Zapaść służby zdrowia w woj. śląskim stała się faktem
26 listopada 2025Pacjent w poczekalni, pieniądze w systemie. Dlaczego w Śląskiem szpitale wstrzymują przyjęcia?
***
Czy masz wrażenie, że dostać się do lekarza jest trudniej niż zwykle, a terminy zabiegów znikają? To nie złudzenie. Szpitale w naszym regionie znalazły się w finansowym klinczu.
Choć oficjalnie nikt nie mówi o kryzysie, rzeczywistość na oddziałach w Katowicach Tychach, Żorach czy Sosnowcu jest trudna. Szukamy odpowiedzi na pytanie, co się dzieje ze służbą zdrowia w woj. śląskim pod koniec 2025 roku.
Gdy słyszymy w wiadomościach o „miliardach na zdrowie”, wyobrażamy sobie nowoczesny sprzęt i krótsze kolejki. Tymczasem pacjenci z Katowic i okolic coraz częściej słyszą w rejestracji: „Proszę dzwonić po nowym roku”. Dlaczego tak się dzieje, skoro wszyscy płacimy składki zdrowotne?
Nadwykonania – czyli leczenie „na kredyt”
Wyobraź sobie, że zlecasz remont mieszkania. Umawiasz się z ekipą, że pomalują 100 metrów kwadratowych ścian.
W trakcie pracy okazuje się jednak, że trzeba pomalować 120 metrów, bo ściany są w gorszym stanie. Ekipa to robi, bo chce być rzetelna. Ale kiedy przychodzi do płacenia, mówisz: „Zapłacę tylko za te 100 metrów, na które się umawialiśmy. Za resztę może oddam kiedyś”.
Dokładnie tak wygląda dziś sytuacja śląskich szpitali.
Co się stało? Szpitale przyjęły więcej pacjentów, niż przewidywała umowa z NFZ. Zrobiły to, bo ludzie potrzebowali pomocy – operacji, badań, leczenia. To są tzw. nadwykonania.
Jaki jest problem? Od kwietnia tego roku szpitale w naszym województwie nie dostały pieniędzy za tę dodatkową pracę. Mówimy tu o gigantycznej kwocie – szacuje się, że na Śląsku to ponad 1,4 miliarda złotych. Szpitale kupiły leki, opłaciły prąd i pensje lekarzy z własnej kieszeni, a teraz ta kieszeń jest pusta.
Magia słów: czy kontrakty zostały „obcięte”?
W mediach trwa spór o to, czy NFZ obciął pieniądze na leczenie. Urzędnicy mówią: „Nie, kontrakty są takie same”. Dyrektorzy szpitali mówią: „Mamy o 20% mniej pieniędzy na koniec roku”. Kto ma rację?
To trochę tak, jakby pracodawca nie obniżył ci pensji rocznej, ale nagle powiedział, że w listopadzie i grudniu możesz przyjść do pracy tylko na 4 dni w tygodniu i tylko za tyle Ci zapłaci. Formalnie stawka się nie zmieniła, ale w portfelu masz mniej.
Szpitale w Śląskiem dostały niższe limity przyjęć na ostatnie dwa miesiące roku. Oznacza to, że mogą przyjąć mniej pacjentów „planowych” (czyli takich, których życie nie jest bezpośrednio zagrożone), jeśli chcą mieć pewność, że ktoś za to zapłaci. Ponieważ boją się, że nie dostaną pieniędzy (tak jak nie dostały za nadwykonania od wiosny), wolą dmuchać na zimne i przesuwać zabiegi.
Gdzie znikają oddziały? Mapa utrudnień
To nie jest tylko problem księgowych. To konkretne utrudnienia dla mieszkańców naszego regionu. W ostatnich tygodniach docierają do nas sygnały z wielu miast:
Katowice i Sosnowiec: Wielkie szpitale, które zazwyczaj przejmowały pacjentów z mniejszych ośrodków, same są „zapchane”.
Tychy: Szpital Megrez musiał wstrzymać przyjęcia na neurologię. Dla pacjentów z udarami to niebezpieczna sytuacja, bo w takich przypadkach liczy się każda minuta.
Żory: Szpital Miejski wstrzymał planowe przyjęcia do porodów. Przyszłe mamy muszą szukać miejsc w innych miastach, co generuje ogromny stres.
Karetki muszą krążyć dłużej, szukając wolnego miejsca, a pacjenci czekający na operację kolana czy zaćmy dowiadują się, że ich termin przepadł.
Profilaktyka ważna, ale czy kosztem leczenia?
Ciekawym wątkiem w tej sprawie jest program „Moje Zdrowie”. To szczytny cel – badania profilaktyczne dla każdego. Okazało się jednak, że program cieszy się tak wielkim powodzeniem, że kosztuje budżet państwa trzy razy więcej niż zakładano (zamiast 193 mln zł, rachunek może wynieść blisko 600 mln zł).
To trochę tak, jakbyśmy wydali wszystkie oszczędności na przegląd techniczny samochodu, a potem zabrakło nam na paliwo, żeby nim jeździć. Pieniądze, które popłynęły szerokim strumieniem do przychodni na proste badania, nie trafiły do szpitali, które leczą najcięższe przypadki.
Co to oznacza dla ciebie?
Jeśli masz zaplanowany zabieg na koniec 2025 roku, bądź przygotowany na telefon ze szpitala o zmianie terminu. Sytuacja jest trudna, ale lekarze nadal ratują życie.
W nagłych wypadkach (wypadek, zawał, nagłe pogorszenie stanu zdrowia) pomoc jest udzielana zawsze. Tu limity nie obowiązują.
W przypadkach planowych (np. operacja przepukliny, diagnostyka), kolejki mogą się wydłużyć do początku przyszłego roku.
Warto pamiętać: to nie jest wina lekarza w gabinecie ani pani w rejestracji. To efekt skomplikowanej zapaści finansowej, w której system próbuje leczyć nas wszystkich, mając w kasie pieniądze tylko na część z nas. Rok 2026 zapowiada się jako czas nadrabiania zaległości.
***
WAŻNY TEMAT
Czy Stany Zjednoczone są jeszcze naszym sojusznikiem?
To nie jest przewrotne czy prowokacyjne pytanie.
***
Zapraszamy was na stronę iboma.media. Tylko ciekawe i ważne treści.
***
KOMENTARZE: TYLKO FACEBOOK.
Masz problem, widzisz problem, masz ważną informację? Daj nam znać:
[email protected] lub przez „Wyślij Wiadomość” na Facebooku Katowice Dziś.
***
Redaktor naczelny Katowice Dziś Mateusz Cieślak.
***
brak miejsc w szpitalach śląsk 2025, nadwykonania nfz co to jest, wstrzymane przyjęcia szpitale śląskie, czy nfz płaci za nadwykonania, kolejki do lekarza katowice, kryzys w służbie zdrowia śląsk.


