Prezydent miasta do wymiany.
21 sierpnia 2025Nie tylko w Zabrzu.
***
Walka o władzę lokalną. Zabrze wchodzi w dogrywkę, a w regionie próby odwołania włodarzy.
Zabrze – wybory już 25 sierpnia. Kto w drugiej turze
Po majowym referendum, które odwołało urzędującą prezydentkę, Zabrze wybiera nowego włodarza w przedterminowych wyborach. Pierwsza tura z 10 sierpnia nie przyniosła rozstrzygnięcia. W drugiej turze – 25 sierpnia 2025 r. – spotkają się Ewa Weber (pełniąca obowiązki prezydenta miasta) oraz Kamil Żbikowski. O pierwszej turze i o zabrzańskiej dogrywce już pisaliśmy i będziemy do niej wracać, dlatego dziś przyglądamy się przede wszystkim temu, co dzieje się w innych miastach regionu i kraju.
Aglomeracja śląsko-zagłębiowska – referenda na ustach, formalności na wagę złota
Po czerwcowych głosowaniach w Gliwicach przygasł scenariusz referendum w sprawie odwołania Katarzyny Kuczyńskiej-Budki. W przestrzeni publicznej pojawiały się różne zapowiedzi i komentarze, ale brak formalnego zawiadomienia oznacza, że dziś nie ma zarejestrowanej obywatelskiej ścieżki odwoławczej.
W Świętochłowicach temat odwołania prezydenta co jakiś czas wraca w mediach społecznościowych, lecz w bieżącej kadencji nie widać nowych kroków proceduralnych.
W Dąbrowie Górniczej i w Będzinie po sesjach absolutoryjnych pojawiły się polityczne sygnały o możliwych referendach, jednak nie przeszły one w tryb kodeksowy.
Bytom pozostaje przykładem miasta, w którym pamięć o wcześniejszych próbach odwołania władz wciąż rozpala spory, ale obecnie nie toczy się nowa procedura.
Na obrzeżu klasycznego rozumienia GZM mamy Zawiercie – tam w lipcu przyjęto zawiadomienie o zamiarze przeprowadzenia referendum, co pokazuje, że w części gmin emocje przeradzają się w konkrety.
Gliwice – polityczna cisza wokół referendum i ważna kwestia szpitala.
Po 12 czerwca 2025 r., gdy rada udzieliła wotum zaufania i absolutorium, temat odwołania prezydentki przycichł. Ciekawi też brak rzetelnych ocen prezydentki w lokalnych mediach. A przecież jest pewna sprawa, o której milczeć nie wolno.
W kampanii wyborczej ze strony Katarzyny Kuczyńskiej-Budki padła obietnica nowego miejskiego szpitala. Poprzednie władze zostawiły gotowy projekt na około 356–400 łóżek, którego dokumentacja miała kosztować 5,648 mln zł brutto. Po zmianie w ratuszu kurs został jednak skorygowany: miasto porozumiało się ze Śląskim Uniwersytetem Medycznym w sprawie budowy Szpitala Uniwersyteckiego – Centrum Chorób Cywilizacyjnych. Skala i rachunek robią wrażenie: około 2,3 mld zł oraz blisko 700–750 łóżek, realizacja etapami do 2032 r. W czerwcu projekt otrzymał pozytywną decyzję IOWISZ, czyli zielone światło co do celowości.
Kluczowa sprawa to finansowanie. IOWISZ to nie pieniądze – to dopiero przepustka do starań o środki. Uczelnia ani miasto nie mają tych pieniędzy. Miasto samo podkreśla, że chodzi o pieniądze z budżetu państwa.
I tu jest pies pogrzebany. W realiach napiętych finansów ochrony zdrowia, przy rosnących wydatkach publicznych także w innych dziedzinach (ogromne pieniądze zaczęliśmy wydawać na obronę), jest to ambitny plan wymagający twardych decyzji rządowych i wieloletniego montażu.
Dodatkową kontrowersję wywołało udostępnienie Nysie dokumentacji „starego”, miejskiego projektu. Z jednej strony mowa o nieodpłatnym użyciu planów, z drugiej magistrat zaznacza, że miasto zachowuje prawa do tej dokumentacji. Tyle tylko, że przyszłość nie rysuje się obiecująco dla megaszpitala w Gliwicach. Dzisiejsza “Gazeta Wyborcza” – przychylna przecież rządowi i Koalicji Obywatelskiej – donosi: “Budżet na 2026 rok to gra o miliardy i o polityczne przetrwanie. Rząd Donalda Tuska ma coraz większe ciśnienie na szukanie dochodów, bo kasa państwa właśnie zaczęła krwawić”.
A dodajmy do tego i to, że podlegający Ministerstwu Zdrowia NFZ ma gigantyczną dziurę w swoim budżecie i zalega z wypłatami miliardów złotych dla tych szpitali, które istnieją, działają, leczą ludzi. Skąd więc 2,3 mld zł na ogromny szpital w Gliwicach?
Katowice – opozycja rozproszona, mandat prezydenta mocny
W Katowicach nie było w ostatnim czasie formalnych prób referendum. Opozycja wobec władz miasta budowała się innymi kanałami: w mediach społecznościowych, przez kampanie kontrkandydatów, działania ruchów miejskich i sąsiedzkie protesty. Emocje wzbudzały spory o budowę kolejnych budynków mieszkalnych, inwestycje drogowe przecinające tereny zielone, a latem powracał temat uciążliwych zapachów na styku miast (problem odorowy).
To mogło być mocne paliwo dla krytyki, ale jednak nie przełożyło się na efekt przy urnach. W wyborach samorządowych 2024 r. Marcin Krupa wygrał w pierwszej turze, zdobywając 62,43 proc. i 60 112 głosów przy frekwencji 46,5 proc. W radzie miasta układ sił jest bardziej zniuansowany: Koalicja Obywatelska ma 14 mandatów, Forum Samorządowe i Marcin Krupa – 9, a PiS – 4; jeden radny jest niezrzeszony. Opozycja pozostaje rozproszona, co również tłumaczy, dlaczego układ w ratuszu od lat pozostaje stabilny.
Województwo śląskie poza aglomeracją – od zapowiedzi do podpisów
Poza rdzeniem metropolii najdalej zaszła dziś lokalna opozycja w trzech ośrodkach. W Częstochowie komisarz wyborczy potwierdził przyjęcie zawiadomienia w sprawie referendum o odwołanie prezydenta; inicjatorzy zapowiadają start zbiórki podpisów. W Zawierciu w lipcu formalnie zarejestrowano zawiadomienie o inicjatywie odwoławczej. W Cieszynie zgłoszono zamiar odwołania zarówno burmistrz, jak i rady miejskiej.
Realizują się tam trzy różne scenariusze, które łączy wspólny mianownik: udało się przejść od deklaracji i planów do formalności.
W Bielsku-Białej i w Ustroniu temperatura sporu rośnie, ale na razie brakuje kroków proceduralnych. W wielu gminach mówienie o referendum to dziś narzędzie nacisku, a nie codzienny sposób zmiany władzy.
Reszta kraju – wielkie emocje, niska frekwencja
W różnych częściach Polski po wyborach 2024 r. ruszyła fala prób odwołania włodarzy. Rok 2025 przyniósł kilka głośnych głosowań z identyczną puentą: nieważne z powodu frekwencji.
W Bolimowie do urn poszło 29,74 proc. uprawnionych – za mało, by odwołać burmistrza. W Hrubieszowie frekwencja wyniosła 10,84 proc. i referendum także upadło. W gminie Zgorzelec również zabrakło głosujących, by odwołać wójta i radę.
W innych miejscach część wniosków odpada jeszcze przed głosowaniem, jak w Mogilanach czy w Piotrkowie Trybunalskim. Gdzie indziej procedury idą swoim trybem, ale ostatecznie rozbijają się o próg ważności, jak w Podgórzynie czy w Świeradowie-Zdroju. To codzienność referendów miejskich: długa, sformalizowana droga i częsty finał w postaci zbyt niskiej frekwencji.
Walka o władzę lokalną ma dziś dwa oblicza. W Zabrzu rozstrzygnięcie przyniesie dogrywka 25 sierpnia. W innych miastach aglomeracji inicjatywy nie wychodzą poza etap haseł i apeli. Progi ważności referendów skutecznie premiują status quo.
*** *** ***
Gorzka cena walki o zdrowie i życie ludzi.
*** *** ***
KOMENTARZE: TYLKO FACEBOOK.
Masz problem, widzisz problem, masz ważną informację? Daj nam znać:
[email protected] lub przez „Wyślij Wiadomość” na Facebooku Katowice Dziś.
***
Redaktor naczelny Katowice Dziś Mateusz Cieślak.
***


