Gliwicki Okrąglak, skrywana ekspertyza i pytanie o jawność. Władze miasta chowają się za procedurami?
2 maja 2026Sprawa gliwickiego Okrąglaka przy placu Grunwaldzkim robi się coraz poważniejsza. Były prezydent Gliwic, dziś senator Zygmunt Frankiewicz, mówi o możliwych wadach konstrukcyjnych, braku uprawnień kierownika budowy, podejrzeniu fałszowania dziennika budowy i „arogancji”, jakiej — jego zdaniem — nie było w historii gliwickiego samorządu po 1990 roku. W tle jest ekspertyza Politechniki Śląskiej, której treści mieszkańcy nie znają, choć chodzi o inwestycję z publicznych pieniędzy. Ta sprawa pokazuje szerszy problem: jawności w ważnych sprawach, dotyczących wydawania publicznych pieniędzy.
Okrąglak w Gliwicach. Inwestycja z budżetu obywatelskiego i coraz więcej pytań
Gliwicki Okrąglak miał być jedną z tych inwestycji, które dobrze pokazują sens budżetu obywatelskiego. Mieszkańcy głosują, miasto realizuje, a rozpoznawalne miejsce przy placu Grunwaldzkim dostaje nowe życie. W teorii wszystko brzmi dobrze.
Tymczasem wokół Okrąglaka narosły poważne wątpliwości. Dotyczą jakości prac, odbioru inwestycji, dokumentacji, wypłaty pieniędzy wykonawcy i ekspertyzy technicznej, której treści wciąż nie ujawniono opinii publicznej.
To nie jest spór o gust ani o to, czy komuś podoba się wygląd pawilonu. Chodzi o prawidłowość wykonania konstrukcji, bezpieczeństwo ludzi, odpowiedzialność urzędników i wydawanie publicznych pieniędzy. Jeśli w inwestycji finansowanej z pieniędzy mieszkańców pojawiają się informacje o poważnych nieprawidłowościach, miasto powinno wyjaśniać sprawę możliwie jasno. Tymczasem w Gliwicach dzieje się odwrotnie: im więcej pytań, tym mniej odpowiedzi.
Zygmunt Frankiewicz: czegoś takiego nie było od 1990 roku
Do sprawy bardzo ostro odniósł się Zygmunt Frankiewicz, wieloletni prezydent Gliwic, obecnie senator RP. Podczas spotkania z mediami mówił, że domaga się od prezydentki Katarzyny Kuczyńskiej-Budki pilnych wyjaśnień i odniesienia się do zarzutów dotyczących inwestycji.
Frankiewicz stwierdził, że „czegoś takiego nie było w całej historii samorządu gliwickiego od 1990 roku”. Mówił o arogancji i traktowaniu radnych w sposób, którego — jak przekonywał — wcześniej w Gliwicach nie widział.
To mocne słowa. Tym bardziej, że wypowiada je osoba, która przez wiele lat sama kierowała tym miastem i zna mechanizmy działania gliwickiego samorządu od środka.
Informacje, które przekazał senator Frankiewicz są wstrząsające. Nie można obok nich przejść obojętnie.
Brak uprawnień, podejrzenie fałszowania dziennika budowy i dach budzący obawy
Według relacji Frankiewicza dokumenty, z którymi miał się zapoznać, wskazują na bardzo poważne problemy. Mówił m.in. o braku odpowiednich uprawnień kierownika budowy do prowadzenia takiej inwestycji. Wspominał też o dokumentach, które — jego zdaniem — mogą świadczyć o fałszowaniu dziennika budowy.
To już nie jest zwykła usterka budowlana. To sprawy z zupełnie innej kategorii. Jeśli dokumentacja budowy nie odzwierciedlała rzeczywistego przebiegu prac, sprawa przestaje być technicznym sporem między urzędem a wykonawcą. Staje się kwestią odpowiedzialności prawnej. Być może nawet karnej. A dodajmy, że chodzi o kilka milionów złotych zapłacone za… No właśnie – za co?
Frankiewicz mówił również o wadach konstrukcyjnych, nieudokumentowanych zmianach w rozwiązaniach konstrukcyjnych, zastosowaniu materiałów o niższych parametrach i bardzo niskiej jakości wykończenia. Wskazywał także na dach, który — według jego słów — może nie być odporny na podniesienie przez wiatr. To brzmi bardzo groźnie.
