Trzy razy na łopatkach, trzy razy zmartwychwstanie. GKS postawił się mistrzom, szalony remis w Poznaniu.
12 kwietnia 2026 Wyłączono przez Redakcja Katowice DziśTo był jeden z tych meczów, dla których kocha się piłkę nożną! Ponad 35 tysięcy kibiców przy Bułgarskiej przecierało oczy ze zdumienia, bo GieKSa postawiła Lechowi arcytrudne warunki. Katowiczanie, po wyniszczającym półfinale Pucharu Polski, nie przyjechali do Poznania murować bramki. Trzy razy obejmowali prowadzenie, ale walczący o obronę tytułu Lech za każdym razem potrafił odpowiedzieć. Po piłkarskim rollercoasterze padł remis 3:3.
Kiedy sędzia Damian Sylwestrzak gwizdnął po raz pierwszy, nikt nie spodziewał się, że będziemy świadkami aż sześciu bramek. GKS przyjechał do Wielkopolski po maratonie z Rakowem Częstochowa (odpadnięcie z Pucharu Polski po rzutach karnych). Zmęczenia jednak nie było widać. Ekipa Rafała Góraka od pierwszych minut wyszła wysoko, grając z mistrzem Polski bez kompleksów.
GieKSa zaskakuje mistrza
Gospodarze, chcąc wykorzystać potknięcia Jagiellonii i Górnika Zabrze, liczyli na łatwe zwycięstwo, ale szybko zostali sprowadzeni na ziemię. Pierwsze ostrzeżenie dla Lecha przyszło po strzale głową Ilji Szkurina, który przeniósł piłkę tuż nad poprzeczką. Co się jednak odwlecze…
W 38. minucie katowiczanie dopięli swego. Kapitalnie z prawej strony dośrodkował Alan Czerwiński (były piłkarz Lecha), a w polu karnym najwyżej wyskoczył Eman Marković. Norweg potężnym uderzeniem głową pokonał Bartosza Mrozka. Gola okupił rozciętą skórą na głowie, ale najważniejsze dla kibiców ze Śląska było to, że GKS do przerwy niespodziewanie, acz zasłużenie, prowadził 1:0.
Samobój, akcja marzenie i zrywy Lecha
Druga połowa to już czyste, piłkarskie szaleństwo. Gospodarze ruszyli do odrabiania strat i dopięli swego błyskawicznie, choć przy sporym uśmiechu fortuny. W 48. minucie dośrodkowywał Pablo Rodriguez, a kapitan GieKSy, Arkadiusz Jędrych, tak niefortunnie interweniował, że odbił piłkę brzuchem prosto do własnej bramki.
Zamiast jednak pójść za ciosem, Kolejorz chwilę później znów dostał obuchem w głowę. W 60. minucie GKS przeprowadził „akcję marzenie”. Bartosz Nowak i Marković zagrali szybkimi, krótkimi podaniami z pierwszej piłki, po czym wypuścili Szkurina. Białorusin wpadł w pole karne i pewnym strzałem pokonał Mrozka (swoją drogą byłego bramkarza katowickiego klubu). Było 2:1 dla gości!
Trener Lecha, Niels Frederiksen, zareagował błyskawicznie. Wpuścił na murawę trzy świeże strzelby: Luisa Palmę, Daniela Hakansa i Yannicka Agnero. I to był strzał w dziesiątkę. W 70. minucie Hakans huknął lewą nogą nie do obrony – na tablicy wyników znów widniał remis.
Końcówka godna finału
Myślicie, że to koniec? Skądże! W 78. minucie w polu karnym Lecha znów zagotowało się jak w ulu. Erik Jirka oddał mocny strzał, bramkarz wybił piłkę przed siebie, ale tam najszybciej znalazł się niezawodny tego popołudnia Marković i potężną dobitką dał GKS-owi trzecie prowadzenie w tym meczu!
Z radości kibice ze Śląska nie zdążyli jednak dobrze usiąść. Minutę później na trybunach w Poznaniu wybuchła euforia. Kapitalną akcją indywidualną popisał się Ali Gholizadeh, a piłkę do siatki posłał Luis Palma, bohater z ławki rezerwowych.
W doliczonych przez arbitra ośmiu minutach Lech rzucił wszystkie siły do ataku. Zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki, ale bramkarz GKS-u, Rafał Strączek, wyciągał piłki niemożliwe, ratując remis dla gości.
Kolejorz zdobył jeden punkt, GKS wywiózł cenne oczko z jaskini lwa. Mecz w Poznaniu to świetny prognostyk dla kibiców GieKSy – ta drużyna potrafi walczyć z każdym do ostatniej sekundy.
Czytaj też: Więcej bieżących informacji i innych artykułów znajdziesz na stronie głównej Katowice Dziś, w zakładce Aktualności oraz pozostałych rubrykach.
Masz ważną informację lub widzisz problem w Katowicach i okolicy? Napisz: [email protected] albo wyślij wiadomość na Facebooku Katowice Dziś.
Redaktor naczelny Katowice Dziś: Mateusz Cieślak.


