Tajemnica za 420 milionów. Minister chce ufać prezesowi, my mniej. Dopominamy się o możliwość zobaczenia tego, co kupiono.

Tajemnica za 420 milionów. Minister chce ufać prezesowi, my mniej. Dopominamy się o możliwość zobaczenia tego, co kupiono.

19 grudnia 2025 Wyłączono przez administrator

W dobie zaciskania pasa w górnictwie każda złotówka powinna być oglądana z dwóch stron. Tymczasem Południowy Koncern Węglowy wydaje ponad 420 milionów złotych na sprzęt, którego dziennikarze nie mogą zobaczyć. Czy dostawy dotarły na czas? Dlaczego spółka zasłania się przepisami BHP? Informujemy Ministerstwo Aktywów Państwowych. Powiadamiamy samego ministra.

 

Gigantyczny wydatek w cieniu kryzysu. Tym bardziej powinien być gospodarny

 

Niedawno w Katowicach gościł minister aktywów państwowych, Wojciech Balczun. Wizyta odbywała się w trudnym momencie, w cieniu dramatycznej sytuacji finansowej całej branży. Korzystając z okazji, redakcja „Katowice Dziś” zapytała szefa resortu wprost: czy w obecnych realiach wydanie ponad 420 milionów złotych na nowy kompleks ścianowy dla kopalni Janina jest wydatkiem gospodarnym?

 

Odpowiedź ministra była dyplomatyczna. Usłyszeliśmy, że wierzy on, iż kierownictwo Południowego Koncernu Węglowego (PKW) podejmuje decyzje w sposób racjonalny i wie, co robi, inwestując w przyszłość wydobycia. Tyle teoria i wiara ministra. Praktyka, z którą zderzyliśmy się jako dziennikarze, budzi jednak nasz głęboki niepokój.

 

Mur nie do przebycia. BHP jako wygodna wymówka?

 

Nasze obawy nie wzięły się z powietrza. Umowa na dostawę gigantycznego kompleksu została podpisana w 2024 roku. Z jej zapisów wynikało jasno: pierwszy etap dostaw miał zostać zrealizowany w ciągu 12 miesięcy, a więc najpóźniej do końca października 2025 roku.

 

Jeszcze w lecie, gdy pytaliśmy o postępy, przedstawiono nam listę dostarczonych elementów. uznaliśmy, że trudno było zachować optymizm co do terminowego finału pierwszego etapu. Zapytaliśmy wprost – czy PKW naliczy kary umowne. Rzecz jasna nie wiedzieliśmy czy dostawy są zrealizowane w terminie, czy nie. Mieliśmy tylko takie obawy po lekturze listy.

 

Chcąc rzetelnie zweryfikować stan faktyczny, po upływie terminu wspomnianych 12 miesięcy skierowaliśmy do prezesa PKW prostą prośbę: chcemy wejść na teren kopalni Janina i wykonać dokumentację fotograficzną. Chcieliśmy na własne oczy zobaczyć – i pokazać opinii publicznej – że sprzęt za miliony rzeczywiście tam jest.

 

Odpowiedź? Odmowna. Spółka zasłoniła się… przepisami BHP.

 

Argument ten brzmi w naszych uszach co najmniej dziwnie, by nie powiedzieć – absurdalnie. Dziennikarze „Katowice Dziś”, podobnie jak koledzy z innych redakcji, wiele razy bywli na terenach kopalń, a nawet zjeżdżali pod ziemię, by relacjonować pracę górników. Nigdy nie stanowiło to problemu nie do rozwiązania. Co więcej, w tym przypadku nikt nawet nie zaproponował nam przeszkolenia BHP, które umożliwiłoby wejście. Czyżby przepisy bezpieczeństwa stały się wygodnym parawanem, za którym można ukryć ewentualne braki w magazynach?

 

Prezes nie podpisze. Nie mamy prawa prosić

 

Skoro nie mogliśmy zobaczyć maszyn, spróbowaliśmy innej drogi. Poprosiliśmy prezesa PKW o przesłanie oświadczenia, w którym własnoręcznym podpisem potwierdziłby, że pierwszy etap umowy został zrealizowany w terminie i w całości.

 

Wydawałoby się, że dla menedżera pewnego swoich racji i rzetelności kontrahenta, to czysta formalność. A jednak i tutaj zderzyliśmy się ze ścianą. Otrzymaliśmy odpowiedź odmowną, sugerującą wręcz, że redakcja nie ma prawa o takie potwierdzenie prosić. Tego tłumaczenia nie przyjmujemy do wiadomości. Prosić wolno zawsze – odmowa jest wyłącznie kwestią woli (lub jej braku) po drugiej stronie.

 

Dlaczego prezes boi się złożyć jeden podpis pod dokumentem potwierdzającym sukces inwestycyjny? W tej sytuacji mamy wierzyć na słowo mailom od biura prasowego. Nota bene, nikt się pod nimi nie podpisał z imienia i nazwiska. 

 

Gra o miliony z kieszeni podatnika. W umowie kary umowne

 

Nasza dociekliwość nie wynika z chęci szukania dziury w całym. Chodzi o pieniądze nas wszystkich. PKW to spółka Skarbu Państwa, czyli własność podatników.

 

Zasady są proste: jeśli choć jedna „śrubka” z zamówionego etapu nie trafiła do kopalni w terminie 12 miesięcy, spółka ma obowiązek naliczyć wykonawcy kary umowne. Przy kontrakcie opiewającym na ponad 420 milionów złotych, kary za każdy dzień zwłoki to mogą być znaczące sumy. W sytuacji finansowej, w jakiej znajduje się polskie górnictwo, rezygnacja z należnych pieniędzy byłaby działaniem na szkodę spółki.

 

Zawiadomienie do ministerstwa. Czekamy na reakcję

 

Nie mogąc doprosić się transparentności w samej spółce, postanowiliśmy działać wyżej. Poinformowaliśmy ministra Wojciecha Balczuna o naszych bezskutecznych staraniach zweryfikowania realizacji tej umowy. W szczegółowym mailu do Ministerstwa Aktywów Państwowych opisaliśmy odmowę PKW i brak potwierdzenia zapewnień o terminowości dostaw.

 

Zapytaliśmy ministra: czy Ministerstwo Aktywów Państwowych kontrolowało prawidłowość realizacji pierwszego etapu umowy, który zakończył się 31 października 2025 roku i czy w świetle przedstawionych przez nas faktów resort przyjrzy się tej sprawie?

 

Czekamy na odpowiedź. Mamy nie tylko prawo, ale i obowiązek pytać o to, jak wydawane są publiczne pieniądze. Tematu nie odpuścimy, dopóki nie dowiemy się, czy kompleks ścianowy za ponad 420 milionów złotych to sukces inwestycyjny, czy garb. Na razie jest to dla nas kosztowna tajemnica.

 

***

WAŻNY TEMAT

Sprawdzam kontrakt na 420 mln zł. 

I nie jest mi do śmiechu.

***

Zapraszamy was na stronę iboma.media. Tylko ciekawe i ważne treści.

***

KOMENTARZE: TYLKO FACEBOOK.

Masz problem, widzisz problem, masz ważną informację? Daj nam znać:

[email protected] lub przez „Wyślij Wiadomość” na Facebooku Katowice Dziś.

***

Redaktor naczelny Katowice Dziś Mateusz Cieślak. 

***