Gdy Tusk odchodzi.

Gdy Tusk odchodzi.

24 sierpnia 2025 Wyłączono przez administrator

Dwa scenariusze dla Polski. Oba bardzo ciekawe.

***

 

Wyobraźmy sobie moment, w którym Donald Tusk przestaje być premierem. Dwie ścieżki poprowadzą w przyszłość. W hipotetycznej, rzecz jasna, rzeczywistości widzimy dwie możliwości. W pierwszej Tusk rezygnuje sam — zmęczony konfliktem, wypalony albo przekonany, że pałeczkę powinien przejąć od niego ktoś inny — a koalicja rządząca utrzymuje większość. W drugiej Koalicja Obywatelska przegrywa wybory, a większość tworzą Prawo i Sprawiedliwość oraz Konfederacja. Co dzieje się dalej?

 

Scenariusz A: Tusk odchodzi sam, koalicja rządzi dalej

 

W tym wariancie kluczowe jest szybkie wyłonienie sukcesora, który utrzyma kurs proeuropejski i opanuje arytmetykę koalicyjną. Nowy premier musi stabilnie dowieźć obóz rządzący do końca kadencji, zanim opozycja zacznie dyktować narrację.

 

Kto po Tusku w KO? Sikorski, Trzaskowski, Trzecia Droga czy może ktoś z Lewicy

 

Naturalnym kandydatem jest Radosław Sikorski — polityk z silną pozycją międzynarodową, który zapewnia ciągłość w polityce bezpieczeństwa i w relacjach z UE. Alternatywą „wizerunkową” byłby Rafał Trzaskowski: efekt nowego otwarcia, reset komunikacji, mobilizacja centrum i klasy średniej.

 

Wariantem stabilizacyjnym byłby premier z koalicyjnego zaplecza: Władysław Kosiniak-Kamysz jako szef rządu, łączącego partnerów i uspokajającego scenę, albo — bardziej technokratycznie — Krzysztof Gawkowski jako gwarant dowożenia projektów cyfrowych i zarządzania kryzysowego.

 

Czy rozważać Szymona Hołownię lub Włodzimierza Czarzastego? Formalnie tak, politycznie — dziś to czysta teoria. Hołownia po ostatnim twardym ciosie wizerunkowym zaliczył wyraźny spadek, a Czarzasty jest raczej sprawnym mediatorem niż kandydatem na szefa gabinetu.

 

Pierwsze 100 dni „rządu po Tusku”: pragmatyzm zamiast fajerwerków

 

Nowy premier — niezależnie od nazwiska — zaczynałby od ekonomii codzienności: rachunków za energię dla firm, kolejek do lekarza, podatków i prostych ułatwień dla przedsiębiorców. Dopiero później przyszedłby czas na spory ideowe. W komunikacji dominowałby przekaz „ciągłość plus korekta kursu”, a w koalicji — wymiana kilku twarzy i domknięcie sporów o priorytety wydatkowe.

 

Scenariusz B: KO traci władzę. Rząd PiS–Konfederacja

 

Jeśli nową większość tworzą PiS i Konfederacja, zaczyna się targ o tekę premiera i cenę programową: podatki, deregulację, spółki Skarbu Państwa, politykę klimatyczną i kurs wobec Brukseli.

 

Fotel premiera: Bocheński, Czarnek, Błaszczak. Morawiecki w tle

 

Tobiasz Bocheński — ciągle bliżej nieznany — mógłby zostać kandydatem kompromisowym: wizerunek człowieka kompromisu, mniejsze “zużycie”, łatwiejsza akceptacja partnera koalicyjnego (Konfederacji). Przemysław Czarnek uosabia twardy, tożsamościowy rdzeń prawicy: rząd pod jego kierownictwem oznaczałby ostrzejszą agendę światopoglądową i mocny akcent na „państwo wartości”. Ten premir szedłby na zwarcie. Mariusz Błaszczak to z kolei to uosobienie lojalności wobec Jarosława Kaczyńskiego — waluta warta wiele w partyjnej układance, choć obciążona bieżącymi sporami i wizerunkowymi kosztami. W tle rysuje się postać Mateusza Morawieckiego jako bardzo rozpoznawalnego polityka. On nadal ma wielkie ambicje, lecz trudniej byłoby mu dziś zagrać rolę arbitra między PiS a wolnorynkowym skrzydłem Konfederacji.

 

Cena Konfederacji: gospodarka pod ich kuratelą

 

Konfederacja wzięłaby kurs na wicepremiera ds. gospodarki i kluczowe resorty: finanse, cyfryzację, może aktywa. Pakiet na stół: uproszczenie podatków, deregulacja, audyt państwowych spółek i inna niż dziś polityka fiskalna. W ten sposób konfederacja chciałaby zmienić kraj.

 

Polityka zagraniczna i bezpieczeństwo: pole minowe nowej większości

 

PiS trzymałby kurs pro-NATO i pro-modernizacyjny w armii, Konfederacja próbowałaby skorygować retorykę kosztową wobec UE i wsparcia dla Ukrainy. Różnica akcentów szybko stałaby się widoczna. To premiera i szefa MSZ uczyniłoby kluczowymi strażnikami spójności przekazu — zarówno w Waszyngtonie, jak i w Brukseli. szybko też mogłby doprowadzić do poważnego kryzysu politycznego. Być może do rozpadu obozu rządzącego (PiS i Konfederacja) i przedterminowych wyborów.

 

Co naprawdę przesądzi? Ekonomia codzienności

 

Nieważne, czy rządzi „kontynuacja po Tusku”, czy gabinet PiS–Konfederacja — o sukcesie zdecydują szybkie, namacalne efekty: stabilne rachunki za energię, krótsze kolejki, przewidywalne podatki i prostsze państwo dla przedsiębiorców. Albo wyższe rachunki i wyższe ceny w sklepach. Bardziej doświadczony w rządzeniu PiS nie chciałby eksperymentów w gospodarce. konfederacja do tego właśnie by parła. Ta koalicja musiałaby jakoś rozwiązać podstawowy dylemat – jak wyhamować wzrost zadłużenia państwa, skąd wziąć krocie pieniędzy na armię i jak jednocześnie obniżyć podatki i składki ZUS.

 

*** *** *** 

Ważny temat:

Gorzka cena walki o zdrowie i życie ludzi.

Warto przeczytać

*** *** ***

KOMENTARZE: TYLKO FACEBOOK.

Masz problem, widzisz problem, masz ważną informację? Daj nam znać:

[email protected] lub przez „Wyślij Wiadomość” na Facebooku Katowice Dziś.

***

Redaktor naczelny Katowice Dziś Mateusz Cieślak. 

***

 

 

Fot. domena publiczna