Katowicki sąd skazał policjanta na 15 lat więzienia za zabicie żony.

W Sądzie Okręgowym w Katowicach zakończył się proces policjanta z komendy miejskiej w Sosnowcu, oskarżonego o zamordowanie swej żony. Jej ciała nigdy nie odnaleziono. Prokuratura twierdzi, że musiała zginąć, gdyż przeszkadzała w romansie.

Marek G. oskarżony został o dokonanie 7 lipca 2012 roku w Czeladzi zabójstwa żony Anny G. Odpowiadał również za podżeganie świadka w tej sprawie do składania fałszywych zeznań. .

G. pracował w pionie przestępstw gospodarczych Komendy Miejskiej Policji w Sosnowcu. Oskarżony również został o przestępstwa związane z przekroczeniem uprawnień, poprzez sprawdzanie w policyjnych rejestrach, bez podstawy prawnej, danych dotyczących osób trzecich. Czyny te nie mają związku z samym zarzutem zabójstwa.

Początkowo, po zgłoszeniu 9 lipca 2012 roku przez męża zaginięcia Anny G., policja z Czeladzi i Będzina prowadziła poszukiwania kobiety. 3 grudnia 2012 roku zostało wszczęte śledztwo w tej sprawie. We wrześniu 2015 r. Marek G. został zatrzymany. Usłyszał zarzut zabójstwa.

Sprawa miała charakter poszlakowy. Ciała Anny G. nie odnaleziono. Prokuratura zebrała jedynie dowody pośrednie świadczące o tym, że G. zamordował żonę. Następnie zgłosił jej zaginięcie.

Były policjant nie przyznał się do zabójstwa żony. Wyjaśnił, iż ta, po kłótni, 7 lipca 2012 r. opuściła mieszkanie i nigdy więcej nie kontaktowała się z nim, rodziną i znajomymi. Porzucić miała maleńką córeczkę.

Oboje byli małżeństwem przez około pięć lat. Związek nie był udany. Policjant najpierw romansował z koleżanką z pracy. Gdy ta z nim zerwała, szybko znalazł sobie nowy obiekt sympatii. Zaginięcie żony nie bardzo go obeszło. Pytany o to mówił, że spakowała walizki i od niego odeszła. Wkrótce wyjechał na wakacje z inną kobietą.

W domu dochodziło do awantur. Po niektórych Anna G. rzeczywiście opuszczała wspólne mieszkanie. Wówczas jednak zawsze przenosiła się do swojej matki.

Tym razem tak się nie stało. Dlatego matka Anny G. od początku nie wierzyła w to, że jej córka porzuciła rodzinę, a przede wszystkim kilkuletnią córeczkę i w tajemnicy przed wszystkimi zaczęła gdzieś nowe życie.

Starsza pani na własną rękę prowadziła poszukiwania córki. Rozwieszała plakaty ze zdjęciem córki w miejscowościach Zagłębia. Ale zięć nigdy do poszukiwań się nie włączył. Nie rozwiesił nawet jednego plakatu.

Mimo że proces miał charakter poszlakowy, ciała Anny G. nie odnaleziono, a były policjant cały czas twierdził, że jest niewinny, sąd nie miał wątpliwości, że to on jest zabójcą swej żony.

Na to wskazywały m.in. miejsca logowania się telefonu komórkowego Anny G. (po jej rzekomej ucieczce z domu łączył się z siecią z mieszkania). Jego odcisk palca znaleziono też w kopercie, w której telefon komórkowy Anny G. "ktoś" wysłał pocztą do Niemiec.

Zdaniem prokuratury i sądu telefon łączący się z siecią polską, a następnie niemiecką miał uwiarygodnić wersję o ucieczce żony.

Córka Anny i Marka G. mieszka dziś razem z dziadkami.

***
Wchodź bezpośrednio na naszą www. Niczego nie przeoczysz. Facebookowiczów zapraszamy do wchodzenia bezpośrednio na fanpage i do utworzonej przez nas grupy https://www.facebook.com/groups/GrupaKatowiceDzis - jej członkom wyświetlają się wszystkie nasze facebookowe posty. Jeśli uznasz, że warto, udostępnij tę publikację innym. Dziękujemy.

Fot. Pixabay.