A jednak w Polsce się da. Ten szpital, by leczyć pacjentów, drukuje implanty kości w 3D, w ramach NFZ wszczepia nowoczesne soczewki i dysponuje unikalną aparaturą.
***
Odwiedziliśmy Zagłębiowski Szpital Kliniczny w Czeladzi. To powiatowa perełka polskiej ochrony zdrowia.
Szpitale powiatowe w Polsce zmagają się z ogromnymi problemami finansowymi. Czeladzki szpital był na skraju bankructwa, a w 2016 roku jego zadłużenie sięgało 63 milionów złotych. Wtedy niewielu wierzyło, że placówka może stanąć na nogi. Dziś nie tylko osiąga zyski, ale również jest jedynym w Polsce szpitalem powiatowym z prestiżowym statusem szpitala klinicznego. Jak udało się tego dokonać?
Restrukturyzacja, w którą nikt nie wierzył
W 2017 roku nowe kierownictwo placówki wdrożyło plan naprawczy, który początkowo spotkał się ze sceptycyzmem. Jednym z pierwszych ruchów było zmniejszenie liczby zatrudnionych o 26%, co pozwoliło na bardziej efektywne zarządzanie budżetem bez ograniczania działalności medycznej. Zmieniono niemal wszystkich ordynatorów oddziałów, koncentrując się na tych, którzy mogli wprowadzić nowoczesne procedury i poprawić jakość leczenia.
Dziś szpital posiada pełne spektrum oddziałów, łącznie z tymi, które w innych placówkach są deficytowe, jak oddział psychiatryczny czy chirurgia. Wśród pacjentów jest wiele osób spoza regionu, a nawet spoza Polski. Jak podkreśla kierownictwo szpitala, kluczowa była zmiana myślenia o zarządzaniu.
Innowacje w operacjach zaćmy – szok dla prywatnych klinik
W 2018 roku szpital w Czeladzi zamienił swój oddział laryngologiczny na okulistyczny, przejmując ten segment leczenia od szpitala w Dąbrowie Górniczej. Poczatkowy kontrakt z NFZ wynosił 900 tysięcy złotych rocznie, ale dziś to już ponad 12 milionów. W ciągu kilku lat placówka stała się liderem operacji zaćmy, wykonując ich – w pewnym okresie – ponad czterdzieści dziennie, podczas gdy inne placówki prywatne przeprowadzały zaledwie trzy.
Największą rewolucją było wprowadzenie do refundowanego leczenia nowoczesnych soczewek, które dotąd dostępne były tylko w prywatnych klinikach za kwoty sięgające 10 tysięcy złotych. Dzięki temu w wielu przypadkach pacjenci po operacji nie muszą nosić okularów. Decyzja ta wywołała niezadowolenie w środowisku związanym z prywatnym lecznictwem, jednak czeladzki szpital konsekwentnie realizuje swój program i przyciąga pacjentów z całego kraju.
Jedyny taki szpital w Polsce – leczenie rannych z Ukrainy
Poza standardową działalnością, szpital w Czeladzi jest także jedynym w Polsce, który od początku wojny na Ukrainie regularnie przeprowadza skomplikowane operacje żołnierzy i cywilów rannych na froncie. Na czym ta wyjątkowość polega? Współpracując z fundacją polsko-kanadyjsko-ukraińską, w ramach każdej misji szpital przyjmuje około czterdziestu pacjentów, których operują lekarze z Polski, Ukrainy i Kanady. Takich misji zrealizowano sześć. Wykonywane są skomplikowane rekonstrukcje twarzy oraz zabiegi z zakresu chirurgii wojennej. Współpraca ta przyniosła placówce międzynarodowe uznanie, a światowa organizacja zdrowia WHO poświęciła jej specjalny dokument filmowy.
Unikatowy sprzęt i nowoczesne podejście do diagnostyki
Szpital w Czeladzi może pochwalić się nie tylko doskonałą organizacją, ale także unikatową aparaturą. Jako jeden z nielicznych posiada system diagnostyczny do badania omdleń nieznanego pochodzenia (TILT), wykorzystujący zaawansowane algorytmy komputerowe. W placówce znajduje się także drukarnia 3D, umożliwiająca tworzenie implantów kostnych na potrzeby rekonstrukcji twarzy.
Szpital bez długich kolejek? Tak, to możliwe
W czasach, gdy długie kolejki do leczenia stają się normą, w Czeladzi sytuacja wygląda inaczej. Szpital, dzięki efektywnemu zarządzaniu, posiada rezerwy łóżkowe i nie ogranicza dostępności do zabiegów. Co więcej, personel jest odpowiednio wynagradzany, co pozwala na zatrzymanie najlepszych specjalistów. Dlatego też kolejki są tu dużo krótsze niż gdzie indziej.
Dlaczego innym się nie udaje?
Sukces szpitala w Czeladzi to nie przypadek. To efekt lat pracy, strategicznego myślenia i odwagi w podejmowaniu trudnych decyzji. Gdy w innych szpitalach walczy się o przetrwanie, w Czeladzi planuje się przyszłość – w tym otwarcie nowych sal operacyjnych i dalszy rozwój onkologii. Może zamiast ratować upadające placówki, warto zrozumieć, co zrobić, by nie dopuszczać do ich upadku? Szpital w Czeladzi udowadnia, że to możliwe.
