Budapeszt jak Warszawa albo Katowice? Wybory na Węgrzech pod znakiem polskich wątków i podobieństw.

Budapeszt jak Warszawa albo Katowice? Wybory na Węgrzech pod znakiem polskich wątków i podobieństw.

12 kwietnia 2026 Wyłączono przez Redakcja Katowice Dziś

Ta niedziela na Węgrzech jest wyjątkowo polska. Polskie wątki przewijały się bowiem w kampanii wyborczej poprzedzającej dzisiejsze wybory, w których walczą ze sobą Fidesz Viktora Orbana i Tisza Petera Magyara (przypomnę, że poprawnie wymawiamy “Fides” i “Tisa”).

 

Polski wątek, śląski wątek, katowicki wątek kampanii

 

Péter Magyar, lider węgierskiej opozycji, odwiedził Katowice w listopadzie 2024 roku, aby porównać ceny produktów spożywczych. W jednym z supermarketów (Lidl) zwrócił uwagę na znacznie niższe ceny cukru w Polsce niż na Węgrzech, publikując zdjęcie z zakupów w mediach społecznościowych (to zdjęcie publikujemy), co miało uwypuklić problemy gospodarcze pod rządami Orbana.

 

Walka o MSZ i niemieckie spojrzenie na Węgry

 

Anita Orban jest jedną z najważniejszych postaci po stronie Tiszy (zbieżność nazwisk jest całkowicie przypadkowa). Jeśli Tisza zwycięży, będzie ona w rządzie Magyara ministrem spraw zagranicznych. Pani Anita, mówiąc o dzisiejszych wyborach i o tym, o co toczy się gra, powtarza: “Bruksela, Berlin, Warszawa”. Swoją drogą, dziś w Niemczech wybory na Węgrzech są jednym z najważniejszych tematów. I komentujący sytuację u naszych południowych bratanków, wprost zastanawiają się, czy Węgry są takie jak Polska, czy nie. Mylnie dochodzą do wniosku, że nie, ale o tym za chwilę.

 

„To nie Moskwa, to Węgry” – kampanijna oś sporu

 

Peter Magyar zwraca uwagę wyborców na nieco inne kwestie, niż Pani Anita. Zachęcając do udziału w dzisiejszym głosowaniu i podkreślając stawkę niedzielnych wyborów podkreśla, że Budapeszt to “nie Moskwa, nie Pekin – to Węgry”. Nawiązuje w ten sposób do kierunku, w którym podążają Węgry rządzone przez Orbana.

 

Ciekawa jest też narracja po drugiej stronie. Oczywiście i tam są wątki polskie. Nie bez powodu w ostatnich dniach na Węgry udali się z odsieczą politycy PiS. Z kolei kwestię azylu udzielonego na Węgrzech Ziobrze i Romanowskiemu przedstawia się jako przykład bezprawia panującego w UE rządzonej przez brukselskich biurokratów. Wyborcy dowiadują się, że jeśli zwycięży Tisza to brukselskie bezprawie zaleje węgierskie miasteczka i wioski. 

 

Strach przed wojną i ukraińska karta Orbána

 

Przekaz z pozoru tylko wydaje się dziwny. Bruksela przecież wciąga Węgry i pozostałe kraje Unii do niepotrzebnej wojny z Rosją, która nam nie służy i można ją tylko przegrać. Bruksela wspiera Zełenskiego i “terrorystyczną” Ukrainę a to już w sposób bezpośredni zagraża miasteczkom i wioskom. Jeśli Orbana nie będzie to do tych miasteczek wleje się rzeka Ukraińców. A ponieważ jest Orban, to… poszli sobie gdzie indziej. Na przykład do Niemiec i do Polski. Prawda, że brzmi znajomo? Do mieszkańców Budapesztu to nie trafia, ale do tych, którzy żyją na węgierskiej prowincji już tak.

 

Brukselska biurokracja jako główny wróg suwerenności

 

Viktor Orban ostrzega wyborców, że jeśli wygra Tisza, to kraj zostanie wciągnięty do wojny. Wyrazistym elementem tej kampanii wyborczej stały się wiszące wszędzie plakaty prezydenta Ukrainy, Ursuli von der Leyen oraz Manfreda Webera. Przewodnicząca Komisji Europejskiej oraz przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej są “straszakami” Fideszu nie dlatego, że są Niemcami (historycznie Węgrzy mają zgoła inny stosunek do Niemiec niż Polacy), ale dlatego, że są biurokratami z Brukseli. 

 

Orban przekonuje wyborców, że złem jest brukselska biurokracja. ona czyha na suwerenność Węgier. I powtarzam – chce wciągnąć Węgry do wojny z Rosją. W dodatku po stronie kraju, który jest wrogiem Węgier. Bo tak się w ostatnich tygodniach zaczęło przedstawiać w rządowych mediach Ukrainę. Rząd Węgier wielokrotnie alarmował, że Ukraina odcina dostawy ropy i gazu. Sugerował, że ukraińscy sabotażyści planują ataki na system energetyczny Węgier (zarządzono dodatkową ochronę elektrowni i innych obiektów infrastruktury energetycznej). Oskarżył Ukrainę o zaminowanie gazociągu biegnącego przez Serbię na Węgry. Prezydent Serbii też mówił o znalezieniu ładunków wybuchowych obok gazociągu, co okazało się nieprawdą.

 

Tak więc w przekazie Fideszu największym złem jest nie Unia Europejska, lecz “biurokraci z Brukseli”. I ani Fidesz, ani Orban nie myślą o wyprowadzaniu Węgier z Unii, lecz chcę ochronić Węgry przed zakusami brukselskich biurokratów na suwerenność kraju. Brzmi znajomo, nieprawdaż? 

