Przerażeni sąsiedzi słyszeli uderzenia, huki, przeraźliwe wycie i piski. Postanowili interweniować. To co zobaczyli, wzbudziło ich straszliwy gniew.

Przerażeni sąsiedzi słyszeli uderzenia, huki, przeraźliwe wycie i piski. Postanowili interweniować. To co zobaczyli, wzbudziło ich straszliwy gniew.

20 października 2019 Wyłącz przez administrator

Więcej – czytaj poniżej.

***
Wszystkie nasze informacje i artykuły: https://katowicedzis.pl/
Regularnie tu zaglądaj – nie wszystko publikujemy na Facebooku.
Dla facebookowiczów utworzyliśmy grupę: https://www.facebook.com/groups/GrupaKatowiceDzis
Jej członkom wyświetla się więcej naszych facebookowych postów.
Pamiętaj! Komplet naszych artykułów i informacji tylko na WWW.
***

Nasza nowa usługa. Ogłoszenia. Całkowicie bezpłatne – dla każdego.

***

Zobaczyli wijącego się z bólu, czteromiesięcznego szczeniaczka. Leżał w kałuży krwi. Został skatowany dla zabawy.

To był sadystyczny pokaz. W jednym z katowickich mieszkań (adresu celowo nie podajemy) odbywała się impreza.

Relacja Fundacji PsoTy i Koty:

„Około godziny 21 sąsiedzi usłyszeli ogromny huk uderzenia o ścianę, następnie uderzenie w drzwi. Pies wył tak głośno, że wszyscy zbiegli się, by zobaczyć, co się wydarzyło.

Mieszkający tam lokator początkowo nie chciał otworzyć drzwi, ale pies wył coraz głośniej, zatem sąsiedzi byli nieustępliwi. Kiedy otworzył, był roześmiany, zupełnie jakby nic się nie wydarzyło.

Sąsiedzi zauważyli psa wijącego się z bólu, leżącego w kałuży krwi na progu mieszkania. Natychmiast przejęli szczeniaczka, ale ten miał powykręcane łapki, pyszczek pokiereszowany tak, że stale leciała z niego krew.

Miał mętne oczy, niewładne ciało. Mieszkańcy określają jego stan jako agonalny.

Nagle ni stąd, ni zowąd taksówką przyjechał tajemniczy mężczyzna – znajomy oprawców. Wyrwał im psa z rąk wyklinając i tłumacząc, że wiezie go do weterynarza.

Policja odnalazła tajemniczego mężczyznę i zwierzę. Pies miał obrażenia tak rozległe, że nie było szans na ratunek.

Technicy policyjni zabezpieczyli ślady w mieszkaniu. Policjanci przesłuchali zrozpaczonych sąsiadów.

Zdarzenie słyszała i widziała cała kamienica. I wiecie? Nie wyobrażamy sobie nawet, co czuli sąsiedzi, kiedy po 2 dniach zobaczyli całą trójkę w tej kamienicy. Bo po 48 godzinach cała trójka wyszła na wolność.

Policjanci o znęcaniu się nad psem informowani byli wielokrotnie. W mieszkaniu codziennie odbywały się libacje, przemoc.

(…) regularnie znęcał się nad swoją dziewczyną (…). Skowyt psa słyszany był notorycznie, był tak przeraźliwy, że słyszeli go sąsiedzi z kamienicy po drugiej stronie ulicy!

Mieszkańcy widzieli, jak (…) wystawia psa na zewnętrzny parapet otwartego okna na trzecim piętrze kamienicy. Nikt z mieszkańców nie widział nigdy, aby pies wyprowadzany był na spacery, ale słyszeli, kiedy dostaje burę za to, że zrobił kupę na dywan.

Sąsiedzi informowali policję, ale kiedy ta nadjeżdżała, trójka oprawców udawała, że nikogo nie ma w domu.

Czy można było zrobić coś więcej? Oczywiście. Pies powinien zostać odebrany interwencyjnie już dawno temu.

To 4 miesięczny szczeniak, który wycierpiał w swoim krótkim życiu tyle, że po plecach przechodzą nam ciarki a pisząc tę zbiórkę, z oczu płyną łzy.

Mógł mieć wspaniałe życie. Nie zaznał od człowieka nic innego, oprócz pasma cierpień.

To nie był pierwszy pies! W zeszłym roku w lipcu (…) porzucil poprzedniego psa swojej partnerki, (…).

Przywiązał go do barierki klatki schodowej, w kagancu, bez dostępu do wody i jedzenia. Sąsiedzi zawiadomili policję, ale wtedy psa przejęła siostra (…).

Sprawa obyła się bez echa. A sygnały wyraźne były już dawno temu.

Oprawcy chodzą po osiedlu i wszystkim śmieją się w twarz. Nie zgadzamy się na to.

Obiecujemy to zmienić. Razem z naszym obrońcą – mecenasem Michałem Gajdą włączamy się do sprawy na etapie przygotowawczym i sądowym.
Będziemy obok prokuratora występować jako oskarżyciel posiłkowy. Będziemy walczyć o najwyższy wymiar kary dla całej trójki”.

Opisywane zdarzenia miały miejsce 26 lipca. Jak nas poinformowała wczoraj Paulina Dobrzańska-Kalbarczyk, prezes Fundacji PsoTy i Koty, prokuratora nie wystąpiła o areszt tymczasowy dla głównego podejrzanego – okrutnika, który zakatował psa.

Jest jednak pewien przełom. Po kilku miesiącach postępowania prokurator wniósł o środek zapobiegawczy w postaci poręczenia majątkowego oraz dozoru policyjnego dla zabójcy szczenięcia.

Co ważne, prokurator zmienił również kwalifikację tego czynu. Wcześniej zabójca pieska był podejrzany jedynie o znęcanie się nad zwierzęciem. Obecnie zarzuca się mu uśmiercenie zwierzęcia ze szczególnym okrucieństwem.

Fundacja Pso-TY i Koty wykonuje dobrą robotę. Jeśli jej chcecie pomóc – po wejściu na stronę fundacji znajdziecie wszelkie potrzebne informacje. Aby znaleźć stronę WWW fundacji lub jej fanpage na Facebooku, wystarczy wpisać: Pso-TY i Koty.

Na zdjęciu inny piesek. Fot. Pixabay.