Poniżej rozmowa z Dariuszem Jorgiem, pełnomocnikiem dyrektora szpitala ds. strategii, rozwoju i działalności klinicznej
Redakcja: Szpital w Czeladzi był na skraju bankructwa, a dziś jest jedynym w Polsce powiatowym szpitalem klinicznym. Które działania były kluczowe dla tej transformacji?
Dariusz Jorg: W 2017 roku przejęliśmy szpital z 63 milionami złotych zadłużenia i stratą sięgającą 9 milionów rocznie. Rozpoczęliśmy od razu proces restrukturyzacji, w czasie którego musieliśmy podejmować także najtrudniejsze decyzje personalne, W pierwszym roku restrukturyzacji musieliśmy pożegnać się z prawie 20 proc. załogi, głównie z personelu niemedycznego. Zmieniliśmy także prawie całą kadrę kierowniczą medyczną oraz administracyjną. Kluczowe było określenie, w czym chcemy się specjalizować i w jakie usługi warto inwestować.
Redakcja: W wielu innych szpitalach powiatowych likwidowane są oddziały neurologiczne i psychiatryczne. Tu tak się nie dzieje. Jaka jest czeladzka recepta na utrzymanie takich oddziałów?
Dariusz Jorg: Kluczowe jest myślenie kompleksowe. Nie zamykamy oddziałów, ale rozwijamy je w taki sposób, by były rentowne. Neurologia i psychiatria są kulą u nogi wielu szpitali. My w nie zainwestowaliśmy, w infrastrukturę oraz rozszerzyliśmy zakres usług. Dziś mamy sześciu specjalistów neurologii i sześciu rezydentów, na nowoczesnym oddziale, co czyni nas jednym z najmocniejszych ośrodków w regionie. W psychiatrii weszliśmy w pilotaż, tworząc Centrum Zdrowia Psychicznego, znacząco rozszerzając poziom zatrudnienia.
Redakcja: Czeladzki szpital stał się liderem operacji zaćmy. Na czym polega nowatorskość stosowanej technologii?
Dariusz Jorg: Okulistykę uzyskaliśmy w ramach zamiany ze szpitalem w Dąbrowie Górniczej, otrzymując kontrakt około 900 tys. zł z dwuletnią kolejką do zaćmy. W ciągu dwóch miesięcy wyoperowaliśmy całą dwuletnią kolejkę, realizując dziennie około czterdziestu zabiegów operacyjnych. Aktualnie przychód szpitala w tym zakresie to około 12 mln. zł. Jako jedyni w Polsce wszczepiamy soczewki, które dotychczas były dostępne tylko w sektorze prywatnym za 6-10 tysięcy złotych. Wprowadziliśmy je w ramach standardowego leczenia refundowanego przez NFZ, choć dla nas oznacza to zmniejszenie zysków jednostkowych. Ale liczba pacjentów wzrosła tak bardzo, że finalnie to się opłaca. Nasza praca w tym zakresie zdobyła uznanie światowej okulistyki i jest prezentowana na europejskich i światowych konferencjach naukowych.
Redakcja: Wiele polskich szpitali boryka się z zadłużeniem. Co sprawia, że Czeladź nie ma tych problemów?
Dariusz Jorg: Startowaliśmy także z ogromnym zadłużeniem. Nie czekaliśmy na pomoc, tylko szukaliśmy aktywnie najlepszych rozwiązań. Kluczem był proces restrukturyzacji, w którym postawiliśmy na budowanie silnego zespołu, chcącego pracować i rozwijać nasz szpital. Byli oczywiście tacy, którym nie podobały się zmiany i utrudniali ich wprowadzenie – przestali być naszymi pracownikami. Startujemy we wszystkich konkursach, w których możemy pozyskać nowe przychody, lub uzyskać środki na realizację inwestycji. Pozyskujemy fundusze z ochrony środowiska czy aktualnie z KPO i innych środków zewnętrznych.
Redakcja: Kolejki do leczenia to ogromny problem polskiej służby zdrowia. Jak udało się je ograniczyć w Czeladzi?
Dariusz Jorg: Kluczowe jest planowanie i optymalizacja zasobów oraz postawienie na nowe technologie. W chirurgii ogólnej i onkologicznej oraz w ginekologii onkologicznej 90 proc. zabiegów wykonujemy laparoskopowo, podczas gdy średnia krajowa to 30 proc. Pacjenci są szybciej wypisywani, łożka szybciej się zwalniają, możemy leczyć więcej osób. Dzięki temu w wielu przypadkach kolejki mogą być zminimalizowane.
Redakcja: Czy jakieś doświadczenia z Czeladzi można zastosować w innych szpitalach powiatowych?
Dariusz Jorg: Tak, ale to wymaga odwagi i konsekwencji. Trzeba myśleć strategicznie, planować inwestycje z wyprzedzeniem i śmiało wprowadzać zmiany. Restrukturyzacja nie może być prowadzona na 10 proc., tylko musi objąć cały szpital. Ważnym elementem w procesie restrukturyzacji jest dobra współpraca z organem założycielskim. To proces długi i czasem nie wystarcza jedna kadencja organu do jego zakończenia. Stąd niechęć do jego wdrażania.