Rewolucja w przeglądach technicznych. Bedą sprawdzać znacznie więcej – już wiadomo, że wiele aut nie przejdzie nowych przeglądów.
11 kwietnia 2026Koniec z pobieżnym sprawdzaniem stanu hamulców i „podbijaniem” dowodu rejestracyjnego w kilkanaście minut. W Unii Europejskiej trwają zaawansowane prace nad reformą, która gruntownie zmieni sposób przeprowadzania obowiązkowych badań technicznych. Wśród nowości badania cząstek stałych oraz systemów elektroniki.
Obecny system badań technicznych w wielu krajach wspólnoty budzi zastrzeżenia ze względu na zbyt niskie wskaźniki wyników negatywnych. Unijni urzędnicy dążą do tego, by diagności przestali ograniczać się do formalności, a realnie weryfikowali bezpieczeństwo i ekologię pojazdów poruszających się po drogach. Jak informuje dziennik „Rzeczpospolita”, planowane zmiany wymuszą na stacjach kontroli pojazdów doposażenie w nowoczesny sprzęt i zmianę procedur.
Koniec z wycinaniem filtrów DPF i GPF
Jedną z najbardziej dotkliwych zmian dla właścicieli diesli, ale też aut benzynowych, będzie nowy sposób weryfikacji emisji spalin. Dotychczasowe metody, oparte głównie na pomiarze zadymienia, często nie pozwalały na wykrycie braku filtra cząstek stałych.
Zgodnie z unijnymi założeniami, o których donosi „Rzeczpospolita”, stacje diagnostyczne zostaną wyposażone w liczniki cząstek stałych. Urządzenia te potrafią precyzyjnie określić liczbę szkodliwych substancji opuszczających rurę wydechową. W praktyce oznacza to, że samochód z usuniętym lub niesprawnym filtrem DPF lub GPF nie przejdzie badania. Właściciel takiego auta będzie musiał przywrócić je do stanu zgodnego z homologacją, co wiąże się z wydatkami rzędu kilku tysięcy złotych.
Elektronika pod lupą diagnosty
Współczesny samochód to w dużej mierze komputer na kołach, dlatego reforma zakłada również ścisłą kontrolę systemów wspomagających kierowcę. Diagnosta będzie miał za zadanie sprawdzić, czy kluczowe układy bezpieczeństwa są sprawne i czy nie zostały celowo wyłączone.
Pod lupę trafią między innymi: asystent pasa ruchu, system automatycznego hamowania awaryjnego, układ start-stop, tempomat. Co jeszcze będzie kontrolowane – zobaczymy.
Wszelkie nieautoryzowane ingerencje w oprogramowanie sterujące tymi systemami zostaną wykryte podczas podłączenia auta do czytnika danych pokładowych. Dodatkowo planowane jest stworzenie wspólnej, ogólnoeuropejskiej bazy danych. Ma ona ukrócić zjawisko cofania liczników oraz ułatwić weryfikację historii pojazdów sprowadzanych z innych państw członkowskich.
Czas badania i wyższe opłaty
Wprowadzenie tak rygorystycznych kontroli niemal na pewno wpłynie na codzienną pracę stacji diagnostycznych oraz portfele kierowców. Bardziej szczegółowa weryfikacja elektroniki i precyzyjne pomiary emisji spalin oznaczają, że czas spędzony na ścieżce diagnostycznej ulegnie wydłużeniu. Trudno oczekiwać, by rzetelne sprawdzenie kilkunastu zaawansowanych systemów zamknęło się w dotychczasowym kwadransie.
Poważnym wyzwaniem będą również koszty. Zakup liczników cząstek stałych oraz nowoczesnych interfejsów diagnostycznych to dla właścicieli stacji kontroli pojazdów inwestycja liczona w dziesiątkach tysięcy złotych. W tej sytuacji podwyżka opłat za badanie techniczne wydaje się nieunikniona.
Reforma ta z pewnością jest odpowiedzią na postęp technologiczny w motoryzacji. Swoją drogą – często przesadny. Auta sprzed kilkudziesięciu lat były bardziej niezawodne, choć nie tak bezpieczne, jak dzisiejsze. W założeniu zmiany te, choć dla wielu właścicieli aut będą oznaczały wyższe koszty i ryzyko negatywnego wyniku badania, docelowo mają poprawić jakość powietrza i bezpieczeństwo na drogach.
Czytaj też: Więcej bieżących informacji i innych artykułów znajdziesz na stronie głównej Katowice Dziś, w zakładce Aktualności oraz pozostałych rubrykach.
Masz ważną informację lub widzisz problem w Katowicach i okolicy? Napisz: [email protected] albo wyślij wiadomość na Facebooku Katowice Dziś.
Redaktor naczelny Katowice Dziś: Mateusz Cieślak.


