W cieniu wojny toczącej się na Bliskim Wschodzie minęła kolejna rocznica rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Wydarzenia, które zmieniło Polskę, Śląsk, Katowice, wszystko.
1 marca 2026Cztery lata po 24 lutego 2022 r. wojna w Ukrainie nadal jest odczuwalna w Polsce: w szkołach, na rynku pracy, w mieszkalnictwie, w polityce i w rozmowach przy stole. Pod koniec grudnia 2025 r. w Polsce ochroną tymczasową objętych było 969 240 osób – to wciąż jedna z największych grup w UE. W Katowicach początkowa fala ucieczki szybko zamieniła się w obecność sąsiadów i współpracowników: w 2024 r. w mieście wykazywano 11 232 obywateli Ukrainy objętych ochroną tymczasową, a w samym 2022 r. wydano w Katowicach 10 903 numery PESEL osobom, które uciekły przed wojną.
Czwarta rocznica rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Jak wojna zmieniła Polskę, Śląsk i Katowice.
24 lutego 2022: dzień, gdy granica przestała być linią na mapie
Pierwsze tygodnie po inwazji były naszym niesamowitym doświadczeniem zbiorowym, rzadkim w spokojnych czasach. Państwo dało “ciała”, ale na wysokości zadania stanęło polskie nadawało społeczeństwo: prywatne samochody na granicy, wolne pokoje, dary, spontaniczne punkty pomocy, zbiórki prowadzone oddolnie. To był moment, w którym „uchodźca” nie był kategorią z urzędowego formularza, tylko konkretną osobą: matką z dzieckiem, starszym człowiekiem, studentką, kimś, kto jeszcze wczoraj miał dom, a dziś miał jedną torbę.
Mimo rzeki uchodźców nie było konieczności organizowania obozów uchodźców, jakie widywaliśmy w realcjach z miejsc konfliktów zbrojnych w innych częściach świata. Cały świat podziwiał Polaków.
Wojna w Ukrainie przyszła do Polski nagle i zmieniła naszą jako codzienność. Najpierw była widoczna w dworcowych halach i kolejkach do urzędów, a potem – już ciszej – w przedszkolach, przychodniach, na budowach, w magazynach, biurach, restauracjach i na osiedlowych placach zabaw.
Ilu Ukraińców zostało w Polsce: liczby, które nie są tylko statystyką
W debacie publicznej często miesza się kilka porządków: ilu ludzi „wjechało”, ilu „przebywa”, ilu „jest zarejestrowanych”, ilu „pracuje”. Te wskaźniki nie muszą się pokrywać, bo część osób przemieszcza się między krajami, część zmienia status pobytu, część nie figuruje w tym samym rejestrze.
Jedno jest jednak pewne: skala pozostaje ogromna. Eurostat podał, że na 31 grudnia 2025 r. ochroną tymczasową w Polsce objętych było 969 240 osób, co lokowało nas na drugim miejscu w UE (po Niemczech). Urząd do Spraw Cudzoziemców informował z kolei, że w lutym 2025 r. z ochrony czasowej korzystało „prawie 1 mln” obywateli Ukrainy, a łącznie ważne dokumenty pobytowe posiadało 1,55 mln osób.
Te liczby tłumaczą, dlaczego ta wojna to nasz codzienny problem. Nie tylko ze względu na konieczność zbrojenia armii i na rozmaite zagrożenia ze strony mocarstwa, które przez setki lat dążyło do zniszczenia Polski. Konflikt na Ukrainie w Polsce ma wpływ na demografię, rynek pracy i system usług publicznych. A nawet na budżet państwa.
Katowice i Śląsk: od kolejek po PESEL do nowej codzienności
W Katowicach wiosną 2022 r. widać było tę zmianę jak na dłoni. Miasto informowało, że od 16 marca 2022 r. wydano 10 903 numery PESEL uchodźcom z Ukrainy, a rekordowego dnia urzędnicy przyjęli 635 wniosków. W tym samym komunikacie wskazywano także – na podstawie danych z urządzeń mobilnych i rejestru PESEL – że w mieście przebywa „ponad 96 tys. Ukraińców”, w tym prawie 19 tys. dzieci. To ważne rozróżnienie: ta liczba obejmowała szerzej rozumianą obecność obywateli Ukrainy – nie tylko osoby w klasycznym rozumieniu „uchodźców”.
