Patrzyłam jak dziecko umiera

9 lutego 2018 0 przez administrator

Jedna z mam: „Kiedyś umierało mi dziecko na rękach. Sąsiedzi pobiegli do pobliskiej poradni po lekarza”. Relacje naszych czytelniczek.

Komentarze do tekstu o umierającym na chodniku pacjencie poradni przy ul. Mickiewicza.

Pani Wioleta: „Kilka lat temu była podobna sytuacja na osiedlu Tysiąclecia w Katowicach. Też pod poradnią, też lekarze nie wyszli, pogotowie niestety stwierdziło zgon”.

Pani Barbara: „Pamiętam ten smutny przypadek”.

Pani Natalia: „W dodatku to była mama mojej koleżanki”.

Pani Sylwia: „Kiedyś umierało mi dziecko na rękach. Ja nie potrafię robić masażu serca. Syn miał już oznaki sinienia. Ludzie wydzwaniali na pogotowie, które jechało 40 minut. Policja wydzwaniała pytając czy pogotowie już dojechało.

Sąsiedzi pobiegli do pobliskiej poradni po lekarza. I wiecie co? Lekarz odmówił podejścia do 9-miesięcznego dziecka. Na szczęście ojcu dziecka udało się uratować syna według porad pani dyspozytor ze 112, co ma robić.

Niewyobrażalny ból był to dla mnie. Patrzyłam jak dziecko umiera.

Pogotowie jechało 40 minut, lekarz odmówił podejścia, jakby tata był akurat w pracy dziecko by nie żyło.

Byłam w takim szoku, że musieli mi podać relanium. To jest taki strach, że jak ktoś tego nie przeżył, to nigdy nie zrozumie. Strach, panika, masakra. Jeszcze tak malusie dziecko, które je obiad, a za chwilę umiera. Miał wewnętrzną gorączkę. Sam lekarz był w szoku”.

Jest też relacja czytelnika. Pan Adrian: „Ja wzywałem pogotowie na teren… szpitala. Chłop odmrożony leżał przy śmietniku, ale nikt z izby przyjęć – zaalarmowany – nie raczył dupy ruszyć. Ależ załoga karetki była wściekła na nich”.

Wchodź bezpośrednio na http://katowicedzis.pl/