Każą nam kłamać. Przysłano nam takie żądanie, a my zastanawiamy się, czy opłacono je z pieniędzy podatników.

Każą nam kłamać. Przysłano nam takie żądanie, a my zastanawiamy się, czy opłacono je z pieniędzy podatników.

22 października 2020 Wyłącz przez administrator

Zapewne wszyscy mieszkańcy Bytomia pamiętają ten dramatyczny dzień. 26 października 2019 roku doszło do pożaru na terenie dawnej fabryki Jopek na Stroszku.

Kłęby dymu widać było nawet w ościennych miastach. Ludzie z najbliższej okolicy musieli pozamykać okna ze względu na wielkie zadymienie.

Po niecałym roku władze Bytomia ogłosiły sukces. Z ust samego prezydenta Mariusza Wołosza popłynęło zapewnienie, że problem będzie bardzo szybko rozwiązany.

Tu dodajmy, że na terenie dawnego Jopka było składowisko odpadów – m.in. łatwopalnych szmat. To one płonęły, stanowiąc ogromne zagrożenie nawet ugaszeniu pożaru.

Z relacji mieszkańców wynikało bowiem, że po pożarze nie zaprzestano zwożenia na teren dawnego Jopka odpadów łatwopalnych. Można się o tym przekonać choćby z materiału filmowego telewizji Polsat, która zaprezentowała nagranie z drona.

Tymczasem, ogłaszając niedawno sukces, prezydent Mariusz Wołosz stał na tle betonowych zapór, które miały zablokować możliwość wwożenia kolejnych łatwopalnych odpadów.

Sęk w tym, że zapory te zablokowały od dawna nieużywany wjazd. Natomiast brama główna pozostała dostępna.

Co więcej, po kilku dniach od tego spektaklu, z prezydentem Wołoszem w roli głównej, zapory blokujące ten nieużywany wjazd, zostały odsunięte.

Informowaliśmy o tym szczegółowo. Przy okazji przypomnieliśmy, że decyzja zakazująca składowania tych odpadów była przygotowywana przez zespół pod kierownictwem Marcina Borosza, który przed zmianą władzy w Bytomiu pełnił funkcję zastępcy naczelnika Wydziału Inżynierii Środowiska Urzędu Miejskiego w Bytomiu.

Niemałym szokiem było dla nas pismo nadesłane w imieniu prezydenta Mariusza Wołosza, domagające się prostowania rzekomo nieprawdziwych informacji.

W miejsce prawdy i faktów kazano nam opublikować kłamstwa. A jeśli tego nie uczynimy to sprawa ma trafić przed sąd.

Po kolei. Występujący w imieniu prezydenta Bytomia prawnicy zażądali od nas byśmy napisali jakoby nieprawdą było:

1. Że zagrożenie nie minęło. I że „na Jopku” (w części dawnego zakładu) nadal może być prowadzona działalność gospodarcza.

2. Że decyzja zakazująca składowania odpadów była przygotowywana przez zespół pod kierownictwem Marcina Borosza, będącego zastępcą naczelnika Wydziału Inżynierii Środowiska UM w Bytomiu.

2. I że był to zakaz, gdyż miało to być „cofnięcie zezwolenia”.

Problem w tym, że Marcin Borosz naprawdę nadzorował pracę zespołu prowadzącego całe postępowanie administracyjne a następnie przygotowującego decyzję zakazującą składowania wspomnianych odpadów.

Zapytaliśmy o to byłego już zastępcę naczelnika. Odpowiedział tak:

„Rozumiem, że w dzisiejszej Polsce rozporządzenia są ponad ustawami, choć jestem jak najbardziej za noszeniem maseczek. Ale takiego kuriozum, jak tak wyraziste przeczenie faktom, już dawno nie widziałem.

Z całą stanowczością oświadczam, że wydana w sprawie Jopka decyzja była zasługą mojego zespołu, w tym nadzorującego nasze działania naczelnika, pana Marka Gorzkowskiego, a w szczególności referenta sprawy pana Pawła Zawidlaka, który już nie pracuje w UM w Bytomiu.

Obecnie odnosi on sukcesy w walce z nielegalną gospodarką odpadami w Urzędzie Miejskim w Siemianowicach Śląskich, gdzie pełni funkcję kierowniczą.

Jedynym szczegółem, do którego rościć może sobie pretensje wiceprezydent Waldemar Gawron, to jego podpis pod tą decyzją. Podkreślam, że wkład intelektualny pana wiceprezydenta Gawrona w wydanie tej decyzji był moim zdaniem – delikatnie mówiąc – mizerny.

Na potwierdzenie tych faktów jestem w stanie przedłożyć gros dowodów, których na dzień dzisiejszy nie będę wymieniał. Czekam na ewentualną sprawę w sądzie.

