Zjechał ze skarpy, by zaparkować wewnątrz śmietnika. Najdziwniejsze jest jednak co innego. 

Zjechał ze skarpy, by zaparkować wewnątrz śmietnika. Najdziwniejsze jest jednak co innego. 

2 kwietnia 2026 Wyłączono przez administrator

Mężczyzna, który rozbił srebrnego opla na ulicy Chorzowskiej w Bytomiu, był w stanie skrajnego upojenia alkoholowego. To kolejne zdarzenie, które brutalnie weryfikuje sens ciągłego zaostrzania prawa. Nawet widmo więzienia i utraty auta nie powstrzymują ludzi przed jazdą po pijanemu.

 

Lot ze skarpy i twarde lądowanie na płocie

 

Do tej kuriozalnej i niezwykle niebezpiecznej sytuacji doszło wczesnym popołudniem na ulicy Chorzowskiej w Bytomiu. 50-letni kierowca opla, próbując wykonać manewr skrętu, całkowicie stracił panowanie nad kierownicą. Zamiast pozostać na jezdni, wjechał prosto na skarpę, z której zsunął się z impetem.

 

Trzy bohaterskie Ślązaczki powinny być dla nas wszystkich wzorem. Wreszcie poznacie prawdę o akcji ratowania tysięcy małych mieszkańców katowickich Szopienic.

 

Jego podróż zakończyła się uderzeniem w stojące poniżej kontenery na śmieci, a auto ostatecznie utknęło na zniszczonym przęśle ogrodzenia. Wypadek wyglądał groźnie, ale mężczyzna jechał sam i ta przygoda zakończyła się dla niego bez szwanku. Zagadka jego kaskaderskich wyczynów rozwiązała się natychmiast, gdy na miejsce przyjechał policyjny patrol.

 

Trzy promile, czyli medyczny cud za kierownicą

 

Wynik badania trzeźwości był wręcz porażający. 50-latek z Bytomia miał w organizmie ponad trzy promile alkoholu. Z medycznego punktu widzenia to stan ciężkiego zatrucia organizmu, w którym u człowieka występują poważne zaburzenia równowagi, bełkotliwa mowa i niemal całkowita utrata kontroli nad własnym ciałem. Zdumiewa więc fakt, że w takim stanie ten człowiek w ogóle zdołał trafić kluczykiem do stacyjki, uruchomić silnik, wrzucić bieg i wyjechać na drogę.

 

Zamiast do policyjnego aresztu, mężczyzna musiał trafić prosto do izby wytrzeźwień. Oczywiście natychmiast stracił prawo jazdy, a teraz grozi mu do trzech lat więzienia i gigantyczna grzywna.

 

Prawo jest surowe, ale wciąż nieskuteczne

 

Zdarzenie z Bytomia wpisuje się w ponurą statystykę, której odpryski regularnie goszczą na naszych łamach. Niemal każdego dnia informujemy o wypadkach powodowanych przez pijanych kierowców. To najlepszy dowód na to, że polityka stałego zaostrzania kar i taktyka straszenia po prostu nie przynoszą zakładanych rezultatów.

 

Warto przypomnieć ewolucję polskiego prawa w tej kwestii. Kiedyś jazda po alkoholu była traktowana zaledwie jako wykroczenie. Potem zrobiono z niej pełnoprawne przestępstwo. Gdy to nie zahamowało zjawiska, wprowadzono zasadę, według której pijany recydywista obligatoryjnie trafiał za kratki, bez możliwości wyroku w zawieszeniu. Szybko okazało się, że zakłady karne pękają w szwach od tysięcy skazanych kierowców, a po drogach wciąż jeżdżą pijani. Wreszcie niedawno sięgnięto po broń ostateczną – konfiskatę samochodów.

 

Przykład z Bytomia pokazuje, że nawet groźba utraty pojazdu nie dociera do świadomości wielu ludzie sięgających za kieliszek w poczuciu bezkarności. Eksperci od lat powtarzają starą prawniczą prawdę: to nie surowość kary, lecz jej nieuchronność odstrasza od popełnienia przestępstwa. Dopóki kierowcy nie będą czuli, że ryzyko kontroli i wpadki na drodze jest ogromne, żadne, nawet najbardziej drakońskie przepisy, nie powstrzymają ich przed wsiadaniem za kółko po wódce.

 

Czytaj też: Więcej bieżących informacji i innych artykułów znajdziesz na stronie głównej Katowice Dziś, w zakładce Aktualności oraz pozostałych rubrykach.

Masz ważną informację lub widzisz problem w Katowicach i okolicy? Napisz: [email protected] albo wyślij wiadomość na Facebooku Katowice Dziś.

Redaktor naczelny Katowice Dziś: Mateusz Cieślak.