Zbrodnia tak, ale czy kara również?

Zbrodnia tak, ale czy kara również?

12 sierpnia 2025 Wyłączono przez administrator

Czy za kratami siedzi niewinny człowiek?

***

 

Zbrodnia w Będzinie. Adwokat: „Wyrok dożywocia oparto na poszlakach”

 

Wstrząsająca zbrodnia w Będzinie, sprzeczne wyroki sądów, brak twardych dowodów i kluczowa rola jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego – to elementy, które zdaniem adwokata Pawła Matyi każą wątpić w winę Rafała Pacyny skazanego na dożywocie. W rozmowie poruszamy m.in. błędy policji, brak zabezpieczenia monitoringu, zignorowane tropy, podobną niewyjaśnioną zbrodnię w Czeladzi oraz możliwe drogi wznowienia sprawy w Sądzie Najwyższym.

 

Dowiesz się o:

– wątpliwościach wokół wyroku dożywocia w sprawie zbrodni w Będzinie,

– błędach policji i zaniechaniach śledztwa,

– roli jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego,

– braku dowodów biologicznych i odcisków palców,

– podobnej zbrodni w Czeladzi,

– możliwych drogach wznowienia postępowania,

– motywach, które się nie bronią.

 

Wstrząsająca zbrodnia, sprzeczne wyroki i kara dożywocia oparta na poszlakach. Na przełomie 2005 i 2006 roku w Będzinie zamordowano dwie osoby. Za czyn ten skazano Rafała Pacynę, który odsiaduje wyrok. O samej sprawie piszemy w artykule opublikowanym dziś na naszym portalu: “Skazany na podstawie wizji jasnowidza?”.

 

O tym, dlaczego sprawa budzi fundamentalne wątpliwości i co mogło pójść nie tak w śledztwie, rozmawiamy z adwokatem Pawłem Matyją, który jest głęboko przekonany o niewinności skazanego.

 

Mateusz Cieślak: Panie Mecenasie, w sprawie brutalnego, podwójnego zabójstwa w Będzinie zapadł prawomocny wyrok dożywocia. Pan jest jednak przekonany, że skazano niewinną osobę. Co o tym przesądza?

 

Paweł Matyja: Moje przekonanie bierze się z faktu, że zgromadzony w tej sprawie materiał dowodowy – który składał się wyłącznie z poszlak – nie tworzy nierozerwalnego łańcucha, który eliminowałby wszystkie inne, alternatywne wersje wydarzeń. To absolutny warunek skazania w procesie poszlakowym. Jeśli pozostaje choć cień rozumnej wątpliwości, nie można mówić o winie. Ta sprawa jest tego skrajnym przykładem.

 

Mateusz Cieślak: Co ma pan na myśli?

 

Paweł Matyja: Mówimy o procesie, który jest zaprzeczeniem pewności prawa. Ten sam człowiek, w oparciu o te same dowody, został najpierw skazany na dożywocie, następnie uniewinniony, by finalnie ponownie usłyszeć wyrok dożywocia. Oznacza to, że sędziowie, patrząc na ten sam materiał, dochodzili do absolutnie skrajnych wniosków. Prawo nie może przypominać loterii. Co więcej, w składzie sędziowskim, który uchylił wyrok uniewinniający, a później orzekał w sprawie skazującej, zasiadał ten sam sędzia. To rodzi poważne pytania o bezstronność.

 

Mateusz Cieślak: Co w działaniach organów ścigania bulwersuje pana najbardziej?

 

Paweł Matyja: Lista zaniechań jest porażająca. Po pierwsze, w sprawie o podwójne zabójstwo w centrum miasta nie zabezpieczono żadnego monitoringu z okolicy, który mógłby pokazać, kto wchodził do kamienicy. Co gorsza, to nie był jednorazowy błąd. Ta sama komenda policji w Będzinie kilkanaście lat później, w 2017 roku, prowadząc sprawę zaginięcia Jacka Sikory, popełniła identyczny błąd i również nie zabezpieczyła kluczowych nagrań. A finalnie i ta sprawa dotyczyła przecież zabójstwa To pokazuje pewną systemową nonszalancję.

 

Mateusz Cieślak: Jakie były inne błędy?

 

Paweł Matyja: Zlekceważono i nie zabezpieczono nagrania anonimowego telefonu na policję, w którym informator jako pierwsza osoba wskazał potencjalnych sprawców. Nie wiemy, czy nie dzwonił prawdziwy morderca, by odwrócić od siebie uwagę. Ponadto nie przeprowadzono rzetelnej wizji lokalnej, by sprawdzić, czy do kamienicy nie można było wejść inaczej niż drzwiami, na przykład przez notorycznie psujące się okno na półpiętrze. To elementarne czynności, których brak po latach jest nie do naprawienia.

