Klęska referendystów w Bytomiu. Tysiące wadliwych podpisów i PESEL-e osób zmarłych
6 maja 2026Referendum w Bytomiu się nie odbędzie. Komisarz Wyborczy w Katowicach odrzucił wniosek o głosowanie nad odwołaniem prezydenta Mariusza Wołosza i Rady Miejskiej. Powód jest prosty: inicjatorzy nie zebrali wymaganej liczby ważnych podpisów. Zamiast sukcesu politycznego jest kompromitacja i wstyd — ponad 38 procent sprawdzonych pozycji okazało się wadliwych. Na listach znalazło się również 179 numerów PESEL osób zmarłych.
Referendum w Bytomiu nie będzie
To miało być wielkie uderzenie w prezydenta Bytomia Mariusza Wołosza i Radę Miejską. Skończyło się porażką, która może jeszcze długo odbijać się politycznym echem w mieście.
Komisarz Wyborczy w Katowicach odrzucił wniosek o przeprowadzenie referendum lokalnego w sprawie odwołania prezydenta Bytomia i rady przed końcem kadencji. Oznacza to jedno: głosowania nie będzie.
Referendyści złożyli wniosek 7 kwietnia. Dołączyli do niego 1702 karty z podpisami. Według ich deklaracji miało się tam znajdować 12 166 podpisów mieszkańców. Na pierwszy rzut oka wyglądało to na liczbę wystarczającą. W Bytomiu wymagane minimum wynosiło 10 627 ważnych podpisów.
Po sprawdzeniu list okazało się jednak, że do tego minimum nawet się nie zbliżono.
Z ponad 12 tysięcy podpisów pod referendum ważnych zostało 7410
Weryfikacja podpisów przyniosła wynik fatalny dla inicjatorów referendum. Komisarz wyborczy uznał za prawidłowe tylko 7410 podpisów. To o ponad 3 tysiące mniej, niż było potrzeba do zarządzenia referendum.
Za wadliwe uznano 4621 pozycji. To ponad 38 procent sprawdzonych wpisów.
Tak duży odsetek błędów trudno tłumaczyć zwykłymi pomyłkami, które zawsze mogą się pojawić przy dużych akcjach podpisowych. Tu nie chodziło o kilkadziesiąt braków, nieczytelnych wpisów czy pojedyncze pomyłki w numerach PESEL. Skala była tak wielka, że przesądziła o upadku całej inicjatywy.
Błędne dane, brak praw wyborczych i powtarzające się podpisy
Z postanowienia komisarza wynika, że problemy na listach były bardzo różne. Część osób nie miała prawa udziału w takim referendum w Bytomiu. W wielu przypadkach wpisano inny adres. Były błędne, niepełne albo nieczytelne numery PESEL. Były też sytuacje, w których ta sama osoba pojawiała się na listach więcej niż raz.
Pod wnioskiem o referendum lokalne nie wystarczy samo złożenie podpisu. Trzeba podać dane w taki sposób, żeby można było potwierdzić, że podpis złożył uprawniony mieszkaniec danej gminy. Jeśli brakuje wymaganych danych albo są one błędne, taki wpis odpada.
W Bytomiu odpadło ich tak dużo, że wniosek nie miał szans.
Na listach 179 numerów PESEL osób zmarłych
Najmocniej brzmi jednak informacja o numerach PESEL osób zmarłych. Według postanowienia komisarza na listach ujawniono 179 takich numerów. Chodzi o osoby, które zmarły przed dniem zawiadomienia o zamiarze przeprowadzenia referendum.
To nie jest już zwykła polityczna porażka. To sprawa, która domaga się wyjaśnienia.
Bytomski magistrat poinformował, że prezydent Mariusz Wołosz składa zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa fałszerstwa. Zapowiedział też, że będzie wnioskował do prokuratora o zabezpieczenie kart z podpisami.
Czy doszło do przestępstwa? Na tym etapie nie wiadomo. Od tego są prokuratura i sąd. Ale sama obecność PESEL-i osób zmarłych na listach poparcia jest faktem, który wymaga rzetelnego sprawdzenia.
