Pijany kierowca, brak prawa jazdy i ludzie przy przystanku. Ten obraz wraca za często.
6 kwietnia 2026Kolejne zaostrzenia kar, odbieranie praw jazdy, wyroki więzienia, konfiskaty samochodów i społeczne kampanie. Wydaje się, że zrobiliśmy już wszystko, by wyeliminować pijanych kierowców z dróg. Tymczasem rzeczywistość brutalnie weryfikuje skuteczność tych działań. Gdy 22-latek z blisko dwoma promilami wjeżdża w ludzi stojących na przystanku, musimy zapytać: gdzie jako społeczeństwo popełniamy błąd?
1,75 promila i brak prawa jazdy. Dramat w Ujsołach to wyrzut sumienia nas wszystkich
To miał być spokojny, wielkopiątkowy wieczór w Ujspłach. Ludzie wracający z kościoła, oczekujący na transport w rejonie przystanku, musieli czuć się bezpiecznie w swojej miejscowości. To poczucie bezpieczeństwa prysnęło w ułamku sekundy, około godziny 20:50. Ford prowadzony przez 22-latka zjechał na przeciwległy pas ruchu, uderzył czołowo w stojącego busa, a siła odrzutu skierowała auto prosto w pieszych. Kilka osób rannych trafiło do szpitali. To, że nikt nie zginął, można rozpatrywać jedynie w kategoriach cudu.
Wielki Piątek, który mógł stać się dniem żałoby
Scenariusz zdarzenia z 3 kwietnia brzmi jak kronika zapowiedzianej tragedii. Sprawca to młody mieszkaniec powiatu żywieckiego. Bilans jego „osiągnięć” tego wieczoru jest porażający: 1,75 promila alkoholu w organizmie i całkowity brak uprawnień do kierowania pojazdami. Mamy więc do czynienia z człowiekiem, dla którego system prawny praktycznie nie istnieje. Nie można mu zabrać prawa jazdy, którego nie ma. Nie przestraszyło go też widmo więzienia ani wysokie grzywny, o których tak głośno w mediach.
Ujsoły stały się kolejnym punktem na mapie, gdzie teoria o surowym prawie zderzyła się z twardą ścianą ludzkiej bezmyślności. Piesi, którzy trafili do szpitala, przeżyli, ale trauma pozostanie w nich na zawsze. Podobnie jak w nas wszystkich. Przystanek autobusowy – miejsce z definicji bezpieczne – stał się strefą zagrożenia życia przez jednego człowieka, który uznał, że wolno mu wszystko.
Dlaczego surowe kary nie działają?
Wypadek w Ujsołach pokazuje coś bardzo gorzkiego: kolejne zaostrzenia kar nie rozwiązują problemu. Nie zatrzymują pijanych kierowców, nie odstraszają skutecznie i nie sprawiają, że takich sytuacji nie ma.
Mimo surowszych przepisów wciąż dochodzi do tych samych zdarzeń – ktoś pijany wsiada za kierownicę, a potem cierpią niewinni ludzie. Państwo zaostrza kary, ale nie potrafi skutecznie powstrzymać sprawców. Gdyż od dawna wiadomo, że nie surowość, ale nieuchronność kary odstrasza.
Prawdziwa walka zaczyna się przed wejściem do auta
Postępowanie w sprawie wypadku w Ujsołach trwa, a sprawca trafił do aresztu. Ford został zabezpieczony, krew pobrana, mechanizmy państwowe ruszyły. Jednak dla publicznej dyskusji to zdarzenie powinno być sygnałem ostrzegawczym. Jeśli 22-letni chłopak z blisko dwoma promilami uznaje, że jazda bez prawa jazdy w świąteczny wieczór to dobry pomysł, to znaczy, że nasz system edukacji i wychowania poniósł porażkę. I nie działa przyjęta metoda zaostrzania kar.
Problemem jest również społeczne przyzwolenie na jazdę po pijanemu. Surowość prawa jest konieczna, ale nie zastąpi odpowiedzialności. Dopóki w naszych głowach jazda „na podwójnym gazie” będzie traktowana jako coś, na co można przymknąć oko, chodniki, przejścia dla pieszych i przystanki, nadal będą miejscami podwyższonego ryzyka.
Czytaj też: Więcej bieżących informacji i innych artykułów znajdziesz na stronie głównej Katowice Dziś, w zakładce Aktualności oraz pozostałych rubrykach.
Masz ważną informację lub widzisz problem w Katowicach i okolicy? Napisz: [email protected] albo wyślij wiadomość na Facebooku Katowice Dziś.
Redaktor naczelny Katowice Dziś: Mateusz Cieślak.
Fot. policja



