Ulica Zwycięstwa w Gliwicach: prototypowanie absurdów czy rozwiązywanie problemów?
26 czerwca 2025Przyjrzeliśmy się głosom mieszkańców.
***
Nowy pomysł władz Gliwic na odmienienie ulicy Zwycięstwa rozpalił miejskie fora. Jedni chwalą. Inni twierdzą, że zamiast ożywienia dojdzie do marnotrawstwa. Boją się też prowizorki na tej – reprezentacyjnej wszak – arterii.
Tak więc planowane przez Urząd Miejski „ożywienie” ulicy Zwycięstwa, kluczowej arterii łączącej gliwicki dworzec z rynkiem, wywołuje burzliwą dyskusję w przestrzeni publicznej. Przyjrzeliśmy się szerokiemu spektrum komentarzy dostępnych w internecie, analizując zarówno pojedyncze głosy poparcia, jak i zdecydowanie liczniejsze oraz bardziej rozbudowane głosy krytyki.
Celem niniejszego artykułu jest uczciwe przedstawienie złożoności problemu i dominujących nastrojów społecznych. W ten sposób chcemy pomóc prezydentce Katarzynie Kuczyńskiej-Budce w ukierunkowaniu dalszych działań, aby służyły jak najlepiej społeczności Gliwic, a realizowane inwestycje faktycznie odpowiadały potrzebom mieszkańców.
Ambitne plany miasta: w trosce o „humanizację przestrzeni”
Z perspektywy gliwickiego Urzędu Miasta, działania na ulicy Zwycięstwa wpisują się w szerszą wizję transformacji miejskich centrów. Oficjalnym celem jest przekształcenie Zwycięstwa z ulicy przelotowej w „przyjazną miejską przestrzeń, otwartą na ludzi, sprzyjającą spotkaniom i rozmowom w plenerze, ze zdecydowanie mniejszym niż teraz ruchem samochodowym”.
Miasto, ustami miejskiej urbanistki prof. Agaty Twardoch, podkreśla, że celem jest uczynienie ulicy „docelową – na którą wybieramy się, by spędzić na niej czas, a nie przelotową”. Ograniczenie prędkości do 30 km/h oraz wprowadzenie zieleni i miejsc do siedzenia ma zachęcać do dłuższego przebywania w tej przestrzeni, co jest zgodne z nowoczesnymi trendami w urbanistyce, stawiającymi pieszego w centrum uwagi.
Kontrowersyjne „prototypowanie”: test czy fakt? I ile to może kosztować?
Metoda realizacji zmian, czyli „prototypowanie”, jest przedstawiana jako innowacyjne podejście, pozwalające na testowanie rozwiązań w rzeczywistych warunkach, zanim zostaną podjęte kosztowne decyzje dotyczące finalnego projektu.
Twardoch wskazuje, że: „w tym eksperymencie nie ma przegranych, sukces uzyskujemy niezależnie od wyników, bo najważniejszy jest głos mieszkańców, ich opinie i sugestie. To, co zostanie uznane przez gliwiczan za dobre, sprawdzające się, wygodne, zostanie z nami na dłużej… Rozwiązania słabe zdaniem gliwiczan będziemy zmieniać lub zrezygnujemy z nich”. To podejście ma na celu zapewnienie, że ostateczny kształt ulicy będzie odpowiadał na realne potrzeby.
Jednak proces ten, zdaniem wielu mieszkańców, a po komentarzach można odnieść wrażenie, ze większości, budzi liczne kontrowersje, zwłaszcza w kontekście potencjalnych kosztów i widocznych efektów. Nie jest to bowiem wyłącznie „malowanie pasów” na dość długiej ulicy. Na wydatki, jak można przypuszczać, składają się:
Koszty materiałów do prototypowania, takie jak farba do oznakowania poziomego czy elementy do konstrukcji tymczasowych parkletów. Koszty osobowe związane z zaangażowaniem urbanistów i zespołów w nadzór i analizę projektu. Mieszkańcy otwarcie pytają „Jaki koszt tej prowizorki na próbę?”, a jeden z internautów szacował nawet kwoty rzędu 500 tysięcy złotych.
My się na kosztach takiego przedsięwzięcia nie znamy. Nie wiemy czy faktycznie można mówić o takiej kwocie, ale o to zapytamy prezydentkę.
Być może są też koszty związane z donicami i zielenią: Chociaż miasto promuje „drugie życie donic”, podkreślając ich „upcykling” (jakie to brzydkie słowo) i wcześniejsze wykorzystanie nad skwerem DTŚ, to ich transport, ustawienie oraz zakup i nasadzenia bylin również generują wydatki.