Mariusz Wołosz zapowiada zawiadomienie do prokuratury
Mariusz Wołosz nie ukrywa, że traktuje sprawę bardzo poważnie. W komunikacie opublikowanym przez Urząd Miejski w Bytomiu zapowiedział zawiadomienie prokuratury.
Prezydent mówi również o trosce o bezpieczeństwo mieszkańców i o potrzebie zabezpieczenia kart z podpisami. Przypomina, że za fałszowanie dokumentów może grozić kara do 5 lat pozbawienia wolności.
To mocna reakcja, ale trudno się jej dziwić. Jeżeli na listach naprawdę znalazły się dane osób zmarłych, sprawa wykracza poza zwykłą walkę polityczną. Zwłaszcza że mówimy nie o jednym przypadku, lecz o 179 numerach PESEL.
Kompromitacja zamiast politycznego sukcesu
Inicjatorzy referendum mogli liczyć, że złożenie ponad 12 tysięcy podpisów pokaże skalę niezadowolenia z rządów Mariusza Wołosza. Po decyzji komisarza efekt jest odwrotny.
Zamiast referendum mamy pytania o rzetelność całej akcji. Jak zbierano podpisy? Kto weryfikował listy przed ich złożeniem? Dlaczego skala błędów była tak duża? Skąd na kartach wzięły się numery PESEL osób zmarłych?
To pytania, które będą wracały, zwłaszcza jeśli sprawą zajmie się prokuratura.
Były też inne błędy we wniosku o referendum
Brak wymaganej liczby ważnych podpisów wystarczył, by wniosek upadł. Ale to nie był jedyny problem.
Komisarz wyborczy wskazał także inne wady formalne. Na części kart znalazło się błędne pouczenie. Pojawiła się tam między innymi informacja o przekazaniu danych Komisarzowi Wyborczemu w Krakowie, choć sprawa dotyczyła Bytomia i była prowadzona przez Komisarza Wyborczego w Katowicach.
To może wyglądać jak detal, ale przy tak poważnej procedurze takie detale mają znaczenie. Referendum lokalne nie jest internetową ankietą ani polityczną petycją. To formalna procedura, która może doprowadzić do odwołania wybranych władz miasta. Dlatego wymaga dokładności.
Referendyści w Bytomiu zapowiadają kolejną próbę
Inicjatorzy referendum zapowiadają kolejną próbę. Tłumaczą część problemów między innymi pomyłkami podpisujących się – pomyłkami dotyczącymi miejsca zamieszkania i zameldowania.
Oponenci obecnego prezydenta mają do tego prawo. Mogą zacząć od nowa i spróbować ponownie zebrać podpisy. Ale po tym, co ujawnił komisarz wyborczy, będzie im znacznie trudniej przekonywać mieszkańców, że akcja jest dobrze przygotowana i wiarygodna.
Bo politycznie przegrali nie tylko z przepisami. Przegrali z własnymi listami.
Bytom pokazał, że liczba podpisów to jeszcze nie wszystko
Ta sprawa jest lekcją nie tylko dla Bytomia. W innych miastach regionu również trwają albo mogą się pojawić inicjatywy referendalne. Każda z nich będzie musiała przejść przez ten sam filtr – podpisy trzeba nie tylko zebrać, ale zebrać je prawidłowo.
W Bytomiu na starcie wyglądało to groźnie dla prezydenta. Ponad 12 tysięcy podpisów robiło wrażenie, bo wymagany próg wynosił 10 627. Po weryfikacji zostało jednak 7410 ważnych podpisów. Za mało o kilka tysięcy.
Dlatego referendum w Bytomiu nie będzie. Zamiast głosowania może być postępowanie prokuratorskie i pytania o to, jak naprawdę wyglądała zbiórka podpisów.
Więcej ważnych i interesujących artykułów znajdziesz klikając w jeden z dwóch klawiszy poniżej prowadzących do naszych rubryk:
Masz ważną informację lub widzisz problem w Katowicach i okolicy? Napisz: [email protected] albo wyślij wiadomość na Facebooku Katowice Dziś.
Redaktor naczelny Katowice Dziś: Mateusz Cieślak.
Fot. UM Bytom