Dziś obraz jest inny, bardziej stabilny i mniej widowiskowy. Dane zestawiane dla województwa śląskiego pokazują, że w samych Katowicach liczba obywateli Ukrainy objętych ochroną tymczasową wynosiła 10 283 w 2022 r., 11 119 w 2023 r. i 11 232 w 2024 r. To już nie fala, tylko utrwalona obecność.
W tym samym zestawieniu widać też, jak zmienia się struktura tej obecności: liczba dzieci uchodźczych w wieku szkolnym w Katowicach spadła z 3240 (2022) do 2531 (2024). To może oznaczać różne rzeczy naraz: część rodzin wróciła, część przeniosła się dalej, część dzieci trafiła do innych form edukacji lub zmieniła miejsce pobytu. Każdy z tych scenariuszy ma inne konsekwencje dla miasta – i dla samych rodzin.
„Słychać inny język”: widoczny znak, ale nie cała historia
To prawda, że w Katowicach i w całej aglomeracji częściej niż kiedyś słychać ukraiński – albo także rosyjski w jego ukraińskiej odmianie. To dowód na zmiany w mieście – nowi mieszkańcy, nowe grupy znajomych, nowi klienci w usługach, nowe potrzeby w edukacji i zdrowiu. To się przekłada na zwykłe, codzienne sprawy – wynajem mieszkania, przedszkole, szkołę.
Jeśli coś widać „na pierwszy rzut oka”, to głównie to, że część ludzi, którzy przyjechali w panice, dziś żyje już normalnie. Rodziny wynajęły mieszkania. ludzie mają pracę.
Rynek pracy: od „pomocy” do współodpowiedzialności za gospodarkę
Największa zmiana zaszła tam, gdzie statystyka jest brutalnie konkretna: w zatrudnieniu i składkach. GUS podał, że według stanu na 31 sierpnia 2025 r. w Polsce pracowało 739,4 tys. obywateli Ukrainy, stanowiąc 67% wszystkich cudzoziemców wykonujących pracę w kraju. Z kolei raport Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wskazywał, że na koniec czerwca 2025 r. w ZUS było ubezpieczonych 818 tys. obywateli Ukrainy.
To nie są już „uchodźcy”. To pracownicy, którzy zapełniają luki kadrowe, stabilizują część branż i – co niektórzy politycy świadomie pomijają – dokładają się do systemu, z którego korzystamy wszyscy.
Do tego dochodzi przedsiębiorczość. Polski Instytut Ekonomiczny podawał, że w 2025 r. obywatele Ukrainy założyli w Polsce 31,4 tys. jednoosobowych działalności gospodarczych (JDG), co stanowiło 12% wszystkich nowych JDG w kraju. Ten fakt trudno pogodzić z uproszczonym obrazem – „przyjechali po świadczenia”. Część osób oczywiście korzysta z pomocy – bo w każdej sytuacji wojny to normalne – ale równolegle rośnie grupa, która buduje tu swoją niezależność. Na marginesie – największą grupę bezdomnych na ulicach Berlina stanowią Polacy. Tak to już jest i nie ma się czemu dziwić.
Dlaczego entuzjazm osłabł: zmęczenie, koszty, polityka, internet
W 2022 r. dominowały pozytywne emocje: współczucie, solidarność, braterstwo, sympatia i poczucie wspólnego zagrożenia. Z czasem weszły inne doświadczenia: w Polsce dała się nam we znaki inflacja, drogie mieszkania, przeciążone usługi publiczne, napięcia w pracy, lokalne konflikty o miejsca w żłobkach i szkołach. Przyczyną były kolejne światowe kryzysy, lecz także błędy rządzących. Ale niezadowolenie często obraca się przeciw uchodźcom. Tak było zawsze i wszędzie.
CBOS pokazał, jak mocno spadło poparcie dla przyjmowania uchodźców z Ukrainy: z 94% w marcu 2022 r. do poziomu 48% w październiku/grudniu 2025 r. To nie musi oznaczać, że Polacy „nagle przestali pomagać”. Częściej oznacza, że zmienił się punkt odniesienia: z dramatycznego „ratujemy teraz” na obecne „jak to poukładać na lata”.
