NFZ tnie diagnostykę, pacjenci już to odczuwają. A to może być dopiero początek większego kryzysu.
9 kwietnia 2026Przesuwane rezonanse, wstrzymane zapisy na badania i coraz większy niepokój pacjentów to nie są już ostrzeżenia na wyrost. Skutki nowych zasad rozliczania diagnostyki przez NFZ są już widoczne. Problem jest jednak znacznie większy niż sama decyzja o ograniczeniu finansowania części badań. W tle jest wielomiliardowa luka w budżecie Funduszu, a eksperci alarmują, że możliwości łatwego ratowania systemu będą coraz mniejsze.
O problemach finansowych NFZ i politycznej burzy wokół nowych zasad pisaliśmy już na łamach “Katowice Dziś”. Dziś widać już wyraźnie, że sprawa nie kończy się na sporze o jedno zarządzenie prezesa Funduszu. Pacjenci zaczynają odczuwać skutki zmian, a szpitale i organizacje pacjenckie ostrzegają, że jeśli nie dojdzie do poważniejszej naprawy systemu, kolejki będą rosły, a dostęp do diagnostyki będzie coraz trudniejszy.
Pacjenci tracą terminy badań. Nowe zasady NFZ już działają
Od 1 kwietnia obowiązują nowe zasady rozliczania części badań diagnostycznych wykonanych ponad limit określony w kontrakcie z NFZ. Fundusz płaci teraz tylko 50 proc. stawki za rezonans magnetyczny i tomografię komputerową oraz 60 proc. za gastroskopię i kolonoskopię wykonane ponad zakontraktowany poziom.
Formalnie nie przywrócono limitów, ale w praktyce wiele placówek zaczęło działać tak, jakby limity wróciły. Dyrektorzy szpitali wiedzą bowiem, że jeśli będą wykonywać zbyt dużo badań ponad kontrakt, placówki wpadną w większe zadłużenie.
Najmocniej widać to na przykładzie szpitala w Puławach. Jak opisała Wirtualna Polska, tamtejsza pracownia rezonansu wykonywała wcześniej nawet 800–900 badań miesięcznie. Po zmianach liczba ta ma spaść do około 100. To oznacza, że co miesiąc z kolejki może wypadać kilkuset pacjentów.
To nie jest tylko problem jednego szpitala
Sygnały o pogarszającej się dostępności badań zaczęły napływać niemal od razu po wejściu w życie nowych zasad. Onkofundacja Alivia informowała już 3 kwietnia o wydłużających się terminach, braku nowych grafików i wstrzymywaniu zapisów w części placówek.
To szczególnie groźne dla osób, które dopiero są diagnozowane. NFZ podkreśla, że nowe zasady nie obejmują pacjentów z kartą DiLO, ale problem polega na tym, że wielu chorych trafia na szybką ścieżkę onkologiczną dopiero po wykonaniu tomografii, rezonansu czy endoskopii. Jeśli dostęp do tych badań będzie trudniejszy, część pacjentów utknie już na samym początku drogi do diagnozy.
Tu właśnie widać największy problem. Diagnostyka nie jest dodatkiem do leczenia. To od niej często zależy, czy choroba zostanie rozpoznana odpowiednio wcześnie i czy lekarze będą wiedzieli, co robić dalej.
Wotum nieufności było polityczną reakcją na decyzje NFZ
Nowe zasady rozliczania badań wywołały też polityczne skutki. Prawo i Sprawiedliwość ogłosiło zamiar złożenia wniosku o wotum nieufności wobec minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy (na ten temat pisaliśmy osobno – patrz: rubryka Aktualności na naszej WWW). Uzasadniając ten krok, politycy opozycji wskazywali, że ograniczanie dostępu do diagnostyki w czasie, gdy tak dużo mówi się o profilaktyce, uderza bezpośrednio w pacjentów.
Niezależnie od politycznych emocji jedno jest pewne: ten spór nie wziął się znikąd. Za ostrymi wypowiedziami stoi głęboki kryzys finansowy, który jest widoczny na poziomie codziennego funkcjonowania placówek i rejestracji.
Dziura w NFZ liczona jest już nie w milionach, ale w miliardach
Eksperci i media branżowe od dawna ostrzegają, że problemy NFZ nie są jednorazową zadyszką, ale mają charakter strukturalny. Szacunki dotyczące luki finansowej różnią się w zależności od źródła, ale wszystkie pokazują skalę problemu. Mowa o kwotach rzędu 23–26 mld zł.
To dlatego decyzja o ograniczeniu finansowania części nadwykonań w diagnostyce nie jest przez wielu obserwatorów traktowana jako odosobniony ruch, lecz jako początek szukania oszczędności tam, gdzie można je wprowadzić stosunkowo szybko.
Problem polega na tym, że oszczędności po stronie płatnika bardzo łatwo zamieniają się w koszty po stronie pacjenta. Jedni będą czekać dłużej, a ci, których będzie stać, zapłacą prywatnie. Jeszcze inni trafią do lekarza dopiero wtedy, gdy choroba będzie już bardziej zaawansowana. W efekcie ich leczenie będzie kosztować jeszcze więcej.
Rząd może mieć coraz mniej możliwości, by dosypywać pieniędzy
Do tej pory państwo mogło w ciągu roku ratować NFZ dodatkowymi pieniędzmi. Ekonomiści ostrzegają jednak, że takie działania będą coraz trudniejsze. W tle jest “stabilizująca reguła wydatkowa”, która ma mocniej spiąć wydatki Funduszu z całością finansów publicznych.
W praktyce oznacza to tyle, że coraz trudniej będzie po prostu dorzucać kolejne miliardy bez konsekwencji dla całego budżetu państwa. Jeśli pieniędzy na zdrowie ma być więcej, trzeba będzie je znaleźć kosztem innych wydatków albo zwiększyć dochody publiczne.
To zmienia sytuację zasadniczo. Dotąd można było jeszcze odkładać decyzje i łatać system kolejnymi transferami. Teraz eksperci coraz częściej mówią, że takie rozwiązanie przestaje wystarczać.
Czy da się uniknąć zapaści? Są pomysły, ale żaden nie jest łatwy
Na stole są już propozycje zmian, które miałyby poprawić sytuację finansową ochrony zdrowia. Jeden z takich projektów przygotowały PSL i Federacja Przedsiębiorców Polskich. Zakłada on jednocześnie zwiększenie dochodów systemu i ograniczenie tempa wzrostu kosztów.
Wśród pomysłów są między innymi: połączenie ubezpieczenia zdrowotnego z chorobowym, objęcie obowiązkowym chorobowym zleceniobiorców, większa kontrola kosztów po stronie NFZ, nowa ulga zdrowotna w PIT oraz zmiany w strukturze szpitali.
To jednak tylko część obrazu. Drugim wielkim tematem są wynagrodzenia w ochronie zdrowia. Koszty płac rosną bardzo szybko i to właśnie one są dziś jednym z najpoważniejszych obciążeń dla systemu. Może największym, skoro są tacy lekarze, którzy zarabiają nawet po 100 tys. zł miesięcznie. Propozycje spowolnienia tego wzrostu już się pojawiły, ale na razie nie udało się wypracować porozumienia.
Najgorsze może być dopiero przed nami
Dziś nie trzeba już pytać, czy pacjenci odczują skutki kryzysu finansowego NFZ. Część z nich już je odczuwa. Pytanie brzmi raczej, jak daleko to zajdzie i czy państwo zdecyduje się na poważną zmianę zasad finansowania ochrony zdrowia.
Jeśli nie, kolejne problemy będą pojawiały się nie w raportach i analizach, ale w codziennym życiu chorych. W odwołanych terminach, wstrzymanych zapisach i coraz dłuższych kolejkach do badań, od których często zależy wszystko.
Czytaj też: Więcej bieżących informacji i innych artykułów znajdziesz na stronie głównej Katowice Dziś, w zakładce Aktualności oraz pozostałych rubrykach.
Masz ważną informację lub widzisz problem w Katowicach i okolicy? Napisz: [email protected] albo wyślij wiadomość na Facebooku Katowice Dziś.
Redaktor naczelny Katowice Dziś: Mateusz Cieślak.
Fot. Katowice Dziś AI


