Skazany na podstawie wizji jasnowidza?

Skazany na podstawie wizji jasnowidza?

12 sierpnia 2025 Wyłączono przez administrator

Człowiek odsiaduje wyrok dożywotniego pozbawienia wolności a jest być może niewinny. Jego żona walczy o prawdę.

 ***

 

Policjanci poszli po pomoc do jasnowidza – i dostali awanse

 

Czy można skazać człowieka na dożywocie, nie mając przeciwko niemu żadnych bezpośrednich dowodów? Można – jeśli policja potraktuje poważnie wizję jasnowidza i pójdzie za jego wskazówką. Tak właśnie stało się w Będzinie, gdzie po brutalnym zabójstwie dwóch osób jedynym tropem okazała się sugestia Krzysztofa Jackowskiego. 

 

Były inne tropy – przez policję “niezauważone” – o czym za chwilę. Bezradni funkcjonariusze udali się więc do jasnowidza. Na podstawie jego wskazówek dotarli do świadka, który słyszał rozmowę prowadzoną za ścianą o grubości 40 cm. To wystarczyło. Rafał Pacyna, właściciel będzińskiego baru „O kurczę”, został skazany na dożywocie.

 

Człowiek siedzi w celi. Choć minęły lata z pewnością wiele osób pamięta tamtą zbrodnię. Czy Rafał Pacyna mógł w sposób wyjątkowo okrutny zamordować dwie osoby? Po stronie skazanego człowieka stanął adwokat Paweł Matyja, który uważa, że skazano niewłaściwą osobę. Polecamy rozmowę z adwokatem – publikujemy ją również dziś.

 

Policjanci prowadzący śledztwo dziś są na emeryturze. Ale po zakończeniu postępowania awansowali. Za jasnowidza. I pomimo że w śledztwie roiło się od błędów i niedoróbek.

 

Zbrodnia w Będzinie – zignorowane tropy i błędy śledztwa

 

Zbrodnia została popełniona na przełomie 2005 i 2006 roku w centrum Będzina – przy ulicy Modrzejowskiej. Ktoś rozbił głowy dwóm osobom – właścicielce kamienicy i mężczyźnie z mieszkania obok, którego kobieta zatrudniała w charakterze dozorcy. Następnie ich mieszkania podpalono.

 

Na miejscu znaleziono narzędzie zbrodni – tłuczek połączony z toporkiem. Były na nim ślady krwi ofiar. Nie było jednak na nim ani odcisków palców, ani śladów DNA Pacyny

 

Policja nigdy nie ustaliła, w jaki sposób morderca dostał się do środka. Przyjęto, że musiał mieć klucze. Mieli je Pacynowie. Miała – zatrudniona w ich barze pomocnica. Miało kilkanaście innych osób.

 

Jednak do kamienicy można było dostać się w inny sposób. Na przykład przez niezabezpieczone okienko znajdujące się nisko nad ziemią. Okienko jednak nie zainteresowało policjantów. Podobnie jak to, że z otwartego okna jednego z podpalonych mieszkań zwisała wstęga materii kończąca się blisko ziemi. A ponieważ była wtedy śnieżna zima, poniżej były odciski czyichś butów. 

 

Wiele więc wskazywało na to, że z miejsca zbrodni ktoś ewakuował się po zwisającej wstędze i odszedł. Naturalne wydawało się więc sprowadzenie na miejsce psa wyszkolonego do tropienia śladów i próba odszukania osoby, której ślady zostały odciśnięte na śniegu. Tego nie uczyniono.

 

Brak zabezpieczenia monitoringu w Będzinie

 

Nie zabezpieczono nagrań z monitoringu, mimo że w okolicy znajdowały się kamery. I to nie tylko kamery miejskie, lecz również kamery zamontowane na pobliskich budynkach. W jednym był bank a w drugim prokuratura.

 

Przez pierwszy tydzień policja dosłownie dreptała w miejscu. I mimo żadnego pomysłu na prowadzenie śledztwa, nie pomyślano o pozostawionych na śniegu odciskach czy o wspomnianych kamerach. 

 

Anonimowy telefon i zmiana daty zabójstwa

 

Sprawa ruszyła naprzód po tygodniu. Na policję zadzwoniła anonimowa osoba. Ten ktoś powiedział, że Rafał Pacyna jest mordercą. Wiedza o tym, że ktoś kogoś zabił, jest dosyć ekskluzywna. Naturalne wydaje się pytanie, skąd osoba postronna może o tym wiedzieć. Pacyna napisał o tym na śniegu? Jasne, że nie, lecz policjanci nie wpadli na to, by podjąć próbę ustalenia, kto dzwonił.

 

Do zbrodni doszło na przełomie 2005/2006 roku. W Polsce nie było obowiązku rejestrowania kart pre-paid. Ale policjanci nie uczynili kompletnie nic, by ustalić skąd telefonowano, czy telefon można zidentyfikować, czy da się jakoś ustalić dane dzwoniącego, do jakiego operatora karta należała. Gdyby to był na przykład telefon na abonament, policjanci też by tego nie wiedzieli.

