W Gliwicach śmieci miały lecieć z kranu. Nie wierzycie? To przeczytajcie.
19 marca 2026W Gliwicach nie będzie na razie zmiany sposobu naliczania opłat za odpady. Choć władze miasta przekonywały, że konsultacje społeczne wskazały kierunek odejścia od systemu „od powierzchni” i przejścia na model oparty na zużyciu wody, Rada Miasta nie zostawiła na tej propozycji suchej nitki. Za projektem uchwały nie zagłosował nikt. Przeciw było 21 radnych, a 4 osoby wstrzymały się od głosu.
To miała być rewolucja. Nie taka z barykadami, raczej z wodomierzem w roli głównej. W Gliwicach próbowano zmienić sposób naliczania opłat za odpady i powiązać go ze zużyciem wody, ale polityczno-śmieciowa nowinka rozbiła się o mur sprzeciwu radnych.
Opłaty za odpady w Gliwicach. Miała być zmiana po konsultacjach społecznych
Nowa (jeszcze podówczas) prezydentka Gliwic Katarzyna Kuczyńska-Budka zapowiadała, że w sprawie opłat za śmieci zdecydują mieszkańcy. Jak deklarowała, konsultacje społeczne miały pokazać, która z metod naliczania opłat będzie w mieście najlepsza.
I rzeczywiście, konsultacje przeprowadzono. Odbywały się od 4 marca do 17 czerwca 2025 roku. Organizowało je stowarzyszenie Bona Fides. Były spotkania w dzielnicach, ankieta internetowa, dyżury telefoniczne ekspertów, a nawet kalkulator, dzięki któremu można było sprawdzić, jak wyglądałyby rachunki w różnych wariantach. Mieszkańcy mogli porównać cztery metody: od osoby, od zużycia wody, od powierzchni i od gospodarstwa domowego.
Na biurko prezydentki trafił potem raport z konsultacji. Z tego dokumentu miało wynikać, że gliwiczanie chcą odejścia od obecnego systemu naliczania opłat „od powierzchni”, a największe poparcie zyskały metody „od zużycia wody” i „od osoby”.
Śmieci od wody? W Gliwicach miało to działać właśnie tak
Jak tłumaczono, obecny system jest niesprawiedliwy, bo nie oddaje rzeczywistej ilości wytwarzanych odpadów. Chodziło zwłaszcza o sytuacje, w których samotna osoba mieszka w dużym lokalu i płaci więcej tylko dlatego, że ma większy metraż, choć śmieci produkuje niewiele.
Problem w tym, że proponowane lekarstwo wielu mieszkańcom wydało się co najmniej osobliwe. Bo jeśli opłata za odpady miałaby zależeć od zużycia wody, to łatwo dojść do wniosku, że śmieci rzeczywiście zaczęłyby w Gliwicach lecieć z kranu.
Wyobraźmy sobie dwa mieszkania pod jednym dachem. W jednym mieszka czyścioch, w drugim brudas. Czyścioch kąpie się dwa razy dziennie, pierze, zmywa i dba o higienę. Brudas kąpie się dwa razy do roku. Zaś wodę oszczędza z takim zapałem, że aż przykro pytać, jakim kosztem.
W nowym systemie to czyścioch mógłby płacić więcej za śmieci. Nie dlatego, że produkuje ich więcej, tylko dlatego, że zużywa więcej wody. Logika tej operacji dla wielu mieszkańców była, delikatnie mówiąc, dyskusyjna.
Gliwice: urząd przekonywał, że to odpowiedź na głos mieszkańców
W opublikowanej 11 lutego 2026 roku informacji Urząd Miasta Gliwice przekonywał, że propozycja przejścia na system oparty na zużyciu wody jest odpowiedzią na oczekiwania mieszkańców wyrażone podczas konsultacji społecznych. Podkreślano też, że to radni zdecydują, czy nowe zasady wejdą w życie od 2027 roku.
Podlegający prezydentce Kuczyńskiej-Budce magistrat przypominał przy tym, że już wcześniej zaczęło porządkować system gospodarki odpadami. Wprowadzono karty PSZOK z kodami QR, odbiór tekstyliów w miejscu zamieszkania i nielimitowany odbiór bioodpadów. Wszystko po to, by lepiej oszacować koszty systemu przed ewentualnym wdrożeniem nowej metody naliczania opłat.