Ostateczne ustalenia należą do właściwych organów. Ale skala tych zarzutów jest taka, że nie da się ich zbyć milczeniem.
Co na to gliwicki urząd miejski?
30 kwietnia na stronie gliwickiego magistratu pojawił się komunikat dotyczący ekspertyzy. Kto jest jego autorem nie wiadomo. Podpisano go “UM”.
Podległe Katarzynie Kuczyńskiej-Budce służby (“UM”) stwierdzają, że “dementują” “najważniejsze nieprawdziwe informacje” i “przedstawiają fakty”. Niestety samego dokumentu nie opublikowano a dementi i przedstawienie faktów jest wyjątkowo zwięzłe. Na końcu artykułu prezentujemy ten komunikat w całości.
Dowiadujemy się zniego, że “kierownik budowy był upoważniony do kierowania budową zgodnie z przepisami prawa budowlanego”.
Podkreślono również: “obiekt nie wymaga rozbiórki, wskazano elementy wymagające poprawy”.
Ekspertyza istnieje, mieszkańcy jej nie znają
Kluczowa w tej sprawie jest ekspertyza techniczna Okrąglaka. Miasto zleciło ją Politechnice Śląskiej. Ta miała ocenić stan techniczny budynku i sprawdzić, czy obiekt wykonano zgodnie z projektem oraz obowiązującymi przepisami.
Ekspertyza jest gotowa. Została przekazana miastu. I właśnie tu zaczyna się problem.
Rada Dzielnicy Wójtowa Wieś zwróciła się o jej udostępnienie, ale spotkała się z odmową. Według informacji przywoływanych przez lokalne media urząd miał uznać, że ekspertyza nie stanowi informacji publicznej. Później magistrat wskazywał, że dokument jest związany z postępowaniem prowadzonym przez nadzór budowlany i że interesuje się nim prokuratura.
To może być wygodne dla urzędu. Ale dla mieszkańców oznacza jedno: słyszą, że dokument istnieje, słyszą, że sprawa jest poważna, słyszą, że są postępowania, ale nie wiedzą, co naprawdę zapisano w ekspertyzie.
A przecież mówimy o inwestycji publicznej, realizowanej za publiczne pieniądze, w miejscu wybranym przez mieszkańców w ramach budżetu obywatelskiego.
Radni pytali. Odpowiedzi nie usłyszeli
Sprawa Okrąglaka wróciła także podczas sesji Rady Miasta Gliwice. Radni pytali prezydentkę Gliwic o ekspertyzę i stan budynku. Pytania padały przez kilkadziesiąt minut, ale nie przyniosły konkretnych odpowiedzi.
W normalnie działającym samorządzie taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Radni nie są petentami w urzędzie. Są przedstawicielami mieszkańców. Jeśli pytają o inwestycję miejską, finansowaną z publicznych pieniędzy, powinni otrzymać rzeczowe wyjaśnienia.
Być może niektóre elementy dokumentacji mogą być czasowo objęte ograniczeniami ze względu na postępowanie prokuratorskie lub administracyjne. Ale wtedy urząd powinien jasno powiedzieć: czego nie może ujawnić, na jakiej podstawie, w jakim zakresie i do kiedy. Sama formuła „nie możemy komentować” nie wystarczy.
Naszym jednak zdaniem dokument taki, jak ta ekspertyza, powinien być jawny. Każdy obywatel powinien móc go zobaczyć. Więcej nawet – sądzimy, że nic nie stoi na przeszkodzie, by magistrat opublikował go na swojej stronie internetowej. Ewentualnie drobne elementy anonimizując po konsultacji prawnej.
Frankiewicz pisze do prezydentki, prokuratury i sądu
Zygmunt Frankiewicz zapowiedział konkretne kroki. Wystosował pisma do prezydentki Gliwic, do prokuratury oraz do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.
Od Katarzyny Kuczyńskiej-Budki oczekuje m.in. udostępnienia ekspertyzy technicznej Okrąglaka, dokumentów związanych z postępowaniem nadzoru budowlanego oraz korespondencji dotyczącej sprawy. Do sądu administracyjnego złożył skargę na bezczynność prezydenta miasta w związku z wnioskami o dostęp do informacji publicznej. Od prokuratury chce natomiast wiedzieć, czy rzeczywiście istnieją przeszkody uniemożliwiające ujawnienie ekspertyzy.
