Jej koszmar trwał 27 lat.

Jej koszmar trwał 27 lat.

15 października 2025 Wyłączono przez administrator

Mirella ze Świętochłowic już przeszła do historii. 

***

 

Jej historia poruszyła całą Polskę. Mirella miała piętnaście lat, kiedy zniknęła. Nie było po niej śladu, choć znajdowała się zaledwie kilka kroków od sąsiadów, którzy myśleli, że została porwana. Nie napiszemy, że mieszkała – to nie oddaje jej przerażającej sytuacji.

 

Dziś, po dwudziestu siedmiu latach milczenia, kobieta znów istnieje dla świata. Ale jej los stawia pytania o nas wszystkich – o społeczeństwo, które nie zauważyło, że dziecko po prostu przestało być widoczne.

 

1997 rok. Piętnastoletnia dziewczyna znika

 

Jak ustalił „Fakt”, Mirella była uczennicą I Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Kochanowskiego w Świętochłowicach. Rozpoczęła naukę 1 września 1997 roku, jednak już 6 stycznia 1998 roku została skreślona z listy uczniów – „na prośbę rodziców”. 

 

W rozmowie z dziennikarką dyrektorka szkoły Jolanta Daniluk potwierdziła, że takie zapisy widnieją w szkolnej ewidencji. W tamtych latach nie istniał jeszcze obowiązek kontynuowania nauki po ukończeniu podstawówki, więc rodzice mogli po prostu odebrać dokumenty. Nikt nie sprawdzał, co stało się dalej.

 

Od tamtej pory Mirella dla świata przestała istnieć. W urzędach, w dokumentach, w systemach – nie było po niej śladu. Nie miała dowodu osobistego, nie korzystała z opieki medycznej, nie pobierała żadnych świadczeń.

 

„Myśleliśmy, że zaginęła” – wspominają sąsiedzi

 

Jak opisuje „Fakt”, sąsiedzi Mirelli przez lata byli przekonani, że dziewczyna została porwana. Taką wersję mieli usłyszeć od jej rodziców. – „Pamiętam Mirelkę, śliczną, grzeczną dziewczynkę. Potem jej matka powiedziała, że zaginęła. To był szok” – wspomina cytowana przez gazetę pani Urszula, sąsiadka z bloku.

 

Inni mieszkańcy budynku potwierdzają, że przez blisko trzy dekady nikt jej nie widział. – „Byłam przekonana, że dawno jej tu nie ma. Kiedy zobaczyłam, że wyprowadzają ją ratownicy, nie mogłam uwierzyć” – opowiada jedna z kobiet w rozmowie z Onetem.

 

29 lipca 2025. Policja wkracza do mieszkania

 

Jak relacjonuje Interia, pod koniec lipca do jednego z mieszkań w centrum Świętochłowic wezwano policję – sąsiedzi słyszeli awanturę. Kiedy funkcjonariusze weszli do środka, zastali tam starsze małżeństwo i kobietę, której – jak się okazało – nie widziano od 27 lat. Mirella miała problemy z chodzeniem i widoczne obrzęki nóg. W trosce o jej zdrowie policjant wezwał pogotowie.

 

Dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach, Łukasz Pach, powiedział „Faktowi”, że w drodze do szpitala Mirella przyznała ratownikom, iż „od ponad 20 lat nie wychodziła z domu”. Jej nogi były w tak złym stanie, że – jak opisuje Onet – „rany sięgały kości”.

 

Przez dwa miesiące kobieta przebywała w szpitalu. 2 października wróciła do mieszkania, w którym spędziła większość życia.

 

„Pokój zatrzymał się w czasie”

 

Dziennikarki “Faktu” opisały mieszkanie, w którym Mirella miała spędzić ostatnie 27 lat. Dwa niewielkie pokoje, w jednym z nich kanapa i półki pełne zabawek z dzieciństwa – pluszaki, książki, drobiazgi sprzed lat. Nad łóżkiem stoją pamiątki z młodości. – „Ja te zabawki wyrzucę, ale jeszcze do tego nie doszłam” – miała powiedzieć matka kobiety.

