System kaucyjny dziurawy jak sito.
1 grudnia 2025Ucieczka w jednorazowe szkło uderzy nas po kieszeni. Nowa luka w przepisach pozwala producentom omijać kaucję, a koszty tej „wygody” i tak poniosą klienci. Eksperci ostrzegają przed zalewem odpadów, o których autorzy nowych przepisów zapomnieli.
***
Mijają dwa miesiące od wprowadzenia systemu kaucyjnego, a my zamiast szczelnego obiegu opakowań, mamy prawną wyrwę wielkości Cieśniny Gibraltarskiej. Ostrzegaliśmy, że przepisy są niedopracowane, ale rzeczywistość zaczyna przerastać najczarniejsze scenariusze. Nowa analiza ekspertów nie pozostawia złudzeń – przez gigantyczną lukę w przepisach grozi nam zalew jednorazowego szkła. Dla wielkich sieci handlowych to prezent, dla klienta – kolejne koszty ukryte pod płaszczykiem „wygody”.
W mediach czytamy o „sprawiedliwej legislacji”, „efektywności” i walce z kryzysem odpadowym. Słowa te brzmią pięknie, ale w zderzeniu z rynkową praktyką przypominają propagandowe zaklęcia. Rzeczywistość skrzeczy, a dokładnie – brzęczy milionami szklanych butelek, które lądują w koszach, zamiast wracać do obiegu.
Luka prawna czy autostrada dla cwaniaków?
Jak wynika z najnowszego raportu „System bez wykluczeń”, przygotowanego przez Marka Lachowicza z inicjatywy Stowarzyszenia Ekologicznego Eko-Unia oraz Stowarzyszenia Polski Recykling, polski system kaucyjny ma wadę fabryczną. Z obowiązku kaucjonowania wyłączono szkło jednorazowe. Mowa tu nie tylko o butelkach po piwie, które nie są zwrotne, ale przede wszystkim o tzw. małpkach. Tych małych buteleczek z mocnym alkoholem sprzedaje się w Polsce około 2 milionów sztuk dziennie.
To nie jest zwykła luka. To zaproszenie dla producentów i wielkich sieci handlowych do omijania systemu szerokim łukiem. Skoro plastikowa butelka i puszka są obłożone kaucją (i biurokratycznym obowiązkiem jej rozliczania), a szkło jednorazowe nie – nietrudno przewidzieć ruch wielkich graczy.
Pozorna wygoda, realny koszt
Już teraz można sobie wyobrazić scenariusz, w którym producenci napojów, ramię w ramię z supermarketami, zaczną masowo pakować swoje produkty w jednorazowe szkło. Dlaczego? Oficjalnie – by „ułatwić życie klientom”. Przecież dzięki temu przy kasie nie zostanie doliczona kaucja, a klient nie będzie musiał martwić się o zwrot opakowania. Brzmi jak ukłon w stronę konsumenta? Nic bardziej mylnego. To klasyczne odwracanie kota ogonem.
W rzeczywistości jest to utrudnianie życia i drenowanie portfeli. Szkło jednorazowe, które nie jest objęte kaucją, i tak kosztuje – jego produkcja, transport i utylizacja są wliczone w cenę napoju. Różnica polega na tym, że w przypadku tego opakowania klient nie ma nawet teoretycznej szansy na odzyskanie choćby grosza. Płaci za śmieć, który musi wyrzucić.
Gdyby system był uczciwy – jak w niektórych innych krajach – cena napoju nie zmieniałaby się drastycznie, a zwrot butelki byłby dobrowolną okazją do odzyskania godnych pieniędzy. U nas stworzono mechanizm, w którym kaucja staje się de facto dodatkowym podatkiem, a system zwrotu – torem przeszkód z niską nagrodą na mecie.
Kto zarobi na „szklanej rewolucji”?
Resort klimatu przekonuje, że Rozszerzona Odpowiedzialność Producenta (ROP) to nie podatek i że koszty mają ponosić producenci, a nie mieszkańcy. – W ROP przecież nie chodzi o to, żeby było więcej pieniędzy w obiegu. W tym modelu chodzi o to, żeby producenci ponosili koszty gospodarowania odpadami – tłumaczy wiceminister Anita Sowińska.
Tyle teorii. W praktyce, jeśli szkło jednorazowe pozostanie poza systemem kaucyjnym, staniemy się świadkami absurdalnego zjawiska. Zamiast promować opakowania wielorazowe, promujemy jednorazówki, byle tylko były ze szkła. Jacek Werder, analityk rynku odpadami, słusznie zauważa w raporcie Eko-Unii: – Dziś może dojść do wzrostu ilości będących w użytku butelek jednorazowych, czyli odwrotnie do zamierzeń systemu kaucyjnego.
Eksperci ze Stowarzyszenia Eko-Unia alarmują: Polska stoi przed wyborem. Albo uszczelnimy ten system i włączymy do niego szkło (lub ustalimy drakońskie poziomy zbiórki w ramach ROP), albo będziemy tracić miliardy złotych i tonąć w surowcach, które można by wykorzystać ponownie. Na razie jednak wygląda na to, że płacimy za błędy legislacyjne, które pozwalają wielkiemu biznesowi przerzucać koszty i odpowiedzialność na zwykłego Kowalskiego. A ten, licząc domowy budżet, coraz częściej widzi, że ekologia w polskim wydaniu to po prostu kolejna opłata.
***
WAŻNY TEMAT
Czy Stany Zjednoczone są jeszcze naszym sojusznikiem?
To nie jest przewrotne czy prowokacyjne pytanie.
***
Zapraszamy was na stronę iboma.media. Tylko ciekawe i ważne treści.
***
KOMENTARZE: TYLKO FACEBOOK.
Masz problem, widzisz problem, masz ważną informację? Daj nam znać:
[email protected] lub przez „Wyślij Wiadomość” na Facebooku Katowice Dziś.
***
Redaktor naczelny Katowice Dziś Mateusz Cieślak.
***
Fot. Pixabay


