Katowickie lotnisko ważnym punktem na mapie ewakuacji Polaków z Bliskiego Wschodu. Gdy jedni stamtąd uciekają, inni tam chcą lecieć.
5 marca 2026Lotnisko Katowice-Pyrzowice stało się w pierwszych dniach marca 2026 r. jednym z kluczowych miejsc powrotu Polaków, którzy utknęli w rejonie Zatoki Perskiej (i w Azji) po zamknięciu przestrzeni powietrznej na Bliskim Wschodzie. Do kraju wracali m.in. turyści z Omanu i Indii, a rząd uruchomił wojskową operację ewakuacyjną dla osób w najtrudniejszej sytuacji, w tym wymagających pomocy medycznej. Jednocześnie branża lotnicza informowała, że mimo alarmujących doniesień część turystycznych czarterów do Omanu wciąż była realizowana.
Ewakuacja i „przymusowe wakacje”. Dwa przyloty do Pyrzowic w jeden dzień
W środę 4 marca 2026 r. w Katowice Airport lądował kolejny samolot z pasażerami, którzy przez eskalację napięcia w regionie musieli zostać na Bliskim Wschodzie dłużej, niż planowali. Z Salali w Omanie przyleciało blisko 190 osób, klientów biura podróży. W relacjach po przylocie powtarzał się jeden wątek: na miejscu nie czuli bezpośredniego zagrożenia, ale najbardziej męczyła niepewność, stres i ciągłe przekładanie lotów.
Tego samego dnia wcześniej do Pyrzowic dotarła też grupa wracająca z Goa w Indiach. Lot, który miał zakończyć urlop w niedzielę, przeciągnął się o kilka dni, bo w pierwotnym planie przewidziano międzylądowanie na tankowanie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, a to okazało się niemożliwe. Trasa została zmieniona, a część turystów żartowała, że „najgorszym problemem” była obawa o to, czy wystarczy urlopu w pracy.
Katowice-Pyrzowice na mapie kryzysu. Dlaczego to właśnie tutaj?
W praktyce Pyrzowice stały się jednym z pierwszych dużych „punktów powrotu” dla czarterów, które utknęły w regionie albo musiały zmienić trasę. Dla tysięcy rodzin lotnisko w Katowicach okazało się najbliższą bramą do domu. To też symboliczny obraz tej historii: konflikt rozgrywa się tysiące kilometrów stąd, a jego skutki widać w hali przylotów w Pyrzowicach.
Niestety innym symbolem są pylony na stacjach paliw – już to odczuliśmy, gdy podczas tankowania na pylonie cena skoczyła w górę. Pani w kasie wyjaśniła jednak, że cena zmieniła się już po rozpoczęciu przez nas tankowania. Jeszcze płacimy “po staremu”, ale ci za nami już nie.
Rządowa operacja ewakuacyjna. Wojsko rusza po Polaków, priorytetem pacjenci
Po eskalacji kryzysu rząd ogłosił uruchomienie wojskowych samolotów do organizacji ewakuacji. W przekazach publicznych podkreślano, że w pierwszym rzędzie ewakuowane mają być osoby wymagające pomocy medycznej, na przykład z powodu przewlekłych chorób.
Równolegle działa uruchomiona przez MSZ infolinia dla osób, które utknęły w regionie. Resort informował, że numer jest dostępny od 8.00 do 22.00 czasu polskiego, a dodatkowa infolinia została uruchomiona 1 marca, gdy połączenia z placówkami konsularnymi stały się dla wielu osób kluczowe.
Ilu Polaków jest w rejonie konfliktu? Odyseusz pokazuje jedno, rzeczywistość może być większa
Ilu obywateli faktycznie potrzebuje pomocy? Z jednej strony w komunikatach pojawia się liczba zarejestrowanych w systemie Odyseusz – w przypadku Zjednoczonych Emiratów Arabskich mówi się o około 10 tysiącach osób.
Z drugiej strony w wypowiedziach przedstawicieli rządu przewija się teza, że samych Polaków w ZEA może być „kilkanaście tysięcy” (wiceminister MSWiA). To nie musi być sprzeczność w sensie matematycznym, tylko różnica między rejestracją a stanem faktycznym: Odyseusz obejmuje tych, którzy się zgłosili, a część osób nigdy tego nie robi. W dodatku MSZ w oficjalnym stanowisku mówił o „dziesiątkach tysięcy” obywateli RP przebywających w regionie, co pokazuje skalę wyzwania.
„Nie podróżuj”, a bilety w sprzedaży. Gdy rozsądek przegrywa z wakacyjnym planem
MSZ ostrzega przed podróżami do wielu krajów regionu, a mimo to rynek turystyczny potrafi działać według własnej logiki: ktoś zapłacił, ktoś chce lecieć, ktoś liczy, że „jakoś to będzie”. Tu pojawia się Oman, czyli kraj, który na tle innych krajów Zatoki Perskiej pozostawał wyjątkiem – z otwartą przestrzenią powietrzną i działającymi lotniskami w Maskacie i Salali.
Branżowy portal lotniczy informował, że gdy regularne linie ograniczały operacje na Bliski Wschód, czartery – na zlecenie biur podróży – wciąż były realizowane do Omanu, w tym z Katowic i Warszawy. Jednocześnie w tej samej publikacji pojawiła się aktualizacja o incydentach z dronami w rejonie Salali i czasowym zamknięciu lotniska, co brzmi jak najlepsza odpowiedź na pytanie, dlaczego w takich okolicznościach plan „lecę, bo mam wykupione” bywa skrajnie ryzykowny.
To zderzenie dwóch postaw – tych, którzy chcą jak najszybciej wrócić do Polski, i tych, którzy nadal chcą tam lecieć – pokazuje, że odległa wojna i kryzys potrafią być dla części osób „abstrakcją”. Do chwili, gdy nagle zamyka się niebo, a powrót zależy nie od planu urlopu, tylko od decyzji państw, przewoźników i odrobiny szczęścia.
Czytaj też: Więcej bieżących informacji i innych artykułów znajdziesz na stronie głównej Katowice Dziś, w zakładce Aktualności oraz pozostałych rubrykach.
Masz ważną informację lub widzisz problem w Katowicach i okolicy? Napisz: [email protected] albo wyślij wiadomość na Facebooku Katowice Dziś.
Redaktor naczelny Katowice Dziś: Mateusz Cieślak.
Fot. Pixabay