 

Kiedy dziennikarki odwiedziły rodzinę, Mirella siedziała na kanapie. Matka nie pozwalała jej jednak mówić. – „My już mamy dość, niczego nie potrzebujemy” – powtarzała starsza kobieta. Twierdziła, że „wychodzili z nią na działkę”, ale nie potrafiła przypomnieć, kiedy to było.

 

Na pytanie, dlaczego Mirella nie ma dowodu osobistego, matka odpowiedziała: – „Chciałam jej wszystko załatwić, wniosek wypisać… ale ona się zacięła i koniec było”. Dopiero po interwencji służb wniosek został złożony.

 

„Nie miała kontaktu ze światem”

 

Według relacji Faktu i Onetu, Mirella przez lata nie korzystała z żadnej pomocy lekarskiej, nie była u dentysty, fryzjera, nie miała przyjaciół, nie wychodziła na zewnątrz. Lekarze ze szpitala, do którego trafiła, mieli zalecić jej codzienne spacery i rehabilitację, by mogła odzyskać sprawność. Tymczasem – jak alarmują osoby, które zorganizowały dla niej zbiórkę na portalu Pomagam.pl – kobieta po powrocie do domu znów przestała chodzić.

 

– „Musimy jej pomóc wrócić do normalności, odzyskać życie, które straciła. Lekarze zalecili ruch, a tymczasem ona znów leży” – mówiła w rozmowie z Faktem Aleksandra Salbert, inicjatorka zbiórki.

 

Co ustaliły służby

 

Policja i Ośrodek Pomocy Społecznej w Świętochłowicach prowadzą obecnie postępowanie wyjaśniające. Jak przekazała Interii rzeczniczka świętochłowickiej policji, mł. asp. Anna Hryniak, dotychczasowe ustalenia „nie wskazują jednoznacznie, by Mirella była przetrzymywana wbrew swojej woli”. Jednocześnie śledczy badają sprawę pod kątem znęcania się i ewentualnego zaniedbania obowiązków wobec osoby zależnej.

 

Dyrektorka OPS, Monika Szpoczek, powiedziała Faktowi, że „sprawa jest szczególnie delikatna” i wymaga „pełnej współpracy wielu instytucji”. Podkreśliła, że pracownicy socjalni działają z „pełnym zaangażowaniem i empatią”.

 

Wciąż więcej pytań niż odpowiedzi

 

Nikt dziś nie potrafi odpowiedzieć, jak to możliwe, że Mirella zniknęła z systemu. Jak to się stało, że szkoła, urząd i opieka społeczna nie zauważyły jej nieobecności przez 27 lat. W kraju, w którym każdy ma numer PESEL i obowiązek posiadania dokumentu tożsamości, taka historia wydaje się niemożliwa.

 

Nie chodzi o szukanie winnych wśród sąsiadów – oni sami czują się dziś oszukani. Ale społeczeństwo ma prawo zapytać: gdzie był system, gdy dziecko przestało istnieć?

 

Cicha tragedia Mirelli

 

Dziś Mirella wciąż mieszka w tym samym miejscu. Ma nowy dowód osobisty, ale nie ma jeszcze nowego życia. Potrzebuje pomocy lekarskiej, psychologicznej i społecznej. Potrzebuje też czasu, by uwierzyć, że świat wciąż na nią czeka.

 

Jak napisał “Fakt”, nad jej łóżkiem stoją pluszaki z dzieciństwa. Być może to najlepszy obraz tej historii – dziewczynki, która nigdy nie dorosła, choć minęło prawie trzydzieści lat.

 

***

Zapraszamy was na stronę iboma.media. Tylko ciekawe i ważne treści.

***

Ważny temat:

***

KOMENTARZE: TYLKO FACEBOOK.

Masz problem, widzisz problem, masz ważną informację? Daj nam znać:

[email protected] lub przez „Wyślij Wiadomość” na Facebooku Katowice Dziś.

***

Redaktor naczelny Katowice Dziś Mateusz Cieślak. 

***

 

Fot. Pixabay