Bombą w dyrektora

Bombą w dyrektora

2 sierpnia 2020 Wyłącz przez administrator

Ten pierwszy zrzucił bombę, by zabić drugiego. Ten drugi wypłacał mu później pensję. Spotkali się na Śląsku.

To nieznany, gdyż bardzo prywatny, lecz niezwykle ciekawy epizod z powstania warszawskiego. Opowiedział nam go były dyrektor Centrum Mechanizacji Górnictwa KOMAG w Zabrzu.

Do pana Wojtka w latach siedemdziesiątych przyszło przyszło dwóch panów z legitymacjami Służby Bezpieczeństwa. Powiedzieli, że jeden z szeregowych pracowników zakładu złożył wniosek o paszport.

Pan Jan (jak twierdzili) zamierza odwiedzić swoją rodzinę w Niemczech. Chcieli, by dyrektor wypytał pracownika i zorientował się, czy ten zamierza pozostać już w RFN, czy wróci.

Pan Wojtek nie miał wyjścia. Musiał to uczynić. Poprosił sekretarkę, by ta wezwała do niego pracownika.

Pan Jan został poczęstowany herbatą i zaczęła się rozmowa. Początkowo szła dość opornie. Pan Jan był skrępowany tym, że pije herbatę w gabinecie dyrektora.

Potwierdził, że chce wyjechać do rodziny i w RFN być może pozostanie. Ma bowiem prawo do obywatelstwa niemieckiego za to, że służył w wojsku.

Pan Wojtek zapytał, w jakiej formacji walczył pan Jan podczas II wojny światowej. Ten stwierdził, że był pilotem luftwaffe (wg niemieckiej ortografii pisalibyśmy Luftwaffe).

To pana Wojtka bardzo zainteresowało. Dyrektor CMG KOMAG był bowiem pasjonatem lotnictwa. Zaczęli wymieniać uwagi o samolotach, na których latano podczas wojny.

Pan Jan się rozkręcił. Okazało się, że latał na bombowcach ju-87.

Bombowce nurkujące, popularnie zwane sztukasami, były niezwykle groźne. Zabierały do 700 kg bomb. Celnie uderzały w wybrane przez dwuosobową załogę miejsce.

– A wie pan dyrektorze, które boje wspominam najlepiej? – zapytał rozochocony pan Jan. Najlepiej mi się walczyło podczas powstania warszawskiego.

I opowiedział, że na Okęciu stacjonowały trzy załogi bombowe. Było wtedy piękne lato, więc prawie cały dzień lotnicy opalali się na leżakach.

Sama akcja bojowa trwała nie dłużej niż 15 minut. Rozkaz, kilkuminutowy lot, zrzut bomb, kilka minut powrotu, leżaki.

– Jest pan pewien, że były was tylko trzy załogi? – upewnił się pan Wojtek.

– Tak panie dyrektorze – potwierdził pan Jan.

– To znaczy, że mamy 33 proc. prawdopodobieństwa, że to pan zrzucił na mnie bombę – oznajmił pracownikowi dyrektor.

I powiedział, że urodził się w Truskawcu na Ukrainie. Przed nadciągającym frontem jego rodzice ewakuowali się do Warszawy. Tam ich zastało powstanie.

Jedna z bomb, zrzucanych przez niemieckie bombowce, trafiła w kamienicę, w której mieszkała rodzina pana Wojtka (on sam był wówczas chłopcem). Bomba zburzyła połowę kamienicy. Na szczęście dla pana Wojtka (był w tym czasie w budynku) wynajmowane przez nich mieszkanie znajdowało się w drugiej części budynku.

Pan Jan struchlał. Nie wiedząc co powiedzieć, stwierdził:

– Panie dyrektorze… Nie wiedziałem.

Dyrektor wydał mu pozytywną rekomendację. Pan Jan wyjechał do RFN i tam już pozostał.

Dodajmy, że ojciec pana Wojtka, jak on był inżynierem. Od razu po zakończeniu działań wojennych przyjechał do Gliwic.

Zastał kompletnie opustoszałe hale fabryczne Gliwickich Zakładów Urządzeń Technicznych. Niemcy zdemontowali maszyny i wywieźli je w głąb Niemiec.

Po długich poszukiwaniach ojciec pana Wojtka odzyskał maszyny, które wróciły do GZUT. Firma znów mogła uruchomić produkcję.

Huty Gliwice już nie ma. Podobnie jest z Hutą Baildon (która zbankrutowała, jej część kupiła niemiecka firma utrzymując niektóre elementy produkcji), Hutą Kościuszko w Chorzowie, wieloma kopalniami i fabrykami. A GZUT dalej działają.

Na zdjęciu: przepiękna Elektrociepłownia Szombierki jest jednym z symboli Bytomia i i obowiązkowym przystankiem na Szlaku Zabytków Techniki. Wiele innych dawnych obiektów przemysłowych dzięki pieniądzom, które przekazała Unia Europejska, zostało przekształconych w niezwykle ciekawe muzea. Warto o tym przypomnieć tym, którzy psioczą na europejską wspólnotę. Dodajmy, że chyba lepiej żyje się nam wszystkim, gdy z sąsiadami współdziałamy niż wówczas, gdy wojujemy. To przecież tak oczywiste, że czasami aż trudno uwierzyć w to, iż ktoś może kwestionować tę prawdę.

Fot. Szlak Zabytków Techniki.

***
Inne nasze informacje i artykuły: Katowice Dziś.
Regularnie tu zaglądaj – nie wszystko publikujemy na Facebooku.
Dla facebookowiczów utworzyliśmy grupę: https://www.facebook.com/groups/GrupaKatowiceDzis
Jej członkom wyświetla się więcej naszych facebookowych postów.
Pamiętaj! Komplet naszych artykułów i informacji tylko na WWW.

***

Nasza nowa usługa. Ogłoszenia. Całkowicie bezpłatne – dla każdego.

***

Osobisty tłumacz i nauczyciel języków obcych. Od razu tłumaczy rozmowę mówiąc i pisząc jednocześnie.