W tej zmianie jest też element dezinformacji i świadomego podkręcania konfliktów. Eksperci zwracali uwagę, że rośnie aktywność środowisk żerujących na antyukraińskich nastrojach, nawet jeśli ogólna postawa społeczna jest bardziej złożona niż proste „za” albo „przeciw”. Rosjanie nie tylko starają się w nas budzić niechęć do Ukraińców różnymi “podprogowymi” działaniami. Usiłują nas samych skłócić wewnętrznie.
Państwo zmienia zasady: mniej trybu kryzysowego, więcej warunków
Po czterech latach wojny widać, że państwo próbuje przeprowadzić zmiany systemowe – z doraźnych rozwiązań na bardziej „normalne” reguły. Przykład to świadczenie 800+: od 1 lutego 2026 r. zmieniły się zasady przyznawania tego świadczenia dla uchodźców wojennych z Ukrainy ze statusem UKR, m.in. wprowadzając warunki związane z aktywnością zawodową i edukacją dziecka w Polsce.
Można się o to spierać – czy to sprawiedliwe, czy wykonalne, czy nie uderzy rykoszetem w dzieci – ale sam kierunek jest czytelny: władze chcą, by wsparcie było bardziej selektywne, a pobyt w Polsce częściej przechodził z „ochrony” w „normalny status”: praca, nauka, pobyt czasowy.
Ukraina w piątej zimie wojny: powód, dla którego „powrót” nie jest prosty
W Polsce łatwo wpaść w złudzenie, że skoro my żyjemy normalnie, to tam „jakoś też” jest. Tymczasem wojna trwa, a obecna zima na Ukrainie była straszna. Coś, co w Polsce było tygodniową infekcją, na Ukrainie zabijało ludzi. Zajęte gardło czy oskrzela (jeśli to stan lekki) u nas można wyleczyć stosując metody domowe. Ale gdy nie ma gdzie się schronić przed zimnem, taka infekcja się wzmaga. Zamienia w zapalenie płuc. Bywa w efekcie zabójcza.
Dlatego Rosjanie uderzali w system energetyczny Ukrainy i w ciepłownie. By złamać społeczeństwo, które nie chce być Rosjanami drugiej kategorii.
Na początku 2026 r. ONZ alarmowała, że ataki na infrastrukturę energetyczną – prowadzone niemal codziennie w styczniu – wystawiają cywilów na ekstremalne trudności. Unia Europejska informowała równocześnie o dostawach niemal tysiąca generatorów w styczniu i lutym 2026 r., by przywracać zasilanie m.in. w szpitalach i schroniskach. Wiele tych generatorów zakupiono za zbiórki organizowane w Polsce.
Dopóki taka skrajnie trudne sytuacja jest codziennością, dopóty część ludzi nie wróci – nie dlatego, że „nie chce”, tylko dlatego, że nie ma do czego wracać, albo boi się o siebie i o swoje dzieci. I dopóki Ukraina jest pod ostrzałem, dopóty Polska – chcąc nie chcąc – pozostaje państwem frontowym – również w sensie społecznym.
Co dalej: wspólny dom czy wspólna frustracja
Najtrudniejsze pytania ciągle pozostają bez odpowiedzi. Jak budować integrację, która nie będzie ani bezrefleksyjną idealizacją, ani cynicznym rozliczaniem „kto komu ile dał”? Jak odróżniać realne problemy (mieszkania, szkoły, dostęp do lekarza) od mitów produkowanych w internecie? Jak sprawić, by Ukraińcy, którzy tu pracują, zakładają firmy, uczą się języka i wychowują dzieci, stali się częścią naszej zbiorowości?
Wojna w Ukrainie zmieniła Polskę. Śląsk i Katowice także. Nie tylko w statystykach, ale w tkance codzienności: w tym, kogo spotykamy w sklepie, kto pracuje w firmie obok, kto siedzi z naszym dzieckiem w jednej klasie. To temat, który będzie wracał – nie raz do roku, w rocznicę rosyjskiej agresji, ale na co dzień – kiedy trzeba podjąć decyzję: o mieszkaniu, o pracy, o szkole, o wspólnej przestrzeni.
Czytaj też: Więcej bieżących informacji i innych artykułów znajdziesz na stronie głównej Katowice Dziś, w zakładce Aktualności oraz pozostałych rubrykach.
Masz ważną informację lub widzisz problem w Katowicach i okolicy? Napisz: [email protected] albo wyślij wiadomość na Facebooku Katowice Dziś.
Redaktor naczelny Katowice Dziś: Mateusz Cieślak.