To ważny element tej historii. Bo jeśli miasto twierdzi, że nie może pokazać dokumentu z powodu postępowań, mieszkańcy mają prawo oczekiwać potwierdzenia, czy takie ograniczenie faktycznie istnieje. Nie wystarczy powołać się na prokuraturę jako wygodną tarczę. Trzeba podać podstawę prawną odmowy pokazania dokumentu.
Czy nowe zasady ograniczą kontrolę społeczną?
W tle pojawił się jeszcze jeden niepokojący wątek. Lokalny portal „Gliwice na bieżąco” zwrócił uwagę na projekt zmiany zasad udziału rad dzielnic i radnych miejskich w odbiorach inwestycji.
Chodzi o pozornie drobną zmianę. W nowym zapisie pojawia się słowo „lub”. W praktyce może to oznaczać, że radni i przedstawiciele dzielnic nie będą już uczestniczyli w odbiorach inwestycji na dotychczasowych zasadach, lecz zostaną zaproszeni albo jedynie obejrzą efekt po fakcie.
Jeśli rzeczywiście taki będzie sens tej zmiany, to problem jest poważny. Bo sprawa Okrąglaka pokazuje dokładnie, dlaczego społeczna i radna kontrola jest potrzebna przed zakończeniem inwestycji, a nie dopiero wtedy, gdy obiekt odebrano, zapłacono wykonawcy i zaczynają się pytania, kto czego nie dopilnował.
Nie przesądzamy, czy zmiana zasad ma związek z Okrąglakiem. Ale czas i kontekst są co najmniej niefortunne. W chwili, gdy mieszkańcy pytają o jakość miejskiej inwestycji, każda próba ograniczenia kontroli społecznej będzie odbierana bardzo źle. W ogóle ograniczenie kontroli społecznej nie służy demokracji i zasadom leżącym u podstaw samorządowości.
Gliwice mają problem z jawnością nie tylko przy Okrąglaku
Sprawa Okrąglaka wpisuje się w szerszy problem jawności w Gliwicach.
Redaktor naczelny Katowice Dziś Mateusz Cieślak uczestniczy jako oskarżony w procesie karnym dotyczącym publikacji o nieprawidłowościach przy badaniu wymazów w czasie pandemii. Chodzi o prywatną wtedy spółkę Vito-Med, wchłoniętą później przez Szpital Miejski nr 4 w Gliwicach. Szpital dziś jest oskarżycielem prywatnym. To miejska jednostka. Proces toczy się w trybie niejawnym, dlatego nie można ujawniać ani treści zeznań świadków, ani składanych dowodów. A przecież chodzi o blisko 200 mln zł wypłaconych przez NFZ.
Mateusz Cieślak zwracał się do prezydentki Katarzyny Kuczyńskiej-Budki z prośbą o podjęcie działań w celu odtajnienia procesu. Taka możliwość istnieje, jeśli oskarżyciel prywatny — w tym przypadku Szpital Miejski nr 4 w Gliwicach — złoży odpowiedni wniosek do sądu. Mimo ponawianych próśb prezydentka nie podjęła takich działań.
Nie chodzi o zrównywanie obu spraw. Okrąglak to inwestycja budowlana. Proces dotyczący publikacji o wymazach to sprawa karna i medialna. Ale podobieństwo jest widoczne. W obu przypadkach chodzi o sprawy publiczne, miejskie instytucje, ważne pytania i dokumenty lub informacje, których opinia publiczna nie może poznać.
A kiedy władza publiczna wybiera milczenie zamiast wyjaśnień, zaufanie mieszkańców nie rośnie. Maleje.
Publiczne pieniądze wymagają publicznych wyjaśnień
W sprawie Okrąglaka nie wystarczy powiedzieć, że trwają postępowania. To może tłumaczyć ostrożność w ujawnianiu niektórych informacji, ale nie może zastępować odpowiedzialności.
Mieszkańcy Gliwic mają prawo wiedzieć, co dzieje się z inwestycją, za którą zapłacili (samorząd to przecież oni). Mają prawo wiedzieć, czy budynek jest bezpieczny. Mają prawo wiedzieć, jakie wady stwierdzono, kto odpowiadał za nadzór, czy wykonawca otrzymał całość wynagrodzenia mimo zastrzeżeń i czy miasto będzie dochodziło roszczeń.
To są pytania proste i zasadne. Nie złośliwe tylko merytoryczne . Obywatelskie.
Jeśli ekspertyza Politechniki Śląskiej potwierdza, że problemy są mniejsze niż mówią krytycy, jej ujawnienie powinno być w interesie władz miasta. Ale tak samo jest, jeśli wskazuje ona poważne błędy. Tylko wówczas mieszkańcy tym bardziej powinni ją poznać. Bo tylko wtedy można uczciwie rozmawiać o odpowiedzialności.
Gliwicki samorząd stoi dziś przed testem
Sprawa Okrąglaka jest testem dla obecnych władz Gliwic. Nie tylko testem zarządzania kryzysem. Przede wszystkim testem jawności.
Można popełnić błąd przy inwestycji. Można odziedziczyć problem po poprzednikach. Można spierać się o odpowiedzialność wykonawcy, projektanta, nadzoru i urzędników. Ale nie można traktować mieszkańców jak widzów, którym wystarczy komunikat.
Im poważniejsze zarzuty, tym większa powinna być przejrzystość. Tymczasem w Gliwicach ważne dokumenty spoczywają gdzieś w przysłowiowym sejfie, zaś pytania pozostają bez odpowiedzi. A radni, którzy przecież są częścią lokalnych władz, są odcięci od wiedzy o tym, jak wydano publiczne przecież pieniądze.
Okrąglak miał służyć mieszkańcom. Dziś stał się symbolem czegoś innego: pytania, czy władze miasta są gotowe otwarcie rozliczyć inwestycję, gdy pojawiają się poważne wątpliwości. I czy są gotowe rozliczyć się z tej inwestycji przed opinią publiczną
Przypomnieć chcemy pewne, absolutnie kluczowe dla demokracji, reguły. Rządzący mają służyć obywatelom. Obywatele mają prawo pytać, a władza ma obowiązek odpowiadać.
Poniżej komunikat UM.
Więcej ważnych i interesujących artykułów znajdziesz klikając w jeden z dwóch klawiszy poniżej prowadzących do naszych rubryk:
Masz ważną informację lub widzisz problem w Katowicach i okolicy? Napisz: [email protected] albo wyślij wiadomość na Facebooku Katowice Dziś.
Redaktor naczelny Katowice Dziś: Mateusz Cieślak.
Poniżej komunikat UM:
Miasto jest już w posiadaniu niezależnej ekspertyzy budowlanej, wykonanej przez Katedrę Konstrukcji Budowlanych Wydziału Budownictwa Politechniki Śląskiej. Na obecnym etapie nie jest możliwe jej publiczne komentowanie.
Celem opracowania była rzetelna ocena jakości wykonania obiektu oraz sprawdzenie jego zgodności z zatwierdzonym projektem budowlanym. Ekspertyza została przygotowana na potrzeby postępowania administracyjnego prowadzonego przez Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego i stanowi materiał dowodowy w tej sprawie.
O przekazanie dokumentu zwróciła się również Prokuratura Rejonowa Gliwice–Zachód, prowadząca czynności sprawdzające w związku z zawiadomieniem złożonym przez radnych klubu Prawa i Sprawiedliwości. Ewentualny dostęp do ekspertyzy wymaga zgody prokuratora, dlatego miasto wystąpi o taką zgodę, odpowiadając na oczekiwania radnych. Trwające postępowania uniemożliwiają również publiczne omawianie treści ekspertyzy.
Warto podkreślić:
- ekspertyza jest materiałem dowodowym, a nie rozstrzygnięciem,
- nie przesądza o ostatecznych decyzjach – te zapadają po analizie całości materiału dowodowego.
Miastu zależy na rzetelnym wyjaśnieniu wszystkich wątpliwości i opieraniu się na faktach. Do czasu zakończenia postępowań nie będziemy odnosić się do pojawiających się ocen i komentarzy.
Jednocześnie dementujemy najważniejsze nieprawdziwe informacje i przedstawiamy fakty:
- kierownik budowy był upoważniony do kierowania budową zgodnie z przepisami prawa budowlanego,
- obiekt nie wymaga rozbiórki,
- wskazano elementy wymagające poprawy,
- decyzja o realizacji inwestycji oraz zwiększeniu jej finansowania ponad pierwotne założenia Gliwickiego Budżetu Obywatelskiego została podjęta w poprzedniej kadencji.
Będziemy informować o dalszych krokach po zakończeniu postępowań.
(UM)
Fot. KD AI


