W Katowicach ruszył proces o rekordowe zadośćuczynienie w sprawie „Skóry”. Zaczęło się od makabrycznego znaleziska w nurcie Wisły w Krakowie.
21 lutego 2026W Sądzie Okręgowym w Katowicach ruszył proces o rekordowe zadośćuczynienie w głośnej sprawie „Skóry”. Robert Janczewski, prawomocnie uniewinniony po siedmiu latach aresztu tymczasowego, domaga się od Skarbu Państwa ponad 22 mln zł za niesłuszne pozbawienie wolności, a w tle pozostaje kasacja Prokuratury Krajowej w Sądzie Najwyższym.
W styczniu 1999 roku na Wiśle w Krakowie doszło do zdarzenia, od którego zaczęła się jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych w Polsce. Pchacz „Łoś” miał problem z pracą śruby napędowej. Okazało się, że w elementy napędu zaplątał się fragment ludzkiej skóry. To znalezisko uruchomiło śledztwo dotyczące zaginięcia 23-letniej studentki z Krakowa, Katarzyny Zowady. Sprawa otrzymała kryptonim „Skóra”.
Historia, która zaczęła się od makabrycznego odkrycia w nurtach Wisły, dziś, po blisko trzech dekadach, przenosi się na salę sądową w Katowicach. Robert Janczewski, oczyszczony z zarzutów w jednej z najmroczniejszych spraw kryminalnych III RP, walczy o rekordowe zadośćuczynienie za lata spędzone w celi. Lata które zamieniły jego życie w ruinę.
Proces o rekordowe odszkodowanie w Katowicach: Robert Janczewski żąda milionów
W murach Sądu Okręgowego w Katowicach zapanowała przejmująca cisza, gdy na salę, wspierając się na kulach, wszedł człowiek, którego twarz przez lata gościła na czołówkach gazet jako oblicze „potwora”. Robert Janczewski, prawomocnie uniewinniony w głośnej sprawie „Skóry”, domaga się od Skarbu Państwa ponad 22 milionów złotych.
To kwota astronomiczna, ale – jak przekonują jego pełnomocnicy – adekwatna do skali cierpienia, jakiego doznał podczas siedmioletniego pobytu w areszcie. Sala rozpraw stała się areną walki nie tylko o pieniądze, ale przede wszystkim o godność człowieka, który twierdzi, że stał się ofiarą systemu szukającego winnego za wszelką cenę.
Sędzia Roman Kubiś od początku narzucił sprawne tempo postępowania, odrzucając wnioski prokuratury o odroczenie rozprawy. Choć sąd nie zgodził się na natychmiastowe zabezpieczenie 10 procent żądanej sumy, co motywował przepisami chroniącymi wypłacalność Skarbu Państwa, proces dowodowy ruszył pełną parą. Janczewski, wyraźnie poruszony, słuchał zeznań najważniejszego dla niego świadka – własnej matki.
Siedem lat w izolacji – dramat uniewinnionego w sprawie „Skóry”
Obraz, jaki wyłonił się z relacji matki Roberta Janczewskiego, przypomina scenariusz mrocznego dramatu więziennego. Kobieta ze łzami w oczach opisywała dzień zatrzymania syna w 2017 roku, po którym sama została praktycznie bez dachu nad głową, trafiając do domu opieki społecznej na czas przeszukiwania ich wspólnego mieszkania. Przez pierwsze lata izolacji ich jedynym łącznikiem były cenzurowane listy, w których Robert opisywał swój paraliżujący strach przed współwięźniami i poczucie całkowitego osaczenia.
Janczewski w areszcie posiadał status więźnia niebezpiecznego. Oznaczało to nie tylko czerwony kombinezon i brak sznurówek w butach, ale przede wszystkim głęboką izolację społeczną i psychologiczną. Według relacji rodziny, współosadzeni, karmieni medialnymi doniesieniami o brutalności zarzucanej mu zbrodni, traktowali go z nieukrywaną nienawiścią. Ten czas, jak podkreślają prawnicy, nieodwracalnie zniszczył jego zdrowie fizyczne i psychiczne, zamieniając sprawnego niegdyś mężczyznę w – jak sam o sobie mówi – „strzęp człowieka”.
Poruszające zeznania matki: „Mój syn wyszedł z więzienia jako wrak człowieka”
„Wyszedł na wolność jako wrak” – to zdanie wielokrotnie wybrzmiewało podczas czwartkowej rozprawy. Matka powoda opisywała traumatyczne szczegóły: od plag pluskiew w celach, przez nieleczone schorzenia układu kostnego, aż po rzekome brutalne traktowanie podczas transportów i przesłuchań. Robert Janczewski, który dziś oczekuje na skomplikowaną operację biodra, ma być żywym dowodem na to, co z człowiekiem robi wieloletnie przebywanie w warunkach „wydobywczych”.
Emocje sięgnęły zenitu, gdy wspominano o zniszczonych planach życiowych. Janczewski, który przed aresztowaniem starał się ułożyć sobie życie prywatne i opiekował się starzejącymi się rodzicami, dziś sam wymaga stałej opieki. Jego matka podkreślała, że system nie tylko odebrał mu wolność, ale też prawo do bycia wsparciem dla bliskich, odwracając role w sposób tragiczny dla obu stron.
Zagadka zabójstwa studentki Katarzyny Zowady i widmo kasacji w Sądzie Najwyższym
Choć proces w Katowicach dotyczy odszkodowania, w tle wciąż unosi się cień wydarzeń z 1998 roku. Brutalne morderstwo studentki religioznawstwa, której szczątki wyłowiono z Wisły, pozostaje jedną z najbardziej mrocznych zagadek polskiej kryminalistyki. Choć Sąd Apelacyjny w Krakowie uniewinnił Janczewskiego, stosując zasadę in dubio pro reo (rozstrzyganie wątpliwości na korzyść oskarżonego), prokuratura nie składa broni. W Sądzie Najwyższym czeka już kasacja, zawierająca aż 23 zarzuty wobec wyroku uniewinniającego.
Dla Roberta Janczewskiego ten proces to walka o szansę na nowy początek, być może pod zmienionym nazwiskiem, z dala od etykiety „mordercy z Krakowa”. Jednak dopóki Sąd Najwyższy nie postawi kropki nad „i”, a katowicki sąd nie wyceni doznanych krzywd, historia ta pozostanie otwartą raną – zarówno dla uniewinnionego, jak i dla sprawiedliwości, która wciąż nie wskazała winnego bestialskiej zbrodni sprzed lat.
Czytaj też: Więcej bieżących informacji i innych artykułów znajdziesz na stronie głównej Katowice Dziś, w zakładce Aktualności oraz pozostałych rubrykach.
Masz ważną informację lub widzisz problem w Katowicach i okolicy? Napisz: [email protected] albo wyślij wiadomość na Facebooku Katowice Dziś.
Redaktor naczelny Katowice Dziś: Mateusz Cieślak.
W artykule wykorzystano m.in. następujące źródła:
Polska Agencja Prasowa (PAP), portal Fakt , serwis informacyjny TVN24, radio TOK FM, oficjalne komunikaty Sądu Apelacyjnego w Krakowie, komunikaty prokuratury i policji, zasoby Wikimedia Commons oraz materiały archiwalne dotyczące śledztwa o kryptonimie „Skóra”.
Fot. Wikimedia