Drugie życie donic
Miasto komunikuje: „Drugie życie donic na ul. Zwycięstwa! W samym sercu Gliwic pojawiły się nowe rośliny – ale to nie wszystko! Donice, które teraz zdobią ul. Zwycięstwa, mają swoją historię – wcześniej stały nad skwerem DTŚ, a po demontażu przez jakiś czas czekały w magazynie. Teraz wróciły do miasta w ramach upcyklingu i otrzymały nowe zadanie. Zasadziliśmy w nich byliny, które mogą pozostać tu na czas trwania etapu prototypowania przestrzeni. Docelowo rośliny zostaną przesadzone w inne miejsce w mieście. Dbamy o zieleń i dajemy rzeczom drugą szansę!”.
Jednak to „drugie życie” wcale nie budzi powszechnego entuzjazmu. Wręcz przeciwnie – donice są przedmiotem ostrej krytyki. Mieszkańcy nazywają je „badziewiem, kiczem, tandetą”, dopytując: „Czy ktoś ma odrobinę zmysłu estetycznego?”. Padają pytania: „Ile kosztowały te plastikowe masywne koszmarki?” i „A to plastikowe paskudztwo to siedziska”. Krytykuje się ich wygląd: „Kolorowe coś… Nie pasuje do niczego”
Dodajmy, że betonowe donice tworzą szpaler, który naszym zdaniem nie integruje się z przestrzenią. Ale o gustach się nie dyskutuje, więc komuś może się to podobać.
Pojawiają się natomiast obawy o pielęgnację roślin: „Rozumiem, że codziennie będą te rośliny podlewane? Czy też wymiana co parę miesięcy na nowe?”. Jak podsumowuje jeden z internautów: „Wygląda to ślicznie, jak las po pożarze”, a inny sugeruje: „Można było zrobić modele i pokazać np. na skwerze i poczekać na oceny. A nie od razu te madejowe łoża pakować na ulicę.”
Dla większości mieszkańców, rozpoczynanie „testów” z widocznymi nakładami finansowymi i estetycznie wątpliwymi elementami, zanim jeszcze realnie zebrano opinie, jest postrzegane jako działanie pozorujące konsultacje i marnotrawstwo publicznych pieniędzy. Pani prezydent! Dla pani te głosy winny być szczególnie istotne – należałoby się do nich odnieść.
Tym bardziej, że wśród komentarzy znaleźć można i taki: „tylko jest jedno ale, wszystko co na próbę w większości zostaje na stałe” – przestrzega jeden z komentujących, wyrażając powszechny brak zaufania.
Aby uzyskać pełen obraz sytuacji i zweryfikować przypuszczenia dotyczące kosztów, nasze redakcja skieruje oficjalne zapytanie do Urzędu Miejskiego w Gliwicach. Odpowiedź opublikujemy niezwłocznie po jej otrzymaniu.
Ogródki wśród spalin i hałasu – wizja przesadna czy nie?
Mimo ambitnych deklaracji, pomysł stworzenia miejsc do spędzania czasu, takich jak ogródki gastronomiczne, tuż obok wciąż czynnej jezdni, wywołuje sporą frustrację komentujących. Mieszkańcy nie kryją sarkazmu i obaw o komfort oraz bezpieczeństwo.
„Korek na całej ulicy w dwie strony, a tu ludzie w ogródkach piją kawę, spacerują po chodnikach, wdychając tony spalin – brawo pani prezydent!” – pisze jeden z internautów, celnie podsumowując dominujące wśród komentujących nastroje. Inni dodają: „Jak ktoś ma siedzieć w ogródku, jak tuż obok jadą auta z prędkością 30 km/h?! Przecież wąchać będziemy spaliny, a Gliwice jeszcze bardziej zakorkowane. Gdzie tu sens?!” I nawet jeśli przyjmiemy, że komentują głównie ci, którzy są niezadowoleni, to warto również i ich opinie przeanalizować.
Obawy o zdrowie i bezpieczeństwo są bardzo czytelne, choć może czasami przesadne. W komentarzach pojawiają się pytania o to, jak „przyjemnie” będzie pić kawę w oparach spalin i kurzu, a także lęk o dzieci, które w chwili nieuwagi mogą znaleźć się zbyt blisko samochodów. „Ogródki na środku ulicy = miejsca dla samobójców” – ostrzega jeden z mieszkańców, podkreślając ekstremalny wymiar ryzyka (według wizualizacji nie mają być “na środku ulicy”, tylko pomiędzy jezdnią a chodnikiem).
Nawet jeśli celem jest spowolnienie ruchu, mieszkańcy wątpią w skuteczność egzekwowania nowych limitów prędkości: „Jak zamierzacie wyegzekwować tą prędkość dziś już wiadomo że nawet w centrum szaleni motocykliści lub osoby stuningowanych samochodach jeżdżą dużo szybciej a policji nie ma”. No, ale to już inny problem.
