Szokujący zwrot w sprawie afery GetBack.

Szokujący zwrot w sprawie afery GetBack.

6 września 2025 Wyłączono przez Redakcja Katowice Dziś

Jak prokuratura zaczęła ścigać kontrolerów, którzy ujawniali niewygodne fakty.

***

 

Ponad dziewięć tysięcy ludzi straciło oszczędności życia, a kwota strat sięgnęła 2,5 miliarda złotych. Afera GetBack to jeden z największych wstrząsów na polskim rynku finansowym. Mimo upływu siedmiu lat wciąż brakuje odpowiedzi na podstawowe pytania: gdzie są pieniądze pokrzywdzonych ludzi i czy ktoś poniesie za ten gigantyczny skandal jakąś odpowiedzialność? Gdy Najwyższa Izba Kontroli zaczęła ujawniać niewygodne fakty o prokuraturze, doszło do sytuacji, która bardziej przypomina fabułę thrillera niż funkcjonowanie państwa prawa.

 

Jak działał GetBack i dlaczego ludzie stracili miliardy

 

GetBack S.A. powstał w 2012 roku. Spółka skupowała niespłacone kredyty i rachunki, finansując się emisją obligacji. Kupowali je zwykli obywatele, często inwestując dorobek całego życia. Wszystko runęło w kwietniu 2018 roku, kiedy spółka ogłosiła, że negocjuje wielką umowę o finansowaniu z PFR i PKO BP. Instytucje te natychmiast zdementowały tę informację. Chwilę później prezes spółki został odwołany, a ta popadła w kłopoty. Układ restrukturyzacyjny zatwierdzony w 2019 roku okazał się wyjątkowo niekorzystny dla osób, które firmie powierzyły pieniądze. Założono, że ci, którzy przecież zostali najbardziej pokrzywdzeni, odzyskają tylko jedną czwartą pieniędzy. Co więcej sumę tę rozłożono na raty płacone przez osiem lat.

 

Kontrola NIK: prokuratura pod lupą

 

W aferze tej jest wiele niewyjaśnionych wątków: podejrzane transakcje, wprowadzanie ludzi w błąd, manipulacje informacjami. Wszystko to sprawiło, że tysiące ludzi podejmowały decyzje finansowe fatalne dla nich w skutkach. Pokrzywdzeni informowali o wszystkim Komisję Nadzoru Finansowego i prokuraturę. Można było wyjaśnić tę aferę „do spodu”, wskazać i ukarać winnych, być może też odzyskać dużą część pieniędzy. Tak się jednak nie stało. Instytucje państwa zawiodły.

 

Zawiodły, lecz dlaczego? W lipcu tego roku NIK ogłosiła wyniki swojej kontroli. Raport był bezlitosny. Nadzór Komisji Nadzoru Finansowego oceniono jako nierzetelny, a działania prokuratury jako pełne nieprawidłowości. Izba wskazała, że śledczy nie tylko nie wyjaśnili przyczyn i skutków afery, ale też mogli znajdować się w niejasnych relacjach z osobami związanymi z właścicielem GetBack. W dokumentach pojawiły się wątki nacisków, politycznych powiązań i „parasola ochronnego”.

 

Konferencja prasowa i niespodziewany zwrot akcji

 

Prezes NIK Marian Banaś stanął przed kamerami i powiedział wprost: zawiodła prokuratura, zawiodły instytucje państwa. Kilka tygodni później wydarzyło się coś, co przypominało kontratak. Prokuratura Okręgowa w Radomiu wszczęła śledztwo. Nie w sprawie winnych afery. Nie w sprawie politycznych nacisków. Śledztwo dotyczyło… samych kontrolerów NIK.

 

Prokuratura kontra kontrolerzy NIK

 

Oficjalnie zarzuty brzmiały sucho: „nadużycie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego, naruszenie tajemnicy kontrolerskiej i ujawnienie informacji z postępowania przygotowawczego”. W praktyce chodziło o to, że kontrolerzy pytali prokuratorów o sprawy, które ci uznali za objęte tajemnicą. NIK odpowiedziała ostrym komunikatem: to próba wywołania „efektu mrożącego”, aby zastraszyć kontrolerów i zniechęcić ich do drążenia niewygodnych tematów.

 

Śledztwa trwają, a winnych wciąż brak

 

Prokuratura Krajowa i Regionalna odpierają zarzuty, podając imponujące statystyki: dziesięć aktów oskarżenia, ponad stu oskarżonych, tysiące przesłuchań i zabezpieczenie mienia na ponad 250 milionów złotych. Ale dla obligatariuszy to tylko liczby. Fakty są takie, że wciąż nie wiadomo, kto naprawdę odpowiada za wyprowadzenie miliardów, a część wątków – jak rola tajemniczego prokuratora oznaczanego kryptonimem „P-38” – pozostaje zagadką.

 

Thriller bez zakończenia

 

Afera GetBack to dziś nie tylko historia finansowego oszustwa, ale także opowieść o instytucjach państwa, które zamiast chronić obywateli, zaczęły walczyć ze sobą. Gdy kontrolerzy NIK wchodzili w rolę detektywów, prokuratura – zamiast podjąć trop – postanowiła ich przesłuchiwać. Dla poszkodowanych to dramat bez happy endu. Dla opinii publicznej – kryminał, który nadal nie doczekał się ostatniego rozdziału.

 

KONIECZNIE PRZECZYTAJ

***

Zapraszamy was na stronę iboma.media. Tylko ciekawe i ważne treści.

*** *** ***

Ważny temat. Warto przeczytać

 

*** *** ***

KOMENTARZE: TYLKO FACEBOOK.

Masz problem, widzisz problem, masz ważną informację? Daj nam znać:

[email protected] lub przez „Wyślij Wiadomość” na Facebooku Katowice Dziś.

***

Redaktor naczelny Katowice Dziś Mateusz Cieślak.

***