Koniec Huty Królewskiej w Chorzowie. Zamykamy ważny zakład w czasach wielkich zbrojeń i rozwoju kolei

Koniec Huty Królewskiej w Chorzowie. Zamykamy ważny zakład w czasach wielkich zbrojeń i rozwoju kolei

27 listopada 2025 Wyłączono przez administrator

Serce miasta przestaje bić. Koniec Huty Królewskiej to zamknięcie wielkiego rozdziału w dziejach Śląska.

***

Kiedy gaśnie wielki piec, w śląskim krajobrazie robi się nie tylko ciemniej, ale i chłodniej na duszy. Informacja o definitywnym końcu Huty Królewskiej w Chorzowie to coś więcej niż notatka ekonomiczna o likwidacji zakładu pracy. To symboliczne domknięcie drzwi, za którymi zostawiamy ponad dwa wieki historii. Historii, bez której nie byłoby nas w tym miejscu.

 

Żeby być ścisłym. W ostatnim okresie w Hucie Królewskiej była walcownia oraz wydział akcesoriów kolejowych. Zakład przerabiał tzw. kęsy przywożone z innych hut, np. z Dąbrowy Górniczej.

 

Decyzja ArcelorMittal Poland o trwałym wyłączeniu produkcji w chorzowskim zakładzie jest bolesna, bo dotyka samej tożsamości miasta. Chorzów nie powstał „obok” huty. Chorzów powstał z huty. To rzadki przypadek w urbanistyce, gdy zakład przemysłowy nie tyle daje pracę, co rodzi miasto. Zarazem typowy dla naszego regionu – gdzie wioski stały się miastami.

 

Königshütte – matka miasta

 

Cofnijmy się do przełomu XVIII i XIX wieku. Tam, gdzie dziś biegną tory tramwajowe i ulice Chorzowa, szumiały lasy i pola. Dopiero wizja hrabiego Redena i inżynierski geniusz Johna Baildona sprawiły, że w 1802 roku buchnęła tu para i popłynęła surówka. To wokół tego ognia zaczęło tętnić życie.

 

Osada, która wyrosła wokół kominów, nie szukała nazwy daleko. Przez lata miasto nosiło miano zakładu – Königshütte. Bez Huty Królewskiej nie byłoby dzisiejszego Chorzowa, jego kamienic, jego charakteru i etosu pracy, który przechodził z ojca na syna przez pokolenia. Dziś, po 223 latach, ten ogień ostatecznie gaśnie, a my jesteśmy świadkami końca epoki, która uformowała całą aglomerację.

 

Od Pittsburgha do Gliwic – trudna lekcja transformacji

 

Zamknięcie chorzowskiej huty to kolejny akord w długim procesie transformacji, który rozpoczął się wraz ze zmianą ustrojową w Polsce. Niedawno na naszych łamach przytaczaliśmy głośny artykuł z „Financial Times”, w którym Katowice stawiane są za wzór udanej metamorfozy, porównywalnej do amerykańskiego Pittsburgha.

 

Zachodni dziennikarze zachwycają się tym, jak region przeszedł od węgla i stali do nowoczesnych technologii, kultury i usług. I mają rację – to sukces nie tylko Katowic. Spójrzmy na Gliwice, które stały się hubem technologicznym, na Bielsko-Białą, która poradziła sobie po upadku przemysłu włókienniczego, czy na Rybnik i Sosnowiec, które odważnie szukają nowej tożsamości. Region przetrwał szok lat 90. i wyszedł na prostą. Jednak przypadek Huty Królewskiej przypomina, że ten proces wciąż trwa i wciąż zbiera swoje żniwo. Stare ustępuje nowemu, ale czy zawsze musi to oznaczać całkowitą likwidację fundamentów?

 

Czołgi, pociągi i… brak hutnictwa?

 

W tym momencie wkrada się w naszą rzeczywistość pewien niepokojący dysonans. Z jednej strony słyszymy o zamykaniu huty z powodów ekonomicznych, drogiej energii i unijnych regulacji. Z drugiej – żyjemy w czasach bezprecedensowego zbrojenia i inwestycji infrastrukturalnych.

 

To wręcz chichot historii. W Gliwicach Bumar-Łabędy szykuje się do serwisu i produkcji czołgów. W Siemianowicach Śląskich – po sąsiedzku! – Rosomak S.A. produkuje jedne z najlepszych transporterów opancerzonych w Europie. Co więcej, dosłownie przez płot z zamykaną hutą, w chorzowskim zakładzie Alstom (dawnym Konstalu), realizowany jest gigantyczny kontrakt na dostawę nowoczesnych pociągów dla PKP Intercity.

 

Wszystkie te branże – zbrojeniówka, kolej, budownictwo – łączy jeden wspólny mianownik: hutnictwo. To krwiobieg przemysłu. Decyzja o likwidacji zdolności produkcyjnych w takim momencie budzi uzasadnione zdziwienie. Czy w dobie niepewności geopolitycznej i zerwanych łańcuchów dostaw, mądrze jest uzależniać się od importu?

 

Strategiczna krótkowzroczność czy konieczność?

 

Oczywiście, ekonomia jest bezlitosna. Stare instalacje, wymogi środowiskowe, koszty emisji CO2 – to argumenty, z którymi trudno dyskutować. Jednak państwo i gospodarka to coś więcej niż tabelka w arkuszu kalkulacyjnym.

 

Rodzi się pytanie, czy za kilka lat, gdy koniunktura się zmieni, a stal z Azji przestanie być tania lub łatwo dostępna, nie będziemy, mówiąc kolokwialnie, „pluć sobie w brodę”. Czy nie okaże się, że będziemy zmuszeni na nowo otwierać huty, ponosząc przy tym gigantyczne koszty odtwarzania utraconego potencjału i – co ważniejsze – utraconej wiedzy fachowców?

 

Chorzów bez Huty Królewskiej sobie poradzi – miasto ma już inne silniki rozwoju. Ale czy polska gospodarka, pozbywając się kolejnego ogniwa produkcji stali w tak newralgicznym momencie historii, nie popełnia błędu, którego skutki odczujemy dopiero za dekadę? Obyśmy nie musieli się o tym przekonywać w bolesny sposób.

 

Na razie pozostaje nam pożegnać symbol. Symbol, który dał życie miastu. Glückauf, Huto Królewska.

 

***

WAŻNY TEMAT

Czy Stany Zjednoczone są jeszcze naszym sojusznikiem?

To nie jest przewrotne czy prowokacyjne pytanie.

***

Zapraszamy was na stronę iboma.media. Tylko ciekawe i ważne treści.

***

KOMENTARZE: TYLKO FACEBOOK.

Masz problem, widzisz problem, masz ważną informację? Daj nam znać:

[email protected] lub przez „Wyślij Wiadomość” na Facebooku Katowice Dziś.

***

Redaktor naczelny Katowice Dziś Mateusz Cieślak. 

***

Fot. Muzeum Hutnictwa