Pilniejsze potrzeby zamiast „absurdalnych fantazji”
Wiele głosów wskazuje na liczne zaniedbania w mieście, które są ignorowane na rzecz kontrowersyjnego projektu na Zwycięstwa. Najczęściej powtarzającym się apelem jest potrzeba doświetlenia przejść dla pieszych, gdzie, jak wynika z audytów, co piąte przejście ma fatalne warunki oświetleniowe. „Pompują w to kasę zamiast doświetlić przejścia. Przyszłość jest tu” – ironizuje jeden z komentujących.
Mieszkańcy zwracają uwagę również na fatalny stan nawierzchni, nierówne studzienki kanalizacyjne oraz problem z niewymontowanymi torami tramwajowymi, które stanowią zagrożenie dla rowerzystów i motocyklistów. „Miasto nie tylko nie umiało zająć się torowiskiem po likwidacji sieci tramwajowej, ale teraz funduje mieszkańcom i kierowcom 'tymczasową organizację ruchu na tym samym dziurawym, zabytkowym torowisku” – alarmuje oburzony mieszkaniec.
Wskazuje się także na problem z parkingami dla mieszkańców centrum („Gliwiczanką drugiego sortu i musi płacić za abonament mieszkańca nie 120, ale 300 zł”) oraz ogólną opinię, że Gliwice są coraz bardziej zakorkowane. „Program z cyklu 'jak zakorkować Gliwice'” – podsumowuje jeden z internautów.
Czy to umarła ulica?
Ulica Zwycięstwa w świadomości wielu gliwiczan to już nie tętniące życiem centrum handlowe, ale „ulica lumpeksów i kebabów” oraz „bankownia-kebabownia”. Mieszkańcy przypominają jej dawny blask: „Pamiętam ulicę Zwycięstwa pełną ludzi, sklepów z ładnymi wystawami, nawet drzewa były…” ale z goryczą stwierdzają, że „to se ne vrati”. Krytyka dotyka także samego charakteru ulicy: „A co jest na tej ulicy? żeby chciało się po niej chodzić?” – pyta mieszkaniec, na co inny odpowiada: „ich zdaniem, banki, apteki, rewelacja”.
Sarkazm miesza się z poczuciem bezsilności i rezygnacji: „Myślałam, że najgorsze, co dla Gliwic się zdarzyło, to prezydentura Neumanna. Teraz widzę, że byłam w błędzie. Budka jest 100 razy gorsza od poprzednika” – pisze gorzko internautka (oczywiście wielu mieszkańców uważa inaczej a krytyka jest wtedy zasadna, kiedy przedstawi się argumenty a nie samą krytykę).
Jeden z mieszkańców wprost wzywa: „PROSZĘ ZOSTAWIĆ W SPOKOJU UL.ZWYCIĘSTWA”.
Podsumowanie: w poszukiwaniu konsensusu
Niektórzy mieszkańcy Gliwic jednoznacznie dają do zrozumienia, że obecne plany, zamiast „ożywić” Zwycięstwa, mogą jedynie pogłębić jej problemy i utwierdzić ich w przekonaniu, że decydenci są „oderwani od prawdziwego życia”. Chociaż idea humanizacji przestrzeni miejskiej jest słuszna, sposób jej realizacji i skala niezadowolenia społecznego wskazują na potrzebę głębszej refleksji.
Pojedyncze głosy, takie jak: „Jak tak czytam te komentarze to odnoszę wrażenie że cokolwiek by się nie zrobiło to byłoby źle… Pani Prezydent podkreśla że właśnie dlatego jest to robione na próbę…no ale to też nie dobrze. Ręce opadają…” (JM), czy „zawsze gdy wprowadza się jakiekolwiek udogodnienie dla innych grup społecznych kosztem kierowców to spotyka się to ze strasznym bólem i przewidywaniem upadku gospodarki i całej zachodniej cywilizacji” (JG), wskazują na obecność również innych postaw. Przychylniejszych planom władz miasta wobec ul. Zywcięstwa. Jednak dominujące nastroje w internetowej dyskusji jasno wskazują na to, że magistrat powinien poważnie odnieść się do głosów krytyki.
Prawdziwa partycypacja i wsłuchiwanie się w “głos ludu” wydają się być jedyną drogą do stworzenia funkcjonalnego i lubianego centrum miasta. Czy powstaje „absurdalna fantazja”, która generuje jedynie koszty i frustrację? Czy może nowy, piękniejszy fragment gliwickiego śródmieścia? Czas pokaże.
***
Zapraszamy was na stronę iboma.media. Tylko ciekawe i ważne treści.
***
Ważny temat:
***
KOMENTARZE: TYLKO FACEBOOK.
Masz problem, widzisz problem, masz ważną informację? Daj nam znać:
[email protected] lub przez „Wyślij Wiadomość” na Facebooku Katowice Dziś.
***
Redaktor naczelny Katowice Dziś Mateusz Cieślak.
***
Fot. UM Gliwice



