Przez nikogo nie niepokojony barszcz Sosnowskiego rozrósł się z jednego krzewu do małej dżungli. Pani Monika w poniedziałek zaalarmowała straż miejską. A groźna roślina dalej rośnie.

Kto zna katowickie Alpy ten wie, że nie są odludnym miejscem. Ludzie spacerują po dawnej hałdzie za parkiem Wełnowieckim. Korzystają z niej kursanci paralotniarstwa, którzy lądują poniżej na łące. Któryś z nich, bardziej niewprawny, wreszcie wyląduje w gąszczu parzących roślin.

Albo poparzą się dzieci. Zaczęły się wakacje. Na łąkę przychodzą dzieciaki z pobliskiego os. Wajdy. Spacerują tu mieszkańcy Koszutki i Bogucic. Co bardziej ciekawscy z bliska oglądają niebezpieczną roślinę. Świadczą o tym wydeptane ścieżki.

Pani Monika chadzała tu na spacer z psem. Już tego nie czyni ze względu na bezpieczeństwo pupila. W poniedziałek zaalarmowała straż miejską o grożącym ludziom niebezpieczeństwie. uczyniła słusznie. W 2017 r. to właśnie straż miejska wydała następujący komunikat:

"Apelujemy do mieszkańców Katowic by zgłaszali miejsca, w których rośnie barszcz Sosnowskiego. Kontakt z tą rośliną powoduje bardzo groźne oparzenia skóry. Poparzenia barszczem Sosnowskiego, lub innym podobnie toksycznym gatunkiem, bezwzględnie wymagają pilnego kontaktu z lekarzem".

Pani Monika już w ubiegłym roku zareagowała na ten apel, ponieważ na łące rósł jeden krzew barszczu Sosnowskiego. Powiadomiła straż miejską, lecz niebezpieczna roślina spokojnie dotrwała do zimy.

Obecnie jest to już cały gąszcz. Pani Monika naliczyła 15-20 sztuk kwitnących roślin. A liści, z których wyrosną następne niebezpieczne rośliny - jak mówi - "jest całe mnóstwo".

Podobno straż miejska zamierza groźną "dżunglę" spryskać niszczycielskimi chemikaliami, a potem wyrwać martwe rośliny wraz z korzeniami. Wczoraj pani Monika była na hałdzie i z góry sprawdzała, czy parzące rośliny są niszczone. Niczego takiego nie zauważyła.

Być może proces niszczenia tych roślin jest długotrwały. Nie rozumiemy jednak, dlaczego nie ustawiono tablic ostrzegających przed zagrożeniem. Wystarczy kilka palików, kilka płyt ze sklejki, pędzel i trochę farby. Nie rozumiemy, dlaczego niebezpiecznego terenu nie odgrodzono taśmą ostrzegawczą (taśma się wreszcie pojawiła, ale odgradza tylko część groźnych roślin).

Za strażą miejską podajemy najważniejsze informacje o tym, jak postępować po kontakcie z barszczem Sosnowskiego:

"1. Jeśli podejrzewa się, iż miał miejsce kontakt z barszczem Sosnowskiego, ale objawy jeszcze nie wystąpiły, trzeba koniecznie podjąć działania profilaktyczne – od razu zabezpieczyć potencjalnie skażone miejsca na skórze przed działaniem promieni UV i – na wszelki wypadek - unikać słońca przez co najmniej dwie doby.
Najszybciej jak to możliwe, należy dokładnie umyć skórę letnią wodą z mydłem.
2. Poparzenia barszczem Sosnowskiego, lub innym podobnie toksycznym gatunkiem, bezwzględnie wymagają pilnego kontaktu z lekarzem. Dobrze jest sfotografować roślinę „podejrzewaną” o wywołanie objawów poparzenia i pokazać jej zdjęcie specjaliście. Może to być istotna – w procesie leczenia – informacja, ponieważ różne związki chemiczne (o odmiennych właściwościach) odpowiadają za poparzenia wywołane przez różne gatunki roślin.
3. W sytuacji, gdy nie jest możliwa natychmiastowa porada i pomoc lekarska, można zastosować kilka domowych sposobów łagodzących objawy oparzenia oraz silne reakcje alergiczne wywołane przez barszcz Sosnowskiego. Warto zaaplikować sobie wapno i zażyć – dostępne bez recepty - leki antyhistaminowe. Na skórę można położyć kojący zimny kompres, zrobić okład z Altacetu posmarować ją Hydrocortyzonem lub – jeśli jest mocno poparzona – zastosować choćby Panthenol".

***
Wchodź bezpośrednio na naszą www. Niczego nie przeoczysz. Facebookowiczów zapraszamy do wchodzenia bezpośrednio na fanpage i do utworzonej przez nas grupy - jej członkom wyświetlają się wszystkie nasze facebookowe posty. Jeśli uznasz, że warto, daj lajka w zamian za tę publikację i udostępnij ją innym. Dziękujemy.

Fot. Straż miejska Katowic (zdjęcie z ub. roku).