Makabryczne odkrycie. Martwe karpie wyrzucone do stawu.

Makabryczne odkrycie. Martwe karpie wyrzucone do stawu.

26 grudnia 2025 Wyłączono przez administrator

Podczas gdy w naszych domach wciąż pachnie choinką, w Bełku (gmina Czerwionka-Leszczyny) doszło do odkrycia, które kładzie się cieniem na świątecznej atmosferze. Do miejscowego stawu, tuż obok szkoły, ktoś wyrzucił dziesiątki martwych ryb. Wszystko wskazuje na to, że to karpie, których nie udało się sprzedać przed Wigilią. 

 

To nie tylko skandal środowiskowy, ale przede wszystkim dowód na przerażający brak szacunku dla życia istot, które same się nie obronią.

 

Tragiczny finał świątecznego handlu. Interwencja w Bełku

 

Sprawa ujrzała światło dzienne dzięki dziennikarce Fatimie Orlińskiej, która w mediach społecznościowych opublikowała anonimowe zdjęcia przesłane na jej skrzynkę. Widok jest przygnębiający: w wodzie stawu w Bełku unoszą się ciała martwych ryb (zdjęcie poniżej – pod artykułem). Jak tam trafiły? Odpowiedź wydaje się oczywista – ryby, które stały się „zbędnym towarem” po zamknięciu przedświątecznych stoisk, zostały potraktowane jak śmieci.

 

Na miejsce udała się ekipa telewizyjna oraz przedstawiciele Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska (WIOŚ) z Katowic. Kontrola potwierdziła te przypuszczenia. Ktoś, w ten sposób wyrzucił niesprzedany towar. To skrajny przejaw bezduszności – ryby te wcześniej mogły konać w męczarniach. Wyrzucone zostały do przypadkowego zbiornika.

 

Żywy towar w reklamówkach. Relacje z Katowic budzą sprzeciw

 

Zdarzenie z Bełku to tylko wierzchołek góry lodowej. Pisaliśmy już o poruszającym przypadku psa przywiązanego do drzewa, ale los karpi w okresie przedświątecznym to temat na osobny, równie smutny reportaż. Choć obowiązujące przepisy jasno określają zasady transportu i sprzedaży żywych ryb, przedświąteczna rzeczywistość wciąż pozostawia wiele do życzenia.

 

Otrzymaliśmy sygnały od oburzonych mieszkańców Katowic, którzy obserwowali handel żywym karpiem prowadzony z zaparkowanego samochodu. Choć prawo nakazuje sprzedaż ryb w specjalnych pojemnikach z wodą lub w opakowaniach zapewniających im oddychanie, na miejscu działy się sceny rodem z ubiegłego wieku. 

 

Świadkowie informowali nas o rybach pakowanych do zwykłych, foliowych reklamówek – bez kropli wody. Dla tych zwierząt każda sekunda poza wodą była męczarnią – powolnym duszeniem się. To, że przepisy istnieją, nie oznacza niestety, że są przestrzegane. I takie przypadki, jak wspomniany, będą miały miejsce dopóki my, jako konsumenci, będziemy godzić się na takie traktowanie żywych istot.

 

Czy zwierzęta naprawdę muszą mówić ludzkim głosem, byśmy je usłyszeli?

 

Wigilia to jedyny dzień w roku, kiedy tak chętnie wspominamy o empatii wobec zwierząt. Ale czy potrafimy ją zachować również wtedy, gdy kupujemy “obowiązkowego” karpia? Lub wówczas, gdy zbliża się wigilijny wieczór a niesprzedany „towar” przestaje przynosić zysk? Sytuacja z Bełku i doniesienia o dręczonych rybach na katowickich stoiskach pokazują, że wciąż mamy przed sobą długą drogę.

 

Zwierzęta czują tak samo jak my – ból, zimno, strach przed śmiercią. Jeśli chcemy, by przesąd o zwierzętach mówiących ludzkim głosem miał jakąkolwiek wartość, zacznijmy traktować je z godnością nie tylko od święta. Sprawą z Bełku zajmują się już odpowiednie służby, a my będziemy monitorować, czy uda się ustalić sprawcę tego bezdusznego aktu okrucieństwa.

 

Zdjęcie – poniżej.

 

***

WAŻNY TEMAT

Sprawdzam kontrakt na 420 mln zł. 

I nie jest mi do śmiechu.

***

Zapraszamy was na stronę iboma.media. Tylko ciekawe i ważne treści.

***

KOMENTARZE: TYLKO FACEBOOK.

Masz problem, widzisz problem, masz ważną informację? Daj nam znać:

[email protected] lub przez „Wyślij Wiadomość” na Facebooku Katowice Dziś.

***

Redaktor naczelny Katowice Dziś Mateusz Cieślak. 

***