Na początku marca radna Anna Gołębiowska informowała w mediach społecznościowych, że projekt wynika właśnie z konsultacji społecznych i że nowe zasady miałyby obowiązywać od 1 stycznia 2027 roku. Zwróciliśmy uwagę na ten komentarz już jakiś czas temu. Teraz do niego wracamy ze względu na komentarze mieszkańców.
Komentarze mieszkańców o opłatach za śmieci w Gliwicach. Entuzjazmu nie było
Pod wpisami dotyczącymi tej zmiany szybko pojawiły się komentarze, z których wynikało, że między oficjalnym przekazem a społecznymi nastrojami może być “pewna” różnica. Różnica, delikatnie mówiąc, dość drastyczna.
Jedni zwracali uwagę, że konsultowano rozwiązanie, ale nadal nie podano konkretnej stawki, która miałaby spiąć cały system. Inni pisali, że przy rozliczaniu według zużycia wody czekałaby ich podwyżka sięgająca nawet około stu procent. Padały też argumenty, że woda zużywana do podlewania ogrodu, pojenia zwierząt czy zwykłej codziennej higieny nie ma przecież prostego związku z ilością wytwarzanych śmieci.
Były również bardziej rozbudowane wyliczenia. Jeden z mieszkańców wskazywał, że przy stawce 12 zł za metr sześcienny wody czteroosobowa rodzina zużywająca 16 metrów sześciennych miesięcznie mogłaby zapłacić około 190 zł zamiast obecnych 75 zł. Inni podnosili, że system wodny byłby nie tylko kosztowny, ale też wyjątkowo skomplikowany administracyjnie dla urzędu, wspólnot i zarządców.
Nie brakowało też prostych, celnych opinii. Że skoro inne gminy rozliczają śmieci od osoby, to po co w Gliwicach wynajdywać kolejny model. Albo że można zgodzić się na wyższą opłatę, ale za własne śmieci, a nie za cudze rachunki uśrednione według wodomierza głównego.
Głosowanie w Gliwicach. Rada Miasta nie poparła projektu ani jednym głosem
I wreszcie przyszedł dzień, w którym teoria zderzyła się z praktyką, a dokładniej z tablicą do głosowania podczas sesji Rady Miasta.
Radni głosowali nad projektem uchwały w sprawie wyboru metody ustalenia opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi. Efekt był dla pomysłodawców bolesny. Za projektem nie zagłosował nikt. Zero głosów poparcia. Przeciw było 21 radnych, a 4 osoby się wstrzymały. Frekwencja wyniosła 100 procent, więc nikt nie może powiedzieć, że czegoś nie zauważył albo akurat wyszedł po kawę.
Co więcej, wśród głosujących przeciw była także Anna Gołębiowska, która jeszcze na początku marca publicznie przedstawiała tę metodę w korzystnym świetle.
Zmiana opłat za odpady w Gliwicach nie weszła w życie. I co dalej?
Na razie więc w Gliwicach rewolucji nie będzie. System opłat za odpady pozostaje bez zmian, a pomysł, który miał być odpowiedzią na głos mieszkańców, zakończył żywot w wyjątkowo nieefektowny sposób.
Cała sprawa pokazuje jednak coś jeszcze. Owszem, mieszkańcy krytykowali obecny system naliczania opłat od powierzchni. Ale to wcale nie oznaczało automatycznie zgody na każdą alternatywę. Zwłaszcza taką, w której zużycie wody zaczyna być traktowane niemal jak miara ilości wyrzucanych śmieci.
Wyszło więc na to, że w Gliwicach śmieci z kranu jednak nie polecą. Przynajmniej na razie.
I chyba coś jest w uwagach, że o opłacie za śmieci nie powinno decydować to czy się podlewa ogródek. W końcu w ogródku rosną kwiaty. A kwiaty to nie śmieci.
Czytaj też: Więcej bieżących informacji i innych artykułów znajdziesz na stronie głównej Katowice Dziś, w zakładce Aktualności oraz pozostałych rubrykach.
Masz ważną informację lub widzisz problem w Katowicach i okolicy? Napisz: [email protected] albo wyślij wiadomość na Facebooku Katowice Dziś.
Redaktor naczelny Katowice Dziś: Mateusz Cieślak.
Fot. Katowice Dziś AI