Dziwię się kancelarii prawnej, która nie ma żadnej wiedzy na temat tego, kto wydał decyzję, kto prowadził postępowanie administracyjne, jak były zbierane dowody i dlaczego właśnie w lutym 2019 roku ta decyzja musiała być wydana. Ustalenie faktów było banalnie proste.

Wiele podobnych decyzji, którymi chwali się obecna władza, byłoby wydanych w tym samym czasie niezależnie od tego, czy prezydentem miasta byłby pan Bartyla, pan Wołosz, pan Janas czy inni, którzy predestynowali do tego stanowiska. Fakty są ewidentne, łatwe do zweryfikowania i powinny być znane mocodawcy kancelarii prawnej”.

Podsumowując. Nie zgadza się żaden ze wspomnianych punktów rzekomego sprostowania. Wszystko było inaczej.

Zapewne najważniejszą kwestią jest to czy zagrożenie minęło, czy nie. I czy w części dawnego zakładu nadal może być prowadzona działalność gospodarcza.

Tu naszym głównym źródłem informacji jest… prezydent Mariusz Wołosz. To nie żart.

9 września Mariusz Wołosz zamieścił w internecie kolejny filmik z serii, jak rządzi miastem:

https://www.facebook.com/watch/?v=2394577444177883

W towarzyszącym mu omówieniu napisał (omówienie widoczne na Fb. M. Wołosza):

„Zarówno przed wybuchem pożaru, jak i po jego ugaszeniu Wydział Inżynierii Środowiska, Straż Pożarna, Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego i Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska przeprowadzili szereg postępowań kontrolnych, które wykazały liczne nieprawidłowości związane z użytkowaniem tego terenu. Na nic zdały się mandaty, kary finansowe, nakazy uprzątnięcia terenu”.

Powiedział też:

„Paliły się odpady składowane na tym terenie. Rok czasu stosowane były nakazy, mandaty, kontrole. Właściciel tego terenu nic sobie z tego nie robił”.

To, że zagrożenie nie minęło, wynika przede wszystkim z informacji UM w Bytomiu:

https://www.bytom.pl/pinb-wydal-decyzje-o-natychmiastowym-wstrzymaniu-uzytkowania-obiektow-po-bylym-zakladzie-jopek

W cytowanym fragmencie M. Wołosz mówi, że zagrożenie pożarowe jest duże:

>>Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego na wniosek prezydenta miasta wydał postanowienie o natychmiastowym wstrzymaniu użytkowania obiektów na terenie posesji przy ul. Łokietka 10, gdzie w październiku ubiegłego roku wybuchł groźny pożar tekstyliów. Powodem wydania ww. postanowienia jest użytkowanie obiektu niezgodnie z przeznaczeniem i nielegalne składowanie na terenie obiektu odpadów.

„Kontrole prowadzone przez Wydział Inżynierii Środowiska, Straż Pożarną, Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska czy Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego wykazały liczne nieprawidłowości związane z użytkowaniem tego terenu – zarówno przed pożarem, jaki wybuchł w październiku 2019 r., jak i po pożarze. Właściciel tego terenu miał rok na dostosowanie się do kolejnych nakazów i tego nie zrobił. Podejmujemy radykalne kroki, ze względu na zagrożenie pożarowe, które wciąż jest duże – mówi Mariusz Wołosz, prezydent Bytomia”<<.

Kolejny fragment tej informacji:

„Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego, w wyniku prowadzonego od 2019 roku (po pożarze) postępowania, wydał 7 września decyzję o wstrzymaniu użytkowania otwartych boksów z odpadami tekstylnymi, dwóch boksów w hali magazynowej z odpadami tekstylnymi i niewiadomego pochodzenia oraz zakazem użytkowania hali, w której wykonywano usługi lakiernicze ze względu na zagrożenie pożarowe spowodowane magazynowaniem tam substancji o charakterze łatwopalnym”.

Dodajmy, że nasz serwis informacyjny nie jest biuletynem urzędowym. W biuletynie urzędowym należałoby pisać o cofnięciu zezwolenia. My piszemy o skutku, jaki ta decyzja niesie. A skutek to zakaz prowadzenia takiej działalności. I tyle w temacie.

Sytuacja, gdy dziennikarzy zmusza się do wprowadzania w błąd opinię publiczną, jest wyjątkowo oburzająca. Czemu ma ona służyć? Niech każdy odpowie sobie sam.

Do pisma dołączone było pełnomocnictwo: „W imieniu Gminy Bytom”.

***
Inne nasze informacje i artykuły: Katowice Dziś.
Regularnie tu zaglądaj – nie wszystko publikujemy na Facebooku.
Dla facebookowiczów utworzyliśmy grupę: https://www.facebook.com/groups/GrupaKatowiceDzis
Jej członkom wyświetla się więcej naszych facebookowych postów.
Pamiętaj! Komplet naszych artykułów i informacji tylko na WWW

***