 

Mateusz Cieślak: W sprawie pojawił się też wątek jasnowidza. Jaką rolę odegrał?

 

Paweł Matyja: Niestety, kluczową i jest to dla mnie zjawisko niewytłumaczalne. To właśnie jasnowidz wskazał rzekomego świadka – kobietę, na której zeznaniach w dużej mierze oparto oskarżenie. Problem w tym, że mówimy o osobie skrajnie niewiarygodnej: leczącej się psychiatrycznie, podatnej na sugestie, która wielokrotnie zmieniała swoje zeznania. Najpierw twierdziła, że słyszała przez ścianę planowanie zbrodni, by później wycofać się do stwierdzenia, że usłyszała jedynie, iż „coś trzeba z tą kobietą zrobić”. To gigantyczna różnica. Opieranie na tym filarze sprawy o dożywocie jest kompromitacją.

 

Mateusz Cieślak: A co z twardymi dowodami? Odciskami palców, śladami biologicznymi na miejscu zbrodni?

 

Paweł Matyja: Otóż to – nie było żadnych. Na narzędziu zbrodni czy ciałach ofiar nie znaleziono niczego, co łączyłoby z nimi Rafała Pacynę Jego DNA nie było na miejscu zdarzenia. Co więcej, pożar, który wybuchł w kamienicy, skutecznie zatarł ślady i uniemożliwił dokładne ustalenie czasu zgonu. Prokuratura przyjęła wersję, że morderstw dokonano kilka dni przed podpaleniem. To nielogiczne. Zabójca, chcąc zatrzeć ślady, podkłada ogień natychmiast, a nie czeka kilka dni w okresie noworocznym, ryzykując, że ktoś w tym czasie odkryje ciała.

 

Mateusz Cieślak: Co można zrobić po tylu latach, by pomóc w ujawnieniu prawdy?

 

Paweł Matyja: Istnieją dwie drogi. Pierwsza to nowi świadkowie. Żona skazanego wie o osobach, które rzekomo widziały jedną z ofiar żywą już po przypuszczalnej dacie jej śmierci. Publiczny apel i ich zeznania mogłyby doprowadzić do wznowienia postępowania. Druga droga ma charakter formalny – to wniosek o wznowienie sprawy w Sądzie Najwyższym z uwagi na udział w składach orzekających tzw. neo-sędziów. Jeśli zostanie uwzględniony, sprawa wróci na wokandę i będzie można od nowa zmierzyć się z dowodami.

 

Mateusz Cieślak: Wspominał pan także o innej, niewyjaśnionej sprawie z okolicy.

 

Paweł Matyja: Tak. W pobliskiej Czeladzi doszło do bardzo podobnej zbrodni – również podpalono budynek, w wyniku czego zginęły dwie osoby. Sprawców nigdy nie wykryto. To ślad, który powinien być automatycznie sprawdzony, a został zignorowany.

 

Mateusz Cieślak: Na koniec wróćmy do motywu. Dlaczego Rafał Pacyna miałby zabić dwie osoby?

 

Paweł Matyja: Według prokuratury, motywem był dług za czynsz w wysokości 4 tysięcy złotych. To absurd. Takich pieniędzy nie spłaca się, ryzykując dożywocie, ale pożyczając od rodziny czy biorąc pożyczkę. Drugim motywem miało być wyłudzenie odszkodowania z ubezpieczenia podpalonego lokalu. Tyle że i ten motyw jest całkowicie nielogiczny – pożar wybuchł na drugim piętrze kamienicy, podczas gdy ubezpieczony bar znajdował się na parterze. Założenie, że ktoś podpala inne piętro, licząc na spalenie parteru w kamienicy w ścisłym centrum miasta, gdzie reakcja straży pożarnej jest niemal natychmiastowa, jest niedorzeczne. Co więcej, polisa ubezpieczeniowa nie była zawarta przez Rafała Pacynę, ale przez jego żonę, która prowadziła działalność. Te motywy po prostu się nie bronią. Są tak kruche, jak cały materiał dowodowy w tej sprawie.

 

Zdjęcie wykonano podczas procesu dotyczącego zabójstwa J. Sikory.

 

*** *** *** 

Ważny temat:

Gorzka cena walki o zdrowie i życie ludzi.

Warto przeczytać

*** *** ***

KOMENTARZE: TYLKO FACEBOOK.

Masz problem, widzisz problem, masz ważną informację? Daj nam znać:

[email protected] lub przez „Wyślij Wiadomość” na Facebooku Katowice Dziś.

***

Redaktor naczelny Katowice Dziś Mateusz Cieślak. 

***