 

Pieniądze z Unii i koreańskie inwestycje – polskie analogie

 

Osobną kwestią jest to, co Węgry mają z tego, że są członkiem Unii Europejskiej. A mają coraz mniej, wręcz można rzec, że niewiele. Przyczyną jest to, w jaki sposób Fidesz rządzi Węgrami. Nie wdając się w szczegóły – styl rządzenia krajem uznawany jest w Brukseli za niewłaściwy, więc cięte są przynależne Węgrom pieniądze. I tu warto przypomnieć sytuację z KPO z czasów, gdy rządził PiS. Polska z Węgrami naprawdę ma wiele wspólnego.

 

Tu podam przykład szczególny. Szczególny, gdyż wskazujący na podobieństwo pomiędzy sytuacją nad Dunajem i Wisłą. Ta skandaliczna sytuacja wyszła na jaw już w trakcie kampanii wyborczej. Tuż pod Budapesztem koreański Samsung wybudował ogromną fabrykę baterii. Okazało się, że systemy chroniące ludzi i środowisko naturalne przed toksycznymi zanieczyszczeniami, były w tym zakładzie fikcją. Fabryka truła pracowników, okolicznych mieszkańców, wylewała trucizny do wody i truła powietrze. A to mi przypomina, że koreański Hyunday wybudował w Polsce największą w UE fabrykę polimerów, która okazała się bublem. W Orlenie zbudował instalację do produkcji Olefin, co było rekordowym wydatkiem w dziejach tego koncernu paliwowego – podczas gdy technologia ta już jest przestarzała. O sprowadzeniu z Korei Południowej samolotów wojskowych bez uzbrojenia i pordzewiałych czołgów tylko napomykam, dodając, że tu również odnajdziecie tę samą znaną markę. 

 

Geopolityczne wsparcie: Moskwa i Donald Trump

 

Ciekawym wątkiem tych wyborów jest to, w jaki sposób na ich wynik wpływają inne kraje. Rosjanie oczywiście wspierają Viktora Orbana. Kilka dni temu Rosja i Węgry zawarły ważną umowę, dotyczącą rozwoju węgierskiej energetyki, ale też obejmującą współpracę w zakresie edukacji, kultury i sportu. niczym w RWPG. Dla zwolenników Fideszu z pewnością miało to znaczenie. I to, że umowa ta została podpisana tuż przed datą wyborów, nie jest przecież przypadkiem.

 

Swojego poparcia dla Orbana nie kryją też Amerykanie. Kilka dni temu Budapeszt odwiedził wiceprezydent USA J.D. Vance. Zdalnie głos zabrał sam Trump. Zaś Vance apelował, by głosować na Fidesz Viktora Orbana, gdyż ten obroni Węgry przed “Biurokratami z Brukseli”. Pytał też zgromadzonych, czy będą częścią “zachodniego świata”. Odpowiedziały mu entuzjastyczne okrzyki.

 

Komentując dzisiejsze wybory na Węgrzech niemieccy publicyści i eksperci zastanawiali się, czy rząd Niemiec wpływa jakoś na wynik głosowania, rzecz jasna wspierając Tiszę. Orzekli, że to oczywiste, choć oficjalne zapewnienia przedstawicieli niemieckich władz są inne. A czy rząd polski jakoś ingeruje w wynik tych wyborów? Dla tych, którzy śledzili medialne pojedynki ministrów sprawa zagranicznych Radosława Sikorskiego oraz Petera Szijjarto (czytamy “s”) odpowiedź zdaje się oczywista.

 

Święto demokracji mimo głębokich podziałów

 

Węgierska scena polityczna mniej przypomina dziś polską niż kiedyś. U nas rośnie w siłę trzecia siła, czyli Konfederacja. Na Węgrzech z kolei liczą się tylko Fidesz oraz Tisza. Większe podobieństwo znajduję natomiast oceniając sytuację w strukturach państwa. Na przykładzie prokuratury czy Trybunału Konstytucyjnego wiemy, jak bardzo instytucje państwowe zabetonował PiS. Na Węgrzech zjawisko to poszło jeszcze dalej.

 

Te dzisiejsze wybory, w świecie, który obfituje w złe, zbyt często przerażające wręcz informacje, są jakimś optymistycznym światełkiem w przysłowiowym tunelu. To jest naprawdę wielkie święto demokracji. I nie chodzi mi wcale o ich wynik, tylko o to, że podczas tej, naprawdę agresywnej kampanii wyborczej, do żadnych poważnych incydentów nie doszło. Węgrzy pokazali, że nawet w sytuacji głębokiego podziału społeczeństwa, gdy poglądy polityczne dzielą nawet rodziny, można trzymać się standardów demokracji. To daje nadzieję, co do przyszłości nas wszystkich – mieszkańców krajów Unii Europejskiej. Jeszcze jesteśmy w stanie zatrzymać złe procesy.

 

Podsumowanie: Dlaczego wynik wyborów na Węgrzech jest ważny dla Polski?

 

Analizując sytuację polityczną na Węgrzech, trudno nie dostrzec analogii do polskiej sceny politycznej. Spór o praworządność, zamrożone fundusze z KPO oraz relacje z Brukselą to punkty wspólne obu krajów. Dzisiejsze głosowanie to nie tylko wybór między Fideszem a Tiszą, ale także odpowiedź na pytanie o przyszłość Grupy Wyszehradzkiej oraz kierunek polityki energetycznej i bezpieczeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej wobec trwającej wojny na Ukrainie.