Wjechał samochodem na lód, nocą, dla „zabawy”. Skończyło się akcją ratunkową na Jeziorze Żywieckim.

Wjechał samochodem na lód, nocą, dla „zabawy”. Skończyło się akcją ratunkową na Jeziorze Żywieckim.

13 stycznia 2026 Wyłączono przez administrator

Na Jeziorze Żywieckim lód załamał się pod samochodem, który nocą wjechał na zamarzniętą taflę. Auto zaczęło tonąć, a do akcji musieli wkroczyć strażacy – to kolejny groźny przykład, że zabawa na lodzie może skończyć się tragedią.

 

Wspomniane zdarzenie pokazuje bezmiar nieodpowiedzialności i brak wyobraźni. Późną nocą ktoś postanowił wjechać samochodem na zamarznięte jezioro, narażając nie tylko siebie, ale też ratowników, którzy musieli ruszyć z pomocą.

 

Nocna „zabawa” na lodzie. Samochód wpadł do wody

 

Do tego groźnego zdarzenia doszło podczas weekendu. W środku nocy, około godziny 2.30, kierowca samochodu terenowego wjechał na zamarznięte Jezioro Żywieckie. Lód nie wytrzymał ciężaru pojazdu i załamał się pod nim. Samochód znalazł się w wodzie – na szczęście dla bezmyślnego kierowcy tylko koła zapadły się pod taflą. Auto jednak utknęło, bez szans na samodzielne wydostanie się z pułapki.

 

Nie był to przypadek ani pomyłka. Wszystko wskazuje na to, że kierowca doskonale wiedział, co robi. Wybrał noc, licząc zapewne na brak świadków. To tylko dodatkowy dowód na bezmiar głupoty tego człowieka.

 

Strażacy weszli na lód. Akcja była ryzykowna i kosztowna

 

Na miejscu pojawili się strażacy, którzy rozpoczęli działania na lodzie. To zawsze ogromne ryzyko – nie tylko dla osoby, która znalazła się w opałach, ale również dla ratowników. Każde wejście na zamarznięty zbiornik wodny to walka z czasem i z nieprzewidywalnym żywiołem.

 

Trzeba to powiedzieć wprost: była to nocna akcja ratunkowa, angażująca służby, sprzęt i ludzi, którzy w tym czasie mogli być potrzebni gdzie indziej. Takie interwencje generują realne koszty i realne zagrożenie dla życia ratowników.

 

Miał szczęście. Jezioro Żywieckie nie jest płytkie

 

Tym razem skończyło się bez ofiar. Kierowca nie odniósł obrażeń, a samochód nie zatonął całkowicie. To jednak wyłącznie kwestia szczęścia. Jezioro Żywieckie w wielu miejscach jest głębokie, a lód – zwłaszcza przy zmiennych temperaturach – bywa zdradliwy.

 

Kilka metrów dalej ten sam „eksperyment” mógł zakończyć się zupełnie inaczej. Uwięziony w tonącym aucie człowiek nie miałby praktycznie żadnych szans.

 

Lód zabija. Ta lekcja była już przerabiana

 

Co roku zimą służby apelują, by nie wchodzić na zamarznięte jeziora i stawy. Niestety, te apele wciąż trafiają w próżnię. Lód załamuje się pod ludźmi, dziećmi, wędkarzami, a czasem – jak w tym przypadku – pod samochodami.

 

Jakiś czas temu relacjonowaliśmy dramatyczną akcję ratunkową po załamaniu się lodu pod chłopcem z Bytomia. Przez długie, dramatyczne minuty ratownicy walczyli o jego życie. Bezskutecznie. Dziecko zbyt długo przebywało pod lodem. Nie przeżyło.

 

To nie są teoretyczne zagrożenia. To realne historie, które kończą się śmiercią.

 

Głupota, która mogła skończyć się tragedią

 

To zdarzenie z Jeziora Żywieckiego powinno być ostrzeżeniem. Wjazd samochodem na lód nie jest przykładem „odwagi”, „zabawą” ani „sprawdzianem” własnych umiejętności. Jest skrajną nieodpowiedzialnością.

 

Lód nie wybacza błędów. A ratownicy nie powinni ryzykować życia tylko dlatego, że ktoś postanowił przekroczyć granice zdrowego rozsądku. Tym razem skończyło się na strachu, zimnej wodzie i akcji ratunkowej. Następnym razem ryzykant może już nie mieć tyle szczęścia.

 

***

WAŻNY TEMAT

Sprawdzam kontrakt na 420 mln zł. 

I nie jest mi do śmiechu.

***

Zapraszamy was na stronę iboma.media. Tylko ciekawe i ważne treści.

***

KOMENTARZE: TYLKO FACEBOOK.

Masz problem, widzisz problem, masz ważną informację? Daj nam znać:

[email protected] lub przez „Wyślij Wiadomość” na Facebooku Katowice Dziś.

***

Redaktor naczelny Katowice Dziś Mateusz Cieślak. 

***