 

Pacynę na krótko zatrzymano. Okazało się jednak, że w dniu zabójstwa przebywał za granicą. I to taką, że nie da się jej przekroczyć bez kontroli paszportów. Dowody jego bytności poza Polską były bezsporne, toteż go wypuszczono. Ale później prokurator “przesunął” datę morderstwa. I w “nowym” czasie morderstwa Pacyna był już w Polsce.

 

Jak to było możliwe, zapewne zapytacie? Było, ponieważ nigdy dokładnie nie ustalono, kiedy do zabójstwa doszło. Raz przyjmowano, że śmierć właścicielki kamienicy i dozorcy nastąpiła pod koniec grudnia 2005 roku, a innym razem, że było to już na początku stycznia 2006 roku. Zakładano również, że do podpalenia miejsca zbrodni mogło dojść nawet kilka dni po zabójstwie. Bo, że to było podpalenie, to wiadomo. Ogień bowiem podłożono w kilku miejscach naraz.

 

Świadek wskazany przez jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego

 

Nam się wydaje oczywistym, że warto obejrzeć nagrania z kamer. To wręcz się nasuwa samo – skoro przyjąć założenie, iż ktoś podpala miejsce zbrodni kilkanaście lub kilkadziesiąt godzin po morderstwie. Zamiast tego policjanci pojechali do jasnowidza z Człuchowa.

 

Zabrali ze sobą ubrania należące do ofiar i jakieś inne przedmioty znajdujące się na miejscu zbrodni. Krzysztof Jackowski miał je oglądać a nawet obwąchiwać. Koncentrował się. Dumał nad czymś. Przechadzał po pokoju. Był bardzo skoncentrowany i z pewnością szczerze chciał pomóc w ustaleniu zabójcy. Tylko czy pomógł?

 

Po kilku godzinach ciężkiej pracy orzekł, że w sprawie może pomóc kobieta mieszkająca kilka kilometrów od miejsca zbrodni”. Kobietę tę policjanci znajdą w miejscowości mającej jakiś związek z kościołem.

 

Związek z kościołem ma mnóstwo miejscowości w Polsce. Jest ich co najmniej tyle, ile jest w Polsce kościołów. I w jednej z takich miejscowości, rzeczywiście nieodległej od Będzina, śledczy znaleźli Ewę.

 

Pacynowie zatrudniali Ewę jako pomocnicę w swym barze. Jej zeznania stały się fundamentem aktu oskarżenia.

 

Wątpliwa wiarygodność kluczowej świadek

 

Problem w tym, że Ewa miała pewien problem. W wyniku badania psychologicznego uznano, że była podatna na sugestię. Co więcej w tamtym czasie jej brat miał kłopoty z prawem. Mogła więc sądzić, że przykładnie pomagając policji, pomoże swemu bratu. 

 

Ważniejsze jest to, że parokrotnie zmieniała swoje zeznania. Nie była konsekwentna w tym czy słyszała, że dwóch mężczyzn za ścianą rozmawia o właścicielce kamienicy, czy tego nie słyszała. Najważniejsze jednak jest to, by odpowiedzieć sobie, czy w ogóle mogła cokolwiek słyszeć.

 

Ewa sprzątała jedno z pomieszczeń baru a w tym czasie jej partner oraz Rafał Pacyna mieli siedzieć w drugim pomieszczeniu baru. I mieli rozprawiać o właścicielce kamienicy. 

 

Problem w tym, że: Oba pomieszczenia dzieliła ściana grubości 40 centymetrów. Sprzątane przez pomocnicę Ewę pomieszczenie było toaletą, w której po wejściu do środka automatycznie uruchamiał się wentylator. Panowie zaś rozmawiali na zapleczu, gdzie były lodówki, chłodziarki i inne urządzenia elektryczne. Lodówki i chłodziarki były dość stare i przez nie były zbyt ciche. Szum przez nie wydawany był na tyle głośny, że przy drzwiach wejściowych do baru zamontowany został brzęczek. Gdy Pacynowie byli na zapleczu, nie słyszeli wchodzących do baru gości. 

 

Czy w tych warunkach Ewa mogła słyszeć zza ściany rozmowę? Nawet, gdyby bardzo ją chciała usłyszeć. Przeprowadzono eksperyment procesowy, który wykazał, że mogła. Jednak podczas tego eksperymentu żadne ze wspomnianych urządzeń nie działało.

 

Sześć procesów, sprzeczne wyroki i brak zdań odrębnych

 

Sprawa Rafała Pacyny była rozpatrywana sześciokrotnie. Procesy toczyły się w Sądzie Okręgowym w Katowicach oraz w Sądzie Apelacyjnym w Katowicach.

 

Najpierw wraz z nim skazano jego rozmówcę. W kolejnych procesach drugiemu mężczyźnie dano spokój. Na ławie oskarżonych Pacyna zasiadał sam. W pewnym momencie został nawet uniewinniony. Sąd apelacyjny uznał wtedy, że śledztwo było „chaotyczne, pobieżne i dalekie od profesjonalizmu”. Nakazano ponowne rozpoznanie sprawy.

 

Ostatecznie Pacyna trafił do więzienia. Odsiaduje dożywocie. Być może powinien mówić o szczęściu, skoro w Polsce nie ma już kary śmierci. A nas ciekawie, co czują sędziowie, którzy go skazywali. Pacyna ma żonę i córkę, która dziś jest dorosła. W dorosłość wchodziła bez ojca. Skazując Pacynę sędziowie skazali również kobietę i nastolatkę. Czy nigdy nie mieli wątpliwości. 

 

W jego sprawie sędziowie orzekali w kilkuosobowych składach. Po kilku sędziów zawodowych oraz kilku ławników. Taki był bowiem charakter tej sprawy. Adwokat Matyja podkreśla, że za każdym razem wyroki zapadały jednogłośnie. A przecież wyroki te były ze sobą sprzeczne. 

 

Raz sąd uznawał Ewę za wiarygodną, innym razem nie. Skazano także, a potem uniewinniono współoskarżonego. Samego Pacynę też raz uniewinniono, a potem skazano na dożywocie. Żaden z sędziów nie zgłosił nigdy zdania odrębnego. A przecież – i to tu trzeba bardzo mocno podkreślić – wszystkie te składy sędziowskie orzekały mając te same akta. Mając te same dowody.

 

Mocno wątpliwe motywy zbrodni

 

Kto czyta kryminały, lub kocha filmy sensacyjne, ten wie, że zbrodniarz ma zwykle motyw. Jaki motyw przyświecał Rafałowi Pacynie, że postanowił zabić dwie osoby a potem podpalić kamienicę? Ponoć miał zaległości czynszowe. Lecz wynosiły one 4 tys. zł. Również w 2006 roku nie było to aż tak wiele, by tego nie można było spłacić. Tym bardziej, że żona Rafała Pacyny przyniosła na policję zeszyt, w którym spłata tej zaległości miała być potwierdzona podpisem właścicielki budynku. Bytność małżonki na policji jest udokumentowana, a zeszytu nie ma. 

 

Ale był drugi motyw. Rzekomo Pacyna podpalił kamienicę, by wyłudzić odszkodowanie za ubezpieczony lokal. Tyle, że mieszkania, w których podłożono ogień, są na drugim piętrze. Bar zaś był na parterze. Po ugaszeniu pożaru pozostał nietknięty.

 

Niewyjaśniona zbrodnia w Czeladzi – podobieństwa do sprawy z Będzina

 

Każdy kto wie, gdzie jest Będzin, wie także gdzie jest Czeladź. Dla wielu to jedna miejscowość. W tym bezpośrednim sąsiedztwie doszło do innej zbrodni, której policji wyjaśnić się nie udało. Tam również było podpalenie. Również zginęli ludzie. 

 

W 2001 roku bandyci podpalili punkt skupu metali. W ogniu zginęli dwaj bracia, młodzi ludzie. Jeden wybiegł z płonącego budynku. Bandyci czekali na niego. Powiedzieli, że albo wróci do środka, albo go zatłuką. Wybrał śmierć w płomieniach.

 

Mecenas Paweł Matyja uważa, że podobieństwo tych dwóch spraw powinno policjantom zapalić w głowach światełka ostrzegawcze. Często jest bowiem tak, że bandyci popełniają zbrodnie według ustalonego schematu. Ale tych dwóch spraw policja nie usiłowała połączyć. 

 

Apel żony skazanego – poszukiwani nowe dowody i świadkowie

 

Żona Rafała Pacyny, Alina, walczy o uniewinnienie męża. Aby to mogło się dokonać potrzebne są nowe dowody. Bądź nowi świadkowie. Z jej wiedzy wynika, że ktoś widział właścicielkę kamienicy w dniach, kiedy ta miała już nie żyć. 

 

Przypomnijmy, że założono, iż pożar mógł wybuchnąć kilka dni po morderstwach. Być może więc ktoś widział właścicielkę kamienicy znajdującej się przy ulicy Modrzejowskiej w Będzinie, w ostatnich dniach grudnia 2005 lub w styczniu 2006 roku. Być może ktoś z nią rozmawiał. Od tej informacji zależy los człowieka. 

 

Więcej o zastrzeżeniach wobec śledztwa, roli jasnowidza i wątpliwościach prawnych przeczytasz w naszym wywiadzie z adwokatem Pawłem Matyją. Wywiad już jest na naszej stronie: „Zbrodnia tak, ale czy kara również? Czy za kratami siedzi niewinny człowiek?” (patrz rubryka Aktualności)

 

*** *** *** 

Ważny temat:

Gorzka cena walki o zdrowie i życie ludzi.

Warto przeczytać

*** *** ***

KOMENTARZE: TYLKO FACEBOOK.

Masz problem, widzisz problem, masz ważną informację? Daj nam znać:

[email protected] lub przez „Wyślij Wiadomość” na Facebooku Katowice Dziś.

***

Redaktor naczelny Katowice Dziś Mateusz Cieślak. 

***

 

Fot. Pixabay