Cały świat w czterech ścianach. Mirella chce nadal żyć w zamknięciu.
6 kwietnia 2026Ta sprawa poruszyła ludzi w całej Polsce, bo trudno pogodzić się z myślą, że człowiek może zniknąć na 27 lat, nie wyjeżdżając nigdzie i nie opuszczając mieszkania. Teraz historia Mirelli ze Świętochłowic wraca z nową siłą, bo w Chorzowie ruszył proces, który ma zdecydować o jej dalszym losie.
Sąd ma zdecydować, czy Mirella trafi do domu pomocy społecznej
Mirella ze Świętochłowic po raz pierwszy przemówiła przed sądem. Po 27 latach w zamknięciu mówi tylko jedno: chce zostać w domu
Przed Sądem Rejonowym w Chorzowie kilka dni temu rozpoczęło się postępowanie o przymusowe umieszczenie Mirelli w domu pomocy społecznej. Na rozprawę przyszła z ojcem. To właśnie wtedy po raz pierwszy dziennikarze mogli usłyszeć jej głos. Mirella powiedziała krótko: chce zostać w domu, czuje się tam dobrze i nie dzieje jej się tam krzywda.
Sprawa toczy się za zamkniętymi drzwiami. Sąd wyłączył jawność ze względu na dobro kobiety oraz informacje dotyczące jej zdrowia i życia prywatnego.
Mirella nie chce wyjść z domu, ale prokuratura i pomoc społeczna mają inne stanowisko
W lutym wniosek do sądu o wydanie wyroku w tej sprawie złożyły Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Świętochłowicach i Prokuratura Rejonowa w Chorzowie. Obie instytucje uznały, że Mirella wymaga takiego wsparcia w codziennym życiu, którego nie da się zapewnić w mieszkaniu, a pozostawienie jej tam może oznaczać zagrożenie dla zdrowia, a nawet życia.
I tu zaczyna się najtrudniejsza część tej historii. Bo z jednej strony są dokumenty, wyniki badań, opinie, procedury i instytucje, które twierdzą, że trzeba działać dla dobra tej kobiety. Z drugiej jest ta właśnie kobieta, która po latach życia w całkowitym odcięciu od świata nie chce zmiany i mówi jasno, że pragnie zostać tam, gdzie jest.
Sąd ma twardy orzech do zgryzienia. Wniosek o DPS bez zgody osoby, której to dotyczy oznacza przecież ingerencję w jej wolność osobistą, co wprost podkreślał prokurator obecny przy sprawie. Co ważniejsze? Wola kobiety czy jej bezpieczeństwo zdrowotne? Wyrok w tej sprawie na pewno nie będzie prosty.
27 lat za drzwiami mieszkania w Świętochłowicach
O Mirelli świat usłyszał 29 lipca 2025 roku. To wtedy z mieszkania w centrum Świętochłowic, w obecności policji, wyszła kobieta, której sąsiedzi nie widzieli od 27 lat. Wielu z nich było przekonanych, że jako nastolatka zaginęła albo wyjechała.
Policja pojawiła się na miejscu po zgłoszeniu awantury dochodzącej z mieszkania. Mirella miała wówczas problemy z poruszaniem się i obrzęki nóg. Trafiła do szpitala, a po dwóch miesiącach wróciła do mieszkania rodziców.
Kilkadziesiąt lat odcięcia od świata w centrum ludnej aglomeracji. To właśnie sprawiło, że historia ze Świętochłowic przestała być lokalną sprawą. Nagle cała Polska zobaczyła dorosłą kobietę, która przez niemal trzy dekady żyła poza zwykłym rytmem świata, poza szkołą, pracą, urzędami, codziennym ruchem ulicy i zwykłymi kontaktami z ludźmi. Jak w więzieniu czy też jak w celi klasztornej. Czy dobrowolnie? Sąd będzie musiał to ocenić.
Śledztwo trwa, ale zarzutów nadal nie ma
Bada to prokuratura. Prowadzi śledztwo równolegle do procesu. Ma wyjaśnić, dlaczego Mirella przez 27 lat nie opuszczała domu. Badane są między innymi wątki ewentualnego pozbawienia wolności, znęcania się, narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz nieudzielenia pomocy. Jak dotąd nikomu nie przedstawiono zarzutów.
choć dziś wiadomo o losie dziewczyny, a następnie kobiety przez dziesiątki lat żyjącej w zamknięciu, to wciąż nie ma jasnej odpowiedzi na pytanie, jak mogło do tego dojść. Jak to możliwe, że dziecko zniknęło z pola widzenia państwa, instytucji takich jak szkoła czy MOPS? To wydaje się niemożliwe, a jednak do tego doszło.
Ta sprawa boli nie dlatego, że jest głośna, ale dlatego, że jest prawdziwa
W tej historii nie wolno szukać prostych ocen i stawiać nieprzemyślanych zarzutów. Życie Mirelli nie mieści się w prostych formułach. Dziś ważne jest nie tylko to, co wydarzyło się, gdy dziewczyna przestała wychodzić z mieszkania. Równie ważne jest to, co zrobić teraz, kiedy kobieta przywykła do życia za zamkniętymi drzwiami i nie chce z niego rezygnować.
I równie ważne jest to, jak sprawić, by instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo i los dzieci oraz młodych ludzi, działały właściwie. By interweniowały, gdy trzeba, sprawdzały czy dzieciom nie dzieje się krzywda. Pamiętamy sprawę Kamilka, którego zakatowali najbliżsi. Tam zawiodły instytucje publiczne. Zawiodło państwo.
Czytaj też: Więcej bieżących informacji i innych artykułów znajdziesz na stronie głównej Katowice Dziś, w zakładce Aktualności oraz pozostałych rubrykach.
Masz ważną informację lub widzisz problem w Katowicach i okolicy? Napisz: [email protected] albo wyślij wiadomość na Facebooku Katowice Dziś.
Redaktor naczelny Katowice Dziś: Mateusz Cieślak.



