Wracamy do ostatniej debaty prezydenckiej, ponieważ wzbudziła nasze przerażenie. Była pełna krzyku i skandali. A gdzie poważna rozmowa o sprawach naprawdę kluczowych?
***
Wybieramy głowę państwa, nie prowokatora. Tymczasem poniedziałkowa debata prezydencka zorganizowana przez “Super Express” pokazała wszystko, co złe w polskiej polityce: miałkość, emocjonalne wybuchy, radykalizm i brak dojrzałości. Choć uczestniczyli w niej wszyscy zarejestrowani kandydaci, trudno było znaleźć choćby ślady poważnej debaty o tym, jaka powinna być Polska w obliczu największych wyzwań XXI wieku.
Wielkie tematy? Nieobecne. Skrajności? Głośne i agresywne
Debata składała się z dwóch części: pytań między kandydatami oraz indywidualnych wystąpień. Choć struktura dawała szansę na przedstawienie przemyślanych wizji, szybko została zdominowana przez ostre spięcia i kontrowersyjne wypowiedzi. Szczególnie bulwersujące były wystąpienia Grzegorza Brauna – pełne treści antysemickich i antyukraińskich.
To właśnie jego słowa – o „judaizacji Polski”, „ukrainizacji” czy „żydowskich żonkilach” – wywołały największe oburzenie. Kandydaci zareagowali ostro. Magdalena Biejat nazwała je „antysemickim ściekiem”, Adrian Zandberg zarzucał Braunowi unikanie potępienia Putina, a Rafał Trzaskowski wprost stwierdził, że „dla pana nie powinno być miejsca w polityce”.
Brak wizji w czasach globalnych kryzysów
W czasie, gdy świat staje wobec nowych zagrożeń – wojny, napięcia w Azji, niestabilność sojuszy – kandydaci nie potrafili (lub nie chcieli) podjąć tematu przyszłości Polski w międzynarodowym układzie sił. Nie padły istotne deklaracje w sprawie polityki zagranicznej, strategii bezpieczeństwa czy relacji z UE i NATO. Zamiast wizji – okopy wojny kulturowej, zamiast strategii – emocje i krzyk.
Pojawiło się wiele tematów pozornie „ważnych”, ale całkowicie oderwanych od rzeczywistych zadań prezydenta RP. A przecież to prezydent odpowiada za politykę zagraniczną, reprezentuje Polskę na świecie, pełni funkcję zwierzchnika sił zbrojnych. Zabrakło pytań o gotowość kraju na sytuacje kryzysowe, o rolę Polski w NATO, o sposób działania w przypadku eskalacji wojny za wschodnią granicą. Milczenie w tych sprawach to milczenie w sprawach najistotniejszych.
Śląsk? Przemilczany. Problemy społeczne? Marginalne.
Szczególnie rażące było pominięcie spraw regionalnych. O Śląsku padło jedno zdanie, o śląskiej godce – cisza. Widzowie z południa Polski mogli odnieść wrażenie, że ich głos się nie liczy. Tymczasem regiony, które zmagają się z transformacją gospodarczą, zanieczyszczeniem powietrza i niedofinansowaną służbą zdrowia, zasługują na znacznie więcej.
Problemy społeczne, takie jak mieszkalnictwo, opieka zdrowotna czy edukacja, pojawiły się na marginesie i często w kontekście wzajemnych oskarżeń, nie konkretnych propozycji. Adrian Zandberg uderzał w PiS i PO jako partie „ustawiające się do koryta”, Trzaskowski krytykował Karola Nawrockiego za powiązania z Jarosławem Kaczyńskim, a ten z kolei usiłował odpierać ataki, nie przedstawiając własnych planów.
Prorosyjskie tony, niepokojące sygnały
W debacie nie zabrakło też wypowiedzi budzących poważne wątpliwości co do priorytetów części kandydatów. Maciej Maciak, zapytany przez Marka Jakubiaka o opinię o Putinie, stwierdził: „Tak, tak… jest bardzo dobrym politykiem”. Szymon Hołownia nazwał go „jawnie prorosyjskim kandydatem”, a w wymianie zdań z Karolem Nawrockim nawet ironicznie pozdrowił Maciaka po rosyjsku.
W polskiej polityce zawsze był nurt na rzecz strategicznego partnerstwa z Rosją, podobnie jak i wizja Polski w strukturach Zachodu. Ale kontekst i forma wspomnianej wymiany zdań, w czasie rosyjskiej agresji na Ukrainę, ale bez pogłębionych przemyśleń pokazuje, że w polskiej polityce brakuje odpowiedzialności – a może i zrozumienia – dla geopolitycznego kontekstu, w jakim dziś funkcjonujemy.
Apel do kandydatów: dorośnijcie do roli, o którą się ubiegacie
Polska potrzebuje prezydenta, który będzie potrafił działać z myślą o interesie narodowym – nie o własnym elektoracie. Kogoś, kto stanie na wysokości zadania, gdy sytuacja międzynarodowa będzie wymagać szybkich i odważnych decyzji. Kogoś, kto będzie potrafił budować jedność i dialog, a nie pogłębiać podziały.
Debata prezydencka nie jest miejscem na skrajności, populizm i prowokacje. Jest sprawdzianem dojrzałości politycznej – i ten sprawdzian wielu kandydatów w poniedziałek po prostu oblało.
Słowa, które zostają – i pytania, które wciąż czekają na odpowiedź
Czy kandydaci wrócą do tematów kluczowych? Czy znajdą czas, by mówić o przyszłości państwa, jego pozycji na arenie międzynarodowej, bezpieczeństwie obywateli i roli prezydenta jako stabilizatora systemu? Czy stać ich na debatę, która dorasta do rangi urzędu, o który się ubiegają?
Czas na poważne rozmowy – zanim będzie za późno.
***
Zapraszamy was na stronę iboma.media. Tylko ciekawe i ważne treści.
***
Ważny temat:
***
KOMENTARZE: TYLKO FACEBOOK.
Masz problem, widzisz problem, masz ważną informację? Daj nam znać:
[email protected] lub przez „Wyślij Wiadomość” na Facebooku Katowice Dziś.