii, energetykę jądrową, efektywność energetyczną i nowe technologie. Nie da się bronić tezy, że węgiel energetyczny pozostanie podstawą systemu przez następne dekady w takim samym wymiarze jak dawniej. To byłoby oderwane od realiów gospodarczych, klimatycznych i technologicznych.

Ale równie oderwana od realiów jest teza odwrotna: że można szybko zamknąć własne zaplecze paliwowe, hutnicze i przemysłowe, a bezpieczeństwo kupić później na rynku. W czasie pokoju taki model bywał wygodny. W czasie wojny za wschodnią granicą staje się ryzykowny. Tym bardziej teraz – w dobie kryzysu w Zatoce Perskiej.

Dlatego najrozsądniejsza odpowiedź powinna brzmieć: transformacja tak, ale bez niszczenia zdolności przemysłowych państwa. Ograniczanie emisji tak, ale nie przez likwidację hutnictwa i uzależnienie się od importowanej stali. Modernizacja energetyki tak, ale nie przez pozbycie się wszystkich własnych zasobów, zanim powstaną stabilne źródła zastępcze. Nowa gospodarka tak, ale nie kosztem społecznej pustki w regionach, które przez dziesięciolecia budowały siłę państwa.

AktualnościPolecamy

Śląsk może być problemem albo filarem bezpieczeństwa

Województwo śląskie można traktować jak kłopot: region z kopalniami, wysokimi kosztami, związkami zawodowymi i trudną historią restrukturyzacji. Można też spojrzeć inaczej – jak na jeden z najważniejszych zasobów państwa w czasach niepewności.

Śląsk ma ludzi, którzy znają przemysł. Ma szkoły, uczelnie techniczne, inżynierów, energetyków, hutników, górników, zaplecze transportowe, zakłady i doświadczenie w produkcji na dużą skalę. To nie są rzeczy, które powstają z dnia na dzień po wpisaniu nowego hasła do strategii. Jeśli państwo straci to zaplecze, tych fachowców, te umiejętności, te kompetencje, ich odbudowa będzie znacznie droższa niż ich rozsądne utrzymanie i przestawienie na nowe potrzeby.

Dlatego rozmowa o Śląsku nie powinna zaczynać się od pytania: „kiedy zamkniemy kopalnie?”. Powinna zaczynać się od pytania: „jakie zdolności przemysłowe Polska musi zachować, aby być bezpieczna?”. Dopiero potem można uczciwie rozmawiać o tym, które kopalnie mają sens, które wymagają wygaszania, gdzie potrzebne są nowe inwestycje, jak chronić miejsca pracy, jak obniżać emisyjność i jak łączyć energetykę z przemysłem obronnym.

Własna energia to nie nostalgia, lecz warunek suwerenności

Własne źródła energii nie rozwiązują wszystkich problemów. Krajowy węgiel nie jest automatycznie tani. Kopalnie wymagają inwestycji, bezpieczeństwa pracy, reform i racjonalnego zarządzania. Energetyka węglowa ponosi koszty emisji i będzie stopniowo tracić znaczenie. To wszystko trzeba napisać uczciwie.

Ale równie uczciwie trzeba powiedzieć, że własne paliwo ma wartość strategiczną. W czasie kryzysu nie liczy się wyłącznie cena z tabeli. Liczy się także pewność dostaw, kontrola nad zasobami i zdolność państwa do działania, gdy łańcuchy dostaw zostają przerwane. Węgiel kamienny i brunatny nie są paliwami przyszłości w sensie klimatycznym, ale dziś nadal są elementem naszego bezpieczeństwa. Węgiel koksowy jest natomiast częścią łańcucha hutniczego, bez którego trudno mówić o silnym przemyśle. Szczególnie o przemyśle obronnym.

Dlatego w nadchodzących latach Polska będzie musiała znaleźć równowagę między trzema celami: obniżaniem emisji, utrzymaniem bezpieczeństwa energetycznego i zachowaniem zdolności przemysłowych. Każdy z tych celów jest ważny. Żaden nie może unieważniać pozostałych.

Demonstracja w Warszawie jako sygnał większej zmiany

Zapowiadany protest przeciwko Zielonemu Ładowi może być przedstawiany jako wydarzenie polityczne, związkowe albo antyrządowe. Ale jego znaczenie jest szersze. To sygnał, że w Polsce narasta społeczny sprzeciw wobec transformacji rozumianej jako koszt przerzucany na pracowników, rolników, przemysł i zwykłych odbiorców energii.

Dla Śląska ten protest ma szczególne znaczenie. Region, który przez dekady dawał Polsce energię, stal i przemysłowe zaplecze, nie chce być dziś potraktowany jak obciążenie. I trudno się temu dziwić. W czasie, gdy państwo mówi o bezpieczeństwie, zbrojeniach i odporności, nie można jednocześnie lekceważyć ludzi oraz zakładów, które mogą być częścią tej odporności.

Nie oznacza to, że każda kopalnia powinna działać bez końca. Nie oznacza to, że polityka klimatyczna jest niepotrzebna. Oznacza natomiast, że rozmowa o Zielonym Ładzie, węglu i śląskim przemyśle musi zostać przeniesiona na poważniejszy poziom. Z poziomu haseł na poziom strategii państwa.

Stawka jest większa niż rachunek za prąd

Spór o Zielony Ład nie jest już tylko sporem o normy emisji, dopłaty, ETS czy ceny energii. Jest sporem o to, czy Polska będzie krajem z własnym przemysłem, czy tylko rynkiem zbytu. Czy będzie miała własne huty, czy będzie sprowadzać stal. Czy będzie miała własne źródła energii, czy będzie coraz bardziej zależna od zewnętrznych dostaw. Czy transformacja będzie modernizacją, czy społecznym i gospodarczym rozbrojeniem.

Województwo śląskie znajduje się w samym centrum tego sporu. Nie dlatego, że tu się chce zatrzymać czas. Dlatego, że tu najlepiej widać, co państwo może stracić, jeśli pomyli transformację z likwidacją. I co może zyskać, jeśli potraktuje śląski przemysł jako część nowej strategii bezpieczeństwa.

Konkluzja

Wojna za wschodnią granicą zmieniła sens rozmowy o energii i przemyśle. Jeszcze kilka lat temu węgiel był w debacie publicznej głównie problemem klimatycznym. Dziś jest także pytaniem o bezpieczeństwo. Huty były symbolem starej gospodarki. Dziś znów są potrzebne do rozmowy o zbrojeniach. Kopalnie miały być wyłącznie ciężarem. Dziś część z nich może być traktowana jako element zaplecza surowcowego państwa.

Najtrudniejsze zadanie polega na tym, by nie uciec w żadną skrajność. W Polsce nie możemy udawać, że transformacja energetyczna nas nie dotyczy. Ale nie możemy też pozwolić, by pod hasłem transformacji nasz kraj stracił przemysł, energię, surowce i kompetencje. Nie wszystko i nie zawsze da się kupić za granicą.

 

Więcej ważnych i interesujących artykułów znajdziesz klikając w jeden z dwóch klawiszy poniżej prowadzących do naszych rubryk:

Masz ważną informację lub widzisz problem w Katowicach i okolicy? Napisz: [email protected] albo wyślij wiadomość na Facebooku Katowice Dziś.

Redaktor naczelny Katowice Dziś: Mateusz Cieślak.

 

 

Fot. JSW