Przerażająca sobota na katowickich drogach.
27 lipca 2025Dwie młode kobiety zginęły we wczorajszych wypadkach, w tym ciężarna. Dziecka nie udało się uratować
***
Kolejna tragiczna sobota na drogach województwa śląskiego. W dwóch niemal równocześnie rozgrywających się wypadkach zginęły dwie młode kobiety. Nienarodzone dziecko jednej z nich nie przeżyło mimo wysiłków lekarzy.
Do pierwszego z wypadków doszło w sobotę po godzinie 15. na ulicy Pszczyńskiej w Katowicach. Osobowy citroen dachował. Zginęła 35-letnia pasażerka. Mężczyzna kierujący pojazdem został przewieziony do szpitala. Godzinę później, również w Katowicach – tym razem na drodze krajowej nr 86 w kierunku Sosnowca – rozpędzone BMW wjechało w tył fiata. 29-letnia pasażerka fiata zginęła, była w zaawansowanej ciąży. Mimo szybkiej akcji ratunkowej i interwencji lekarzy nie udało się uratować dziecka.
Setki wypadków, dramatyczny bilans. Coś jest nie tak
To nie są jedyne tragedie tych wakacji. W województwie śląskim do wypadków dochodzi codziennie. W wielu z nich giną ludzie. Policyjne statystyki kładą nacisk tylko na najpoważniejsze przypadki – śmiertelne lub te, w których ludzie są ranni. Jednak tych zdarzeń drogowych, które wynikają z lekceważenia przepisów, zmęczenia lub nieuwagi, jest znacznie więcej. Każdego dnia służby odnotowują dziesiątki kolizji, często z udziałem motocyklistów, pieszych i rowerzystów. Tegoroczne wakacje wydają się wyjątkowo tragiczne, a pytania o przyczyny tych tragedii są coraz bardziej palące.
Problem nie w oznakowaniu, nie w infrastrukturze. Problem w nas
Nie sposób nie postawić pytania: dlaczego polskie drogi są tak niebezpieczne? Dlaczego dochodzi do tylu śmiertelnych zdarzeń, mimo że sieć dróg w regionie jest dobrze oznakowana i oświetlona? Odpowiedź wydaje się bolesna, ale konieczna – jeździmy zbyt szybko, zbyt agresywnie i zbyt często bez wyobraźni. Polska pozostaje krajem, w którym wciąż zbyt łatwo lekceważy się ograniczenia prędkości i zasady bezpieczeństwa.
A może to wina braku kontroli? Inne kraje pokazują, że się da
Wystarczy spojrzeć na inne kraje europejskie. Chorwacja – cel wakacyjnych wyjazdów tysięcy Polaków – od niedawna jest usiana fotoradarami, które nie tylko mierzą prędkość, ale też wykrywają jazdę bez pasów czy rozmowy przez telefon. W Austrii liczba urządzeń rejestrujących wykroczenia drogowe gwałtownie wzrosła w ostatnich miesiącach. Niemcy od lat inwestują w automatyczne systemy nadzoru, a na Słowacji kierowcy są rutynowo kontrolowani przez policję drogową. Tymczasem w Polsce – poza okazjonalnymi akcjami – kontrole drogowe należą do rzadkości. Fotoradarów też nie jest zbyt wiele i każdy mieszkaniec regionu wie, gdzie na nie trafić.
Czas na refleksję. Ile jeszcze ofiar potrzeba, by coś się zmieniło?
Na Śląsku od połowy czerwca zginęło co najmniej 15 osób. Tyle wynosi bilans najtragiczniejszych wypadków. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. W obliczu kolejnych tragedii nie wystarczy już tylko apelować o ostrożność. Potrzebne są konkretne działania: więcej patroli, więcej kontroli, więcej nowoczesnych urządzeń do rejestracji wykroczeń. I mniej pobłażliwości wobec tych, którzy za kierownicą zachowują się jakby życie innych nie miało znaczenia. Przy czym nie chodzi o pobłażliwość służb czy sądów. Kary stale rosną, co nie przynosi efektu (jak widać). Chodzi o mniej pobłażliwości z naszej strony – wobec znajomych czy krewnych, którzy wykazują niebezpieczne zachowania na drodze. Takie, jak choćby lekceważenie ograniczeń prędkości.
*** *** ***
Gorzka cena walki o zdrowie i życie ludzi.
*** *** ***
KOMENTARZE: TYLKO FACEBOOK.
Masz problem, widzisz problem, masz ważną informację? Daj nam znać:
[email protected] lub przez „Wyślij Wiadomość” na Facebooku Katowice Dziś.
***
Redaktor naczelny Katowice Dziś Mateusz Cieślak.
***
Fot. LPR



