Awantura o referendum w Chorzowie. W tle prokuratura, zwolniona nauczycielka i urzędowe notatki.
8 kwietnia 2026Konflikt wokół odwołania prezydenta Chorzowa, Szymona Michałka, przybiera na sile. Inicjatorzy referendum zgłaszają sprawę do prokuratury, oskarżając włodarza o wywieranie nacisków na dyrekcję przedszkola w celu zwolnienia nauczycielki zaangażowanej w referendum. Ratusz stanowczo zaprzecza i publikuje służbowe notatki, z których wynika, że kobieta złamała prawo, prowadząc polityczną agitację w przedszkolu. Kto w tym sporze mówi prawdę?
Komitet referendalny: To próba zastraszenia
Zbiórka podpisów pod wnioskiem o odwołanie prezydenta Chorzowa trwa, ale w ostatnich dniach uwaga opinii publicznej skupiła się na jednym z miejskich przedszkoli. Bohaterką głośnego sporu stała się nauczycielka z 42-letnim stażem, pracująca z dziećmi w spektrum autyzmu. Kobieta jest członkinią komitetu referendalnego. Jak poinformowali jego przedstawiciele, pedagożka z dnia na dzień została odsunięta od pracy i wysłana na przymusowy urlop, co ma zakończyć się rozwiązaniem z nią umowy o pracę.
Inicjatorzy akcji referendalnej nie przebierają w słowach. Złożyli w prokuraturze zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Szymona Michałka, zarzucając mu przekroczenie uprawnień (art. 231 Kodeksu karnego). Twierdzą, że prezydent wymusił na dyrekcji placówki natychmiastowe pozbycie się niewygodnej pracownicy, dając jej ultimatum: zwolnienie dyscyplinarne albo odejście za porozumieniem stron. Sama nauczycielka podczas briefingu prasowego stanowczo zaprzeczyła, jakoby zbierała podpisy w godzinach pracy i zaniedbywała podopiecznych. Jak tłumaczyła, o referendum rozmawiała jedynie prywatnie, a jej zawieszenie uważa za krzywdzące i pozbawione dowodów.
Prezydent odpowiada: Prawo obowiązuje wszystkich
Szymon Michałek nie zostawił tych oskarżeń bez odpowiedzi. Zwołał własną konferencję, na której kategorycznie odrzucił zarzuty o stosowanie politycznych represji. Prezydent tłumaczy, że powodem interwencji nie były prywatne poglądy nauczycielki, lecz twarde przepisy. Zgodnie z prawem oświatowym i ustawą o referendum lokalnym, prowadzenie jakiejkolwiek agitacji oraz zbiórki podpisów na terenie placówek edukacyjnych jest bezwzględnie zakazane.
Jak relacjonuje włodarz, do urzędu wpłynęło zgłoszenie o łamaniu tego zakazu, co wymusiło oficjalną reakcję. Prezydent poprosił dyrekcję przedszkola o wyjaśnienie sytuacji podczas spotkania z udziałem wiceprezydenta do spraw oświaty oraz dyrektora wydziału edukacji. Sprawa ostatecznie trafiła do Komisji Dyscyplinarnej dla Nauczycieli przy Wojewodzie i to ten organ zadecyduje o ewentualnym ukaraniu kobiety. Prezydent zaznacza przy tym, że szanuje zasady demokracji i prawo do krytyki, ale wymaga przestrzegania podstawowych reguł, zwłaszcza w miejscu pracy z dziećmi o specjalnych potrzebach. Michałek sugeruje jednocześnie, że sama inicjatywa referendalna nie jest ruchem oddolnym, lecz akcją inspirowaną przez miejscowych polityków.
Służbowe notatki rzucają nowe światło na sprawę
Z uwagą przeczytaliśmy dokumenty odnoszące się do zarzutów wobec nauczycielki. Urząd Miasta udostępnił służbowe notatki sporządzone przez dyrektorkę przedszkola po spotkaniach z władzami miasta i samą zainteresowaną. Ich treść warto przeanalizować i zestawić z narracją komitetu referendalnego.
W dokumencie datowanym na 25 marca czytamy: „20 marca zostałam pilnie wezwana do prezydenta, w spotkaniu uczestniczył prezydent pan Szymon Michałek, zastępca prezydenta pan Marek Akciński oraz dyrektor WE pani Beata Kabza. Na spotkaniu przekazano mi, że świadek (pracownik przedszkola) powiadomił władze miasta o niepokojących działaniach na terenie placówki podjętych przez panią (tu pada nazwisko – przyp. red.)”.
Dyrektorka relacjonuje dalej, że została poinformowana o nielegalności takich działań i poproszona o przeprowadzenie rozmowy dyscyplinującej. Przełomowy wydaje się jednak zapis odnoszący się do spotkania z pracownikami z 23 marca. Zgodnie z notatką, podczas tej rozmowy, obwiniana nauczycielka miała sama przyznać się do stawianych jej zarzutów.
W drugiej notatce, opisującej propozycje rozwiązania sytuacji (urlop i rozwiązanie umowy za porozumieniem stron lub postępowanie dyscyplinarne), znajduje się bezpośrednie odniesienie do tłumaczeń pedagog: „Pani (tu jej nazwisko) oznajmiła, że była nieświadoma konsekwencji, uważa, że nic złego nie zrobiła. Poinformowała mnie również o tym, że zebrała tylko trzy podpisy, a dwóm pracownikom wręczyła list do domu, bo jak mówiła »chcą się z tym zapoznać«”.
Referendum, emocje i polityczna kalkulacja
Sprawa przedszkolnej nauczycielki stała się w Chorzowie politycznym paliwem najwyższej oktanowej liczby. Obie strony sporu idą na zwarcie. Komitet wykorzystuje sytuację, by pokazać lokalną władzę jako mściwą i oderwaną od ludzi. Wśród zarzutów wymienia się: zamkniętą estakadę, zaniedbywanie codziennych potrzeb mieszkańców i forsowanie budowy stadionu ponad możliwości finansowe miasta.. Z kolei Ratusz próbuje udowodnić, że referendyści w pogoni za podpisami nie cofają się przed łamaniem prawa (zbieranie podpisów w przedszkolu), a z popełnionego błędu robią medialne show.
O tym, która narracja skuteczniej trafi do wyobraźni chorzowian, dowiemy się niebawem. Czas na zebranie podpisów mija. Ostatecznym weryfikatorem nastrojów w mieście będzie frekwencja przy urnach – o ile do referendum dojdzie.
Czytaj też: Więcej bieżących informacji i innych artykułów znajdziesz na stronie głównej Katowice Dziś, w zakładce Aktualności oraz pozostałych rubrykach.
Masz ważną informację lub widzisz problem w Katowicach i okolicy? Napisz: [email protected] albo wyślij wiadomość na Facebooku Katowice Dziś.
Redaktor naczelny Katowice Dziś: Mateusz